fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Kierowca stawiał się drogówce, sąd uwierzył policji

Adobe Stock
Dyskutowanie z patrolem drogówki niemal na pewno skończy się w sądzie, a ten niekoniecznie uwierzy kierowcy, choć przeciwko jego słowom ma w zasadzie tylko słowa funkcjonariuszy.

Adam R. został zatrzymany w swojej hondzie przez patrol drogówki. Funkcjonariusze zauważyli bowiem, że chwilę wcześniej kierowca wykonał manewr zawracania na skrzyżowaniu, nie stosując się do znaku drogowego B-23, czyli zakazu zawracania. Za takie wykroczenie grozi 5 pkt karnych i mandat od 200 do 400 zł. Jednak w trakcie kontroli kierowca odmówił okazania prawa jazdy w celu sprawdzenia ważności i legalności dokumentu. Policjanci uznali wtedy, że mandat karny będzie dla niego zbyt łagodną karą i poinformowali o skierowaniu przeciwko Adamowi R. wniosku do sądu. Podczas sporządzania stosownej dokumentacji mężczyzna nie chciał podać miejsca swojego zatrudnienia.

W postępowaniu wyjaśniającym obwiniony nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień. W sprzeciwie od wyroku nakazowego stwierdził natomiast, że nie popełnił żadnego wykroczenia. Nie zawracał też na skrzyżowaniu, bo nie miał potrzeby wykonywania takiego manewru. Według jego wersji zdarzenia,  podczas kontroli policjant nie nałożył na niego żadnego mandatu ani nie wskazał żadnego wykroczenia. Poza tym mija się z prawdą twierdząc, że Adam R. nie chciał okazać prawa jazdy. W związku ze zdarzeniem R. skierował skargę na działania policjanta, którą dołączył do sprawy.

Na rozprawę kierowca nie przyszedł. Sąd Rejonowy dla Warszawy – Śródmieścia opierał się więc głównie na zeznaniach świadków - policjantów z patrolu drogówki, który zatrzymał obwinionego. I te zeznania uznał za wiarygodne, choć jeden z policjantów po ponad roku niezbyt dobrze pamiętał przebieg interwencji. W przypadku drugiego policjanta sąd ograniczył się do odczytania jego zeznań złożonych w toku czynności wyjaśniających. Uznał je za spójne i logiczne. Potwierdzały je inne dowody, zwłaszcza notatka urzędowa dokumentująca zdarzenie.

Czytaj też:

Nie przyjmujesz mandatu – musisz iść do sądu

Sąd: za odebranie komórki na czerwonym należy się kara

Stan wyższej konieczności tłumaczy brawurę na drodze

Wyjaśnieniom Adama R. złożonym w sprzeciwie od wyroku nakazowego sąd nie dał wiary. W jego ocenie zmierzały do uniknięcia odpowiedzialności za wykroczenia i są sprzeczne z pozostałym materiałem dowodowym, zwłaszcza zeznaniami policjantów.

- Pełny obraz zdarzenia niewątpliwie wynika z zeznań obecnych na miejscu funkcjonariuszy policji oraz notatki urzędowej - stwierdził sąd. Nie miał też żadnych wątpliwości co do prawidłowości i zasadności przeprowadzonej wobec obwinionego interwencji.

Sąd był także całkowicie przekonany, że obwiniony nie okazał na żądanie funkcjonariuszy policji prawa jazdy. Zakwalifikował ten czyn jako wykroczenie z art. 97 kodeksu wykroczeń. Jest to wykroczenie przeciwko innym przepisom o bezpieczeństwie lub o porządku ruchu na drogach publicznych, w tym przypadku - art. 38 pkt 1 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Z przepisu tego wynika bezwzględny obowiązek posiadania i okazania na żądanie uprawnionego organu m.in. dokumentu stwierdzającego uprawnienia do kierowania pojazdem.

Poza tym nie udzielając policji informacji co do miejsca swojego zatrudnienia, Adam R. popełnił wykroczenie z art. 65 § 2 kw.

Pozostało wymierzyć karę. Zdaniem Sądu stopień społecznej szkodliwości czynu popełnionego przez obwinionego był średni. Grzywna w wysokości 600 zł będzie więc wystarczającą dolegliwością i spowoduje, że Adam R. zacznie przestrzegać obowiązujące przepisy ruchu drogowego, a także wykaże większy szacunek wobec uprawnionych organów władzy.

Wyrok jest nieprawomocny.

Sygn. akt XI W 2445/17

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA