fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Sebastian Kurz nie ufa prokuraturze

Sebastian Kurz stoi od stycznia na czele koalicji rządowej jego prawicowej ÖVP z Zielonymi. To eksperyment na skalę europejską, obserwowany uważnie w Niemczech, gdzie nie jest wykluczona podobna konstelacja rządowa w niedalekiej przyszłości
AFP
Wypowiedzi kanclerza wywołały debatę o praworządności.

To nic innego jak sieć złożona z „czerwonych" prokuratorów, którzy prześladują chętnie „czarnych" polityków na podstawie anonimów i udostępniają przy tym akta spraw innym osobom – tak miał się wyrazić kanclerz Austrii Sebastian Kurz o działalności austriackiej prokuratury do walki z przestępczością gospodarczą i korupcją. Czerwoni to podobnie jak w Niemczech socjaldemokraci (SPÖ), a czarni to konserwatyści z kierowanej przez Kurza Partii Ludowej (ÖVP).

Kanclerz nie wygłosił swoich opinii publicznie, ale na spotkaniu z liczącą grupą dziennikarzy, zastrzegając, że ma ono charakter konfidencjonalny i tym samym jego opinie nie podlegają publikacji.

Afera Casinos Austria

Stało się inaczej za sprawą lewicowego tygodnika „Falter", którego reprezentant nie pojawił się na spotkaniu z kanclerzem, lecz przepytał obecnych tam kolegów z innych redakcji i opublikował ich relacje. Wynika z nich, że Sebastian Kurz miał udowadniać, iż socjaldemokraci już w latach 90. ubiegłego wieku próbowali umieścić swych „towarzyszy" w instytucjach wymiaru sprawiedliwości po to, aby „w długich procedurach utrudnić życie" – jak pisze „Falter" – przede wszystkim politykom ÖVP.

Cała sprawa ma bezpośredni związek z aferą dotyczącą Casinos Austria – jednej z największych na świecie korporacji hazardowych. W okresie rządów ÖVP z populistyczno-prawicową Partią Wolnościową (FPÖ) na intratne stanowisko w spółce został powołany mało kompetentny człowiek FPÖ, przy czym dojść miało do praktyk korupcyjnych z udziałem nie tylko ludzi FPÖ, ale także byłego ministra finansów z ÖVP Hartwiga Lögera i dwóch członków rady nadzorczej także z ramienia partii Kurza. Afera ujrzała światło dzienne latem ubiegłego roku.

Informacje o wypowiedziach Kurza wywołały gwałtowną reakcję austriackich polityków. Szefowa liberalnego ugrupowania NEOS Beate Meinl-Reisinger nie ma najmniejszej wątpliwości, że „ÖVP zamierza nałożyć kaganiec na prokuraturę".

Niedawni koalicjanci Kurza z FPÖ zarzucili kanclerzowi, że realizuje dawno zarysowaną ideę przejęcia kontroli nad wymiarem sprawiedliwości. Milczenie zachowują Zieloni, obecni partnerzy koalicyjni w rządzie Kurza.

Natomiast dotknięci do żywego socjaldemokraci udowadniają, że kanclerzowi nie chodzi o nic innego jak obronę swoich dawnych współpracowników zamieszanych w skandal Casinos Austria i jego wypowiedzi stanowią ingerencję w działalność systemu sprawiedliwości.

Koalicja niezagrożona

Sprawa była w czwartek przedmiotem debaty w Bundesracie, wyższej izbie parlamentu. – Praworządność to krucha roślina. Austria nie powinna się stać takim krajem jak Węgry czy Polska – mówiła przedstawicielka SPÖ Elisabeth Grossmann, wzywając kanclerza do wyjaśnień. Odpowiadając na zarzuty, kanclerz potwierdził, że na spotkaniu z dziennikarzami krytykował prokuraturę, gdyż w demokratycznym państwie nie może być żadnych świętości i system sprawiedliwości musi także podlegać krytycznym ocenom.

Jego opinie na temat działań prokuratury nie wywołują większych sprzeciwów zwykłych obywateli. Cały austriacki system sądownictwa nie ma od lat najlepszej opinii. W publikowanym dwa razy do roku indeksie zaufania do poszczególnych instytucji sądownictwo cieszy się zaufaniem 14 proc. obywateli przy 46 proc. dla policji znajdującej się na szczycie tabeli.

Dlatego Sebastian Kurz zapowiedział więcej środków finansowych dla systemu wymiaru sprawiedliwości, przyśpieszenie postępowań oraz wymóg akceptacji nakazu rewizji przez trzech sędziów a nie jednego, jak dotychczas. Mało kto wierzy, że takie zmiany cokolwiek zmienią.

– Kontrowersje wokół wypowiedzi kanclerza dotyczące prokuratury nie zagrażają stabilności koalicji rządowej, co nie znaczy, że ma ona stabilne perspektywy rządów do końca kadencji – mówi „Rzeczpospolitej" Andreas Unterberger, były naczelny wiedeńskiego dziennika „Die Presse".

Funkcjonujący zaledwie sześć tygodni rząd prawicowej ÖVP i lewicowych Zielonych jest eksperymentem na nieznaną do tej pory skalę nie tylko w Austrii, ale i w Europie. Działa na podstawie liczącego 300 stron porozumienia koalicyjnego. Jest to jednak dokument niezwykle nieprecyzyjny, co wcześniej czy później doprowadzić może do konfliktu.

Pierwszy już się pojawił i dotyczy imigracji. Zieloni zarzucili kanclerzowi, że nie czyni nic, aby Austria podpisała pakt migracyjny ONZ. Zrobili to wbrew zasadzie, że partnerzy koalicji nie powinni wtrącać się pod żadnym pozorem w zakres działania kierowanych przez siebie ministerstw. A sprawy imigracji są w gestii partii Kurza, która jest za ograniczeniem imigracji. Zieloni mają inne zdanie.

– Stabilność rządu Kurza zasadza się obecnie także na słabości przeżywających kryzysy dużych partii opozycji – tłumaczy Andreas Unterberger.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA