fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Obrona Tajwanu to priorytet Bidena

Lotniskowiec Thodore Roosevelt w bazie na wyspie Guam
US NAVY/AFP
Chiny są zdeterminowane odzyskać kontrolę nad wyspą. Dla USA relacje z Rosją i Unią schodzą więc na dalszy plan.

O tym prezencie Joe Biden dowiedział się z lekkim opóźnieniem. Podsłuchane przez amerykański wywiad rozmowy pilotów chińskich bombowców i myśliwców, wśród innych materiałów wywiadowczych, pozwoliły ustalić CIA, że 23 i 24 stycznia, a więc zaraz po inauguracji nowego prezydenta, Chiny ćwiczyły scenariusz inwazji na Tajwan broniony m.in. przez lotniskowiec USA. Rzecz niezwykła, w operację w sąsiedztwie wyspy było zaangażowanych kilkanaście chińskich samolotów i okrętów. W tym czasie relatywnie blisko (250 mil morskich) rzeczywiście znajdował się lotniskowiec USS „Theodore Roosevelt".

Nowa administracja nie ma wątpliwości, jaki jest cel operacji: testowanie, czy Biden z taką samą determinację co jego poprzednik będzie bronił trwającej od 1949 r. faktycznej niepodległości Tajwanu.

261 mld dol. na obronę

Na razie wygląda, że tak.

– Wzywamy Pekin do zaniechania presji wojskowej, gospodarczej i dyplomatycznej na Tajwan – oświadczył Departament Stanu.

Szanse, że Xi Jinping posłucha tego apelu, są jednak niewielkie. Od dojścia do władzy w 2012 r. podjął on spektakularną operację modernizacji i rozbudowy Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Zdaniem szwedzkiego instytutu SIPRI w 2019 r. (ostatnie dostępne dane) miała ona budżet 261 mld USD, ustępując jedynie Ameryce (732 mld USD), ale dalece wyprzedzając Rosję (65,1 mld USD) i Indie (71,1 mld USD). Zdaniem ekspertów choć na poziomie sił strategicznych Chiny wciąż pozostają daleko w tyle za Stanami, to m.in. dzięki rozbudowie pocisków średniego zasięgu stają się groźnym rywalem Waszyngtonu w Azji Południowo-Wschodniej.

Xi uznał, że nadszedł moment na „odzyskanie utraconych terenów" także dlatego, że Chiny znacznie lepiej od USA przeszły przez pandemię i zdaniem waszyngtońskiego Instytutu Brookings mogą w ciągu paru lat stać się największą gospodarką świata.

Presja na Tajwan jest częścią szerszej operacji obejmującej przejęcie kontroli nad Morzem Południowochińskim, m.in. poprzez budowę serii sztucznych wysp na wodach, do których roszczą sobie pretensje Wietnam czy Filipiny. Obejmuje ona także modyfikację granicy z Indiami i Bhutanem w Himalajach. Wreszcie Waszyngton uznał, że musi potwierdzić gwarancje bezpieczeństwa dla japońskiej suwerenności nad wyspami Senkaku, które Chiny również chcą „odzyskać".

Milion żołnierzy

Amerykański wywiad nie ma wątpliwości, że dla chińskiej armii celem numer jeden jest Tajwan. Ale nie tylko Xi zmienia strategię wobec wyspy. Od 1979 r. USA trzymały się polityki „strategicznej dwuznaczności" wobec władz w Tajpej. Nie uznawały już niepodległości kraju, ale jednocześnie Kongres zobowiązał Biały Dom do „zapewnienia środków na jego obronę". Na kilka dni przed odejściem sekretarz stanu Mike Pompeo ogłosił jednak zniesienie samoograniczeń, jakie Amerykanie narzucili sobie w oficjalnych kontaktach z Tajwanem. Co prawda w ostatniej chwili zrezygnowano z wizyty 13 stycznia ambasador USA przy ONZ Kelly Craft. Jednak do udziału w inauguracji Bidena została zaproszona de facto ambasador Tajwanu w Stanach Hsiao Bi-Khim. To sygnał, że nowy prezydent zamierza kontynuować politykę Pompeo.

W czasie przesłuchania w Kongresie nowy sekretarz stanu Antony Blinken zgodził się zresztą ze swoim poprzednikiem, że Pekin dopuszcza się „ludobójstwa" wobec Ujgurów. Pochwalił też „zaostrzenie" przez Donalda Trumpa polityki wobec Chin.

Dla Xi jeszcze większym ciosem była spektakularna (57 proc. poparcia) reelekcja 11 stycznia prezydent Tsai Ing-wen kosztem opowiadającego się za zacieśnieniem relacji z komunistycznymi Chinami Han Kuo-yu. To znak, że prowadzona od czterech lat przez Pekin polityka sankcji gospodarczych, presji wojskowej i dezinformacji wobec ludności Tajwanu zakończyła się spektakularną porażką.

– Garstka ludzie w Tajpej chce niepodległości, a to oznacza wojnę – ostrzegł rzecznik chińskiego MON Wu Quian. Jego odpowiednik w Pentagonie, John Kirby, odparł: Nadal zapewnimy obronę Tajwanu.

W wywiadzie dla BBC Tsai Ing-wen co prawda zapewniła, że nie zamierza ogłosić niepodległości, ale tylko dlatego, że jej zdaniem nie ma takiej potrzeby, bo Tajwan od lat de facto funkcjonuje jako niezależny kraj. Zdaniem ekspertów potencjał sił zbrojnych wyspy jest co prawda 15 razy mniejszy niż Chin, ale okupacja górzystego kraju wymagałaby miliona żołnierzy gotowych na długotrwałą wojnę partyzancką. Byłaby to więc niepomiernie trudniejsza operacja niż zajęcie przez Władimira Putina Krymu. Ale mimo to na tyle realna, że jej zapobieżenie wyznaczy teraz oś polityki zagranicznej Bidena.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA