Reklama
Rozwiń
Reklama

Rosja - Bułgaria: Od wyzwolenia do szpiegów

Gwałtownie pogarszają się stosunki rosyjsko-bułgarskie. Do sporu o historię doszły realne aresztowania.

Aktualizacja: 10.09.2019 22:34 Publikacja: 10.09.2019 19:02

Rosja - Bułgaria: Od wyzwolenia do szpiegów

Foto: shutterstock

„Rankiem w swoim domu został zatrzymany jeden z sekretarzy Narodowego Ruchu Rusofile Juryj Borysow" – poinformowała gazeta bułgarskich postkomunistów „Duma". Jednocześnie policja aresztowała szefa Rusofilów Nikolę Malinowa – również w jego domu.

Dopiero z dokumentów zezwalających na rewizję dowiedziano się, że obaj są oskarżeni o szpiegostwo. Ale prokuratura nie ujawniła, dla kogo mieliby to robić.

Policja zaczęła też przesłuchiwać wszystkich członków władz ruchu Rusofile, w tym politologa Żiwko Georgijewa. Tego ostatniego wypytywano o badania prowadzone na zlecenie zagranicznych kontrahentów, przede wszystkim RISI – Rosyjskiego Instytutu Badań Strategicznych, na którego czele stoi były szef rosyjskiego wywiadu Michaił Fradkow.

Rusofile zostali założeni w 2003 roku, by „rozwijać przyjaźń i współpracę Bułgarii i Rosji na podstawie historycznych tradycji, prawosławia i słowianofilstwa". Zatrzymany Malinow był dwukrotnie odznaczany rosyjskimi orderami przez Władimira Putina – już w tym roku za „umacnianie przyjaźni".

Zatrzymaniom przyjaciół Rosji towarzyszyła manifestacja przed Rosyjskim Centrum Kulturalno-Informacyjnym w Sofii. Przed 9 września – który w komunistycznej Bułgarii obchodzony był jako święto wyzwolenia od faszyzmu – otwarto tam wystawę właśnie pod nazwą „Wyzwolenie Bułgarii". „Nie negując wkładu ZSRR w rozgromienie nazizmu, nie możemy zapomnieć, że radziecka armia przyniosła narodom środkowej i wschodniej Europy pół wieku represji" – ostro zaprotestowało bułgarskie MSZ.

Reklama
Reklama

Rosjanie zmienili nazwę wystawy na „Droga do zwycięstwa", ale było już za późno. Stojący w centrum Sofii pomnik radzieckich żołnierzy został oblany farbą (mimo wzmocnionej ochrony), a pod budynek przyszli manifestanci. „Stalin nie był wyzwolicielem!" – głosił jeden z plakatów. Po wkroczeniu armii sowieckiej do Bułgarii we wrześniu 1944 roku nastąpił trwający do końca roku pogrom, w którym zarówno Sowieci, jak i miejscowi komuniści zamordowali od 15 do 40 tys. osób (właścicieli ziemskich, urzędników i polityków, dowódców wojskowych, bankierów, dziennikarzy, duchownych i nauczycieli). Stąd po upadku komunizmu zlikwidowano święto wyzwolenia.

Ale nota bułgarskiego MSZ wywołała gwałtowną reakcję w Moskwie. – Należy natychmiast odwołać stamtąd naszego ambasadora, a jak nie przeproszą – zerwać stosunki dyplomatyczne! – nawoływał były senator Aleksander Torszyn.

– Przez 50 lat Bułgarią rządziły marionetki Moskwy, które niejednokrotnie zagrażały samej państwowości bułgarskiej. Mam na myśli próby przyłączenia Bułgarii jako siódmej republiki do Jugosławii lub 16. do ZSRR – odpowiedział bułgarski profesor Ludmił Spasow.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Sondaż. Polacy ocenili, czy polityka Donalda Trumpa jest korzystna dla naszych interesów
Polityka
Polska 2050 traci posłankę. Efekt zaproponowanej przez Pełczyńską-Nałęcz uchwały
Polityka
Sondaż: Jak Polacy oceniają wypowiedź ambasadora USA o Grzegorzu Braunie?
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama