fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Kluczowa dwunastka 2019 roku

AFP
Starcie Chin z Ameryką, brexit, ekologiczna kampania i rosnąca potęga Indii najmocniej wpłynęły na współczesny świat.

Historia jeszcze przyspieszyła. Wielki w tym udział mają przywódcy państw, ale także społeczeństwa obywatelskiego, którzy wybili się w minionym roku. Niestety, nie zawsze pozytywnie. W zestawieniu celowo nie ma Polaków.

1. Donald Trump

Na to nie odważył się żaden prezydent USA, od kiedy 50 lat temu Richard Nixon zainicjował współpracę z Chinami. Siatka gospodarczych powiązań między oboma krajami stała się na to zbyt gęsta. Dopiero Trump uznał, że priorytetem USA musi być powstrzymanie rosnącej potęgi komunistycznego reżimu, bo inaczej Ameryka przestanie być jedyną superpotęgą na ziemi. To przełom, nawet jeśli nie wiemy, jak skończy się wojna handlowa zainicjowana przez Waszyngton. Nie wiemy też, czy Trump doczeka się reelekcji: na razie próby wciągnięcia Ukrainy w skompromitowanie rywala w wyborach, Joe Bidena, spowodowały, że Trump stał się trzecim w historii prezydentem objętym procedurą impeachmentu.

2. Boris Johnson

Premier Wielkiej Brytanii zagrał pokerowo. I wygrał. W wyborach 12 grudnia konserwatyści nie tylko uzyskali niespotykaną od czasu Margaret Thatcher większość, ale po raz pierwszy tworzą zwartą ekipę zwolenników brexitu. Przyszłość kraju staje się przez to bardziej obliczalna: 31 stycznia Królestwo wychodzi z Unii, a z końcem przyszłego roku, po upływie okresu przejściowego, przestaje stosować unijne prawo. Ale przed Johnsonem kolejne wyzwania: zawarcie w ciągu paru miesięcy nowej umowy o współpracy z Brukselą, powstrzymanie szkockiego separatyzmu, zapobieżenie rozpadowi procesu pokojowego w Irlandii Północnej i uczynienie z brexitu gospodarczego sukcesu. Jeśli to się uda, wejdzie on do ligi wielkich brytyjskich premierów razem z Thatcher, Tonym Blairem, a może i Winstonem Churchillem.

3. Greta Thunberg

Dla jednych ikona i ucieleśnienie polityka przyszłości, dla innych produkt marketingowy. 16-letnia Szwedka stała się symbolem walki z emisją gazów cieplarnianych. Od „strajku szkolnego dla klimatu" przed parlamentem w Sztokholmie w 2018 r. osiągnęła niezwykłą sławę. Była w stanie zmobilizować protest milionów młodych ludzi w wielu krajach świata, w szczególności po tym, gdy wystąpiła na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Morska podróż do USA, która miała mieć zerowy wpływ na zmianę klimatu, pokazała jednak ograniczenia działalności Thunberg (France 24 pokazało, iż załoga, która miała powrócić ze statkiem, poleciała do Ameryki samolotem).

4. Narendra Modi

Zwycięstwo w wyborach w 2019 r. hinduskiej nacjonalistycznej partii BJP oznacza, że po raz pierwszy od uzyskania niepodległości przez dwie kadencje na czele kraju będzie stał polityk, który nie wywodzi się z Indyjskiego Kongresu Narodowego. Modi od 2014 r. prowadzi liberalną politykę gospodarczą. Postawił na prywatyzację przedsiębiorstw państwowych, ograniczenie zabezpieczeń socjalnych i poluzowanie regulacji ochrony środowiska. Dzięki temu Indie rozwijają się szybciej od Chin. Ale Modi przeforsował też przepisy dyskryminujące 200-milionową mniejszość muzułmańską w celu umocnienia roli hinduizmu w Indiach, a represje w Kaszmirze doprowadziły do wzrostu napięcia z Pakistanem.

5. Carrie Lam

Latem szefowa administracji Hongkongu wysunęła projekt ustawy o ekstradycji oskarżonych przez Chiny z byłej brytyjskiej kolonii. To wywołało gwałtowne protesty, które trwają od blisko pół roku. Lam wycofała w końcu kontrowersyjne przepisy, ale nie zgodziła się na spełnienie innych postulatów manifestantów, w tym ustanowienie w pełni demokratycznych wyborów do władz miasta i przeprowadzenie śledztwa w sprawie zachowania policji. Mianowana w 2017 r. przez Xi Jinpinga Carrie Lam już wcześniej podejmowała działania w celu ograniczenia autonomii Hongkongu. To część planu centralizacji Xi – przywódcy, który przejął największą władzę od Mao. Mimo wszystko nie zdecydował się na siłowe rozwiązanie hongkońskiego kryzysu, jak to się stało 30 lat wcześniej na placu Tiananmen. Po części wynikało to z presji Ameryki, po części z obaw przed załamaniem ośrodka finansowego, w którym oszczędności ulokowało wielu przywódców partii komunistycznej, a po części obawami przed wpędzeniem w recesję słabnącej gospodarki ChRL. Lam stała się twarzą tego kontrowersyjnego kompromisu.

6. Ursula von der Leyen

Przez kilkanaście lat była ministrem w rządzie Angeli Merkel (najdłużej obrony) i wydawało się, że jej kariera dobiega końca. Trochę przez przypadek stanęła na czele Komisji Europejskiej, gdy się okazało, że kandydat, który zebrał największe poparcie Parlamentu Europejskiego, nie ma szans na akceptację przez unijnych przywódców. W ten sposób padł system tzw. spitzenkandidat – próba demokratyzacji Unii. Ale mianowanie von der Leyen oznacza, że największy kraj członkowski jest teraz gotowy wziąć większą odpowiedzialność za Wspólnotę, pogrążoną w głębokim kryzysie. Od Włoch po Belgię i Hiszpanię, coraz więcej państw Unii nie potrafi wysunąć sprawnego rządu. UE w takich kluczowych sprawach, jak: polityka migracyjna, budżet czy ochrona środowiska, buksuje w miejscu. Pięcioletnia kadencja von der Leyen może być ostatnią szansą na ożywienie brukselskiej organizacji. Niemka zaczęła od próby zbliżenia z krajami Europy Środkowej.

7. Abiy Ahmed

Laureat Pokojowej Nagrody Nobla za 2019 za wkład w zakończenie ciągnącego się od dekad konfliktu zbrojnego między Etiopią, której jest premierem, i Erytreą. Wykształcony w Londynie polityk, który w przeszłości brał udział w walkach z komunistycznym reżimem Mengystu Hajle Marjama, po przejęciu urzędu premiera wypuścił więźniów politycznych. Podjął odważne reformy rynkowe, w szczególności poprzez prywatyzację kluczowych przedsiębiorstw państwowych, jak Ethiopian, największego przewoźnika lotniczego Afryki. Udało mu się w tej sprawie zjednoczyć polityków z różnych grup etnicznych i przywódców religijnych. To sukces wykraczający poza Etiopię. Reformy ekonomiczne, inwestycje w edukację, wygaszanie konfliktów to najlepszy sposób na powstrzymanie migracji z Afryki. Tworzenie warunków do dobrego życia w miejscu pochodzenia to zadanie dla odpowiedzialnych polityków.

8. Paulo Guedes

Od Kolumbii i Wenezueli po Chile i Urugwaj: w mijającym roku większość Ameryki Łacińskiej płonęła. Załamanie wzrostu gospodarczego, powszechna korupcja i brak podstawowego bezpieczeństwa skłoniły miliony ludzi do wyjścia na ulice. Jednak Brazylia, choć w żadnym przypadku nie są jej obce te przypadłości, zachowała spokój. Więcej: pod kierunkiem ministra gospodarki, liberała Paulo Guedesa udało się przeprowadzić fundamentalną reformę systemu emerytalnego i zapobiec załamaniu finansów publicznych. Tego nie dokonała żadna ekipa od odbudowy brazylijskiej demokracji przeszło 30 lat temu. W nadchodzącym roku Guedes chce pójść dalej i uprościć niezwykle złożony system podatkowy. Gospodarka latynoskiego kolosa zaczyna dzięki temu nabierać wiatru w żagle. Niestety, prezydent Jair Bolsonaro na razie nie okazał się równie skuteczny w walce z przestępczością i korupcją, a powszechną krytykę na świecie przysporzyło mu wznowienie na wielką skalę wycinki tropikalnych lasów Amazonii.

9. Wołodymyr Zełenski

Spełnienie w realnym życiu niezwykłego scenariusza filmowego przejdzie do historii politycznej świata. Aktor z serialu opowiadającego o nauczycielu, który przez przypadek zostaje głową państwa, sam wygrywa wybory prezydenckie. Zdobył w kwietniu niemal trzy czwarte głosów, jednocząc po raz pierwszy od uzyskania niepodległości cały kraj. Ten entuzjazm potwierdziły wybory do parlamentu, w których wielki triumf odniosła prezydencka partia Sługa Narodu. Choć bez doświadczenia politycznego, nie wpadł w pułapkę zastawioną przez Władimira Putina i odrzucił przyznanie specjalnego statusu dla Donbasu, aby zakończyć wojnę. To dałoby Moskwie prawo weta w dążeniu Ukrainy do integracji z Zachodem. Od trzech dekad Kijów nie stał przed taką szansą na budowę sprawnego państwa jak teraz. Testem dla Zełenskiego będzie jednak to, czy zdoła uwolnić się od swojego patrona i oligarchy Ihora Kołomojskiego, odrzucając jego naciski na zwrot uratowanego kosztem 6 mld dol. podatników Privatbanku.

10. Ekrem Imamoglu

Prezydent Recep Erdogan, który sam zaczynał karierę jako burmistrz dawnej otomańskiej stolicy, wielokrotnie powtarzał, że kto kontroluje Stambuł, ten kontroluje Turcję. Dlatego gdy w maju wybory na burmistrza metropolii niespodziewanie wygrał szerzej nieznany polityk opozycyjnej Republikańskiej Partii Ludowej, polecił powtórzyć głosowanie. To doprowadziło jednak do jeszcze większego zwycięstwa Imamoglu. A sondaże wskazują, że ma większe (44,5 proc.) od Erdogana (39,7 proc.) poparcie, gdyby teraz doszło do wyborów prezydenckich. Obecny przywódca kraju odchodzi od zainicjowanego przed 100 laty przez Atatürka państwa laickiego, rezygnuje z dalszych starań o integrację z Unią, nawiązuje coraz ściślejszą współpracę z Rosją. Przede wszystkim jednak Erdogan systematycznie promuje autorytarny system rządów. Imamoglu to pierwsza od lat nadzieja na odwrócenie zmian.

11. Lubow Sobol

To nie są dobre czasy dla Władimira Putina. Poparcie dla rosyjskiego prezydenta załamało się z ok. 85 proc. po zajęciu Krymu pięć lat temu do mniej niż 40 proc. Marazm gospodarczy, pat na Ukrainie, powszechna korupcja i starzejący się przywódca ciążą społeczeństwu. Fala protestów latem z powodu odmowy rejestracji niezależnych kandydatów do rady miejskiej Moskwy była widocznym sygnałem tych nastrojów. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy manifestacji okazała się Lubow Sobol, 32-letnia prawniczka, która wspiera Fundację Walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego. Sądy regularnie wymierzają jej najwyższe możliwe grzywny. „Nieznani sprawcy" oblali jej twarz brudnym płynem. To może być zapowiedź znacznie bardziej drastycznych działań władz.

12. Emmanuel Macron

Od niemal miesiąca Francja jest sparaliżowana. Tak długiego strajku Francuzi nie przeżyli od 1995 r. Od warunków jego zakończenia zależy spuścizna prezydenta. Chce on przeforsować głęboką reformę systemu emerytalnego, która co prawda nie doprowadzi do poważnych oszczędności, ale zasadniczo uprości najważniejszy program socjalny kraju. Macron w ciągu 2,5 roku rządów nie odniósł fundamentalnych sukcesów. W szczególności nie udało mu się przekonać Niemiec do pogłębienia integracji, nie zdołał też rozwiązać sporu z USA o Iran czy z Rosją o Ukrainę. Może jednak wciąż przejść do historii jako reformator kraju – udało mu się już poluzować regulacje rynku pracy, przez co bezrobocie po raz pierwszy od lat nieco spada. Ale tempo rozwoju kraju pozostaje mizerne, a poparcie w sondażach dla Marine Le Pen wciąż rośnie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA