fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Gorzka druga tura dla PiS

Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski
Facebook
Wynik wyborczej dogrywki mocno rozczarował partię rządzącą. Oczekiwania były większe.

Z 649 miejsc, gdzie 4 listopada toczyła się II tura wyborów samorządowych, dla PiS liczyło się kilka. I to nie dużych miast, jak Kraków czy Gdańsk, ale tych średniej wielkości. Jednak tylko w Chełmie (woj. lubelskie) prezydentem został kandydat Zjednoczonej Prawicy. Wyścig o prezydencki fotel wygrał 27-letni Jakub Banaszek z partii Porozumienie Jarosława Gowina. Poza tym sukcesem PiS nie zdobyło władzy w żadnym mieście średniej wielkości. Dlatego ten wynik i kampania Banaszka będą poważnie brane pod uwagę na Nowogrodzkiej jako element dyskusji o tym, co się sprawdziło, a co nie.

Czytaj także: Klęska „projektu Morawiecki”?  

– Nastroje ogólnie są średnie. Nie taki miał być ostateczny wynik – przyznaje nasz rozmówca z Nowogrodzkiej i wskazuje, że bardzo liczono na zwycięstwa w Tarnowie, Radomiu czy Siedlcach. – Na analizy przyjdzie jeszcze czas. Na razie koncentrujemy się na rozmowach w sprawie władz w sejmikach wojewódzkich – tłumaczy i dodaje, że do nowego otwarcia po wyborach samorządowych i do ewentualnych zmian w rządzie może dojść najwcześniej na przełomie roku.

Czytaj także: Polacy nie chcą rządów monopartii

– Z wyborów samorządowych musimy wyciągnąć naukę na przyszłość. Przed nami wybory do Parlamentu Europejskiego, listy chcemy zamknąć do końca marca 2019 r. Do tego czasu nie będzie raczej żadnych gwałtownych ruchów w partii – przewiduje.

Czytaj także: Wybory antypartyjne

W dużych miastach bez zaskoczenia

Paweł Adamowicz w Gdańsku i Jacek Majchrowski w Krakowie bez większego problemu pokonali kandydatów PiS i zdobyli kolejne kadencje.

Czytaj także: PiS słabnie w swoim Ohio. A to tam wygrywa się wybory

Adamowicz po raz szósty został prezydentem Gdańska z wynikiem 64 proc. Kacper Płażyński z PiS miał 35 proc.

Niemal identyczny wynik był w Krakowie. Jacek Majchrowski miał 61 proc., Małgorzata Wassermann (PiS) – 38 proc. Jak w poniedziałek podała PKW, frekwencja w II turze wyniosła 48 proc.

Do zmiany władzy dojdzie za to w Kielcach. Tam popierany przez PiS Wojciech Lubawski przegrał wybory z wynikiem 38 proc. Wygrał Bogdan Wenta, europoseł startujący z własnego komitetu. Jego sukces oznacza, że dojdzie do przetasowań w Sejmie i PE. Wenta do Parlamentu Europejskiego startował z list PO. Teraz musi złożyć mandat. Jego miejsce zajmie (jeśli przyjmie mandat) Bogusław Sonik, obecnie poseł Platformy. To zaś oznacza, że do Sejmu trafi Grzegorz Lipiec, wcześniej członek zarządu województwa małopolskiego i szef tamtejszych struktur PO.

Średnie miasta też nie dla PiS

W Radomiu nie powiodła się kampania Wojciecha Skurkiewicza, wiceszefa MON. Stanowisko utrzymał Radosław Witkowski z PO.

W Tarnowie Roman Ciepiela z PO pokonał swojego konkurenta z PiS. W Bielsku-Białej Jarosław Klimaszewski z PO wygrał z Przemysławem Drabkiem z PiS.

PiS udało się za to wygrać w Wadowicach, gdzie przegrał Mateusz Klinowski, związany wcześniej z ruchem Janusza Palikota.

W Przemyślu – na zdominowanym przez PiS Podkarpaciu – kandydat ruchu Kukiz'15 poseł Wojciech Bakun pokonał Janusza Hamryszczaka z PiS. Wynik był jeszcze bardziej jednoznaczny niż w dużych ośrodkach – 74 proc. do 25 proc. PiS straciło władzę też w Ostrołęce.

Największe miasta, w których będą rządzili ludzie Zjednoczonej Prawicy, to Stalowa Wola, Zamość i Chełm. Każde ma nieco ponad 64 tys. mieszkańców.

Opozycja uznaje wyniki wyborów za bolesną porażkę PiS i odrzucenie całej „dobrej zmiany".

– To porażka kandydatów PiS. Erozja poparcia dla obozu rządzącego nastąpiła w ciągu dwóch tygodni po I turze. PiS płaci cenę za liczne wpadki i za niewybaczalny bałagan wokół obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości i wolnego 12 listopada – analizuje Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący PO i szef kampanii Koalicji Obywatelskiej. – Dla opozycji wyniki drugiej tury to potwierdzenie siły bloku demokratycznego przeciwko PiS z potencjałem bliskim 50 proc. – dodaje Siemoniak.

W PiS zapowiadany był od dawna audyt wszystkich działań kampanijnych. Będzie on dotyczył m.in. wsparcia i zaangażowania struktur w dużych miastach czy też tego, jak ze swoich ról wywiązali się koordynatorzy terenowi powołani przez PiS kilkanaście miesięcy temu, czyli posłowie wybrani na pierwszą kadencję.

– Musimy popracować nad komunikacją w dużych miastach i sposobem dotarcia do wyborców – mówił w poniedziałek szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk.

Jednak w PiS pojawiły się i inne wypowiedzi o mieszkańcach dużych ośrodków. „Widać, jak głęboko udało się poprzednim władzom Polski zdemoralizować mieszkańców miast, jakie wzorce zakorzenić" – to fragment wypowiedzi na Twitterze posłanki PiS prof. Krystyny Pawłowicz.

Większość obserwatorów przyznaje, że partia rządząca musi poważnie zastanowić się nad ogromną mobilizacją wyborców opozycji.

– PiS powinno zadać sobie pytanie, co spowodowało, że wyborcy idą gremialnie głosować. Ta frekwencja jest dużo wyższa niż w poprzednich wyborach cztery lata temu, czy to w pierwszej, czy w drugiej turze, i to najczęściej nie służy PiS – powiedział w poniedziałkowym programie #RZECZoPOLITYCE Krzysztof Łapiński, były rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA