fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Redzikowo: nasza pępowina z USA

Shutterstock/fot. Bumble Dee
Po latach zwłoki zaczęto instalować pociski w jedynej stałej amerykańskiej bazie wojskowej w Polsce.

Informację o rozpoczęciu prac przy rozmieszczaniu systemu rakietowego Aegis w podległemu Marynarce Wojennej USA ośrodku na Pomorzu podała w środę amerykańska Agencja Obrony Przeciwrakietowej (MDA). Deklaracja zbiega się z zapowiedzią zasadniczego przyspieszenia dostawy pierwszej z zamówionych przez polski rząd baterii Patriot – ma dotrzeć nad Wisłę już pod koniec tego lub na początku przyszłego roku.

To ważne sygnały pokazujące, że administracja Bidena, mimo chłodu w relacjach dyplomatycznych z polskim rządem, dotrzymuje podjętych zobowiązań wojskowych wobec naszego kraju.

Wściekłość Rosji

– Redzikowo to nie jest tarcza, która ochroni Polskę, bo nie zdoła zatrzymać lawiny pocisków wystrzelonych z Rosji. Ale jest to pępowina łącząca nas z Ameryką. Mówimy o jedynej stałej instalacji wojskowej USA w naszym kraju, która dodatkowo jest częścią szerokiego systemu obrony antyrakietowej Ameryki w Europie. To bardzo umacnia naszą więź z Waszyngtonem – mówi „Rz" Tomasz Siemoniak, były minister obrony narodowej, który negocjował budowę Redzikowa.

Prace przy budowie zlokalizowanej w pobliżu Słupska bazy, do której za kilka lat będzie prowadził oddzielny zjazd na drodze ekspresowej S6, rozpoczęły się już w maju 2016 r. Obiekt miał być w pełni operacyjny w grudniu 2018 r. Tak się nie stało z powodu opóźnień, jakie zaliczył amerykański wykonawca budowlany, w szczególności gdy idzie o zabezpieczenie systemów ogrzewania i chłodzenie obiektu. Ale też w ostatnich latach polskie władze były przede wszystkim skoncentrowane na wynegocjowaniu z administracją Trumpa transferu dodatkowych jednostek (na zasadzie rotacyjnej), ale już znacznie mniej na realizacji umowy wynegocjowanej przez poprzedników. Ostatecznie ustalono, że liczba amerykańskich żołnierzy służących w Polsce urośnie do 5,5 tys., ale na zasadzie rotacyjnej.

Tyle poza Redzikowem. Tu, w bazie, która podlega Marynarce Wojennej USA, będzie służyło ok. 300 Amerykanów. Dzięki kontrowersyjnym zapisom umowy SOFA korzystają oni z daleko idącego immunitetu.

Jądrem instalacji jest system wyrzutni 24 pocisków typu Aegis S-3, takich samych, jak zainstalowane na okrętach Stanów. Są one zdolne zestrzelić pociski balistyczne średniego i dalekiego zasięgu nadlatujące do Europy z krajów uważanych przez USA za bandyckie, jak Iran czy Korea Północna. W Redzikowie funkcjonuje także potężny radar SPY-1 zdolny obserwować m.in., co się dzieje w Rosji.

Redzikowo stanowi trzeci, ostatni etap ogłoszonego jeszcze w 2009 r. przez Baracka Obamę projektu, na który składa się m.in. radar centralny w Turcji, bliźniacza do Redzikowa baza w rumuńskim Deveselu (operacyjna od maja 2016 r.) i zespół amerykańskich okrętów wyposażonych w systemy Aegis w hiszpańskim porcie Rota. Zdaniem MDA wszystkie prace w Redzikowie zostaną zakończone w przyszłym roku.

Na zapowiedź uruchomienia amerykańskiej bazy w Polsce Moskwa zareagowała ze wściekłością. Szef sztabu generalnego gen. Walerij Gierasimow uznał, że instalacja wprowadza „wiele zagrożeń" dla systemu bezpieczeństwa w Europie. Jego zdaniem Amerykanie mogą łatwo zamienić pociski Aegis S-3 na taktyczne pociski manewrujące Tomahawk zdolne uderzyć w Rosję.

– To argumenty absurdalne, bo tomahawki, podobnie jak rosyjskie iskandery, są systemami mobilnymi, które mogą być wystrzeliwane z dowolnego miejsca, i najmniej sensu miałoby ich użycie z Redzikowa. Pociski S-3 zaś nie mają parametrów, które pozwalałyby im na obronę Europy przed rakietami z Rosji. Jest ich też do tego za mało. Moskwę irytuje co innego: że dzięki tej bazie Amerykanie są w Polsce na dobre – mówi Tomasz Siemoniak.

Obrona Warszawy

Uruchomienie Redzikowa zbiega się z innym, ważnym sygnałem amerykańskiego zaangażowania w Polsce: mimo problemów związanych z pandemią Covid-19 rakietowy potentat Reytheon, wspierany przez polskich podwykonawców, wyraźnie przyspieszył produkcję systemu Patriot.

To zamówiona przez Warszawę w 2018 r. w ramach budowy tarczy powietrznej „Wisła" antybalistyczna broń średniego zasięgu, przeznaczona do punktowej obrony strategicznie ważnych miast (np. stolicy, Trójmiasta), a także m.in. szykujących się do kontrataku dużych zgrupowań własnych wojsk. Chodzi o największą dziś, wartą 4,75 mld dol., inwestycję zbrojeniową armii. Najnowsze pociski PAC-3 MSE (firmy Lockheed Martin), które stanowią oręż wyrzutni Patriot, mają zasięg ok. tysiąca kilometrów i są w stanie zniszczyć w locie wrogie pociski i statki powietrzne metodą bezpośredniego, kinetycznego trafienia.

– Pierwsza z dwóch zamówionych przez Warszawę baterii Patriot będzie gotowa wcześniej, niż planowano – w końcu obecnego lub na początku 2022 r. – potwierdza Shawn Rantas, dyrektor programu Patriot – Wisła Raytheon Missile & Defense w Polsce.

Zawarty trzy lata temu rakietowy kontrakt stulecia ma charakter międzyrządowy, co oznacza, że polskie władze negocjowały go bezpośrednio z waszyngtońską administracją i to rząd USA odpowiada za zamówienie w amerykańskich koncernach i integrację broni, a także organizację dostaw strategicznego sprzętu.

Istotne, że w 2018 r., podpisując z Ameryką rakietowe umowy, Polska zdecydowała, że najpierw, w ramach tzw. pierwszej fazy realizacji programu „Wisła" MON zamówi 2 baterie systemu Patriot (z planowanych pierwotnie 8). Uzgodniono, że broń będzie w wersji, jaką dysponuje aktualnie US Army, jednak z najnowszym, wprowadzanym dopiero do służby systemem dowodzenia IBCS.

W skład zamówionych przez Polskę zestawów Patriot wchodzi 16 wyrzutni, zgrupowanych w 4 tzw. jednostki ogniowe – wyposażone w 4 sektorowe radary, 4 stanowiska kierowania walką, 6 stanowisk dowodzenia i zapas 208 najnowocześniejszych dziś na rynku kierowanych rakiet średniego zasięgu PAC-3 MSE firmy Lockheed Martin.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA