Marta Grzeszczyk opublikowała w mediach społecznych oświadczenie, w którym napisała, że przez 11 lat jej politycznej aktywności nikt nie groził jej utratą pracy ze względu na aktywność lub poglądy. Dodała, że zmieniło się to 12 lutego.
"Stłoczeni w małym, dusznym pokoiku, między innymi, członkowie Zarządu łódzkiego PiS postawili mi tchórzliwe ultimatum. Trzymając w dłoniach moje oświadczenie w sprawie wyroku TK opublikowanego w czasie Strajku Kobiet i odwołując się do mojego ostatniego wywiadu w Radio Łódź, w którym potrzymałam swoje stanowisko 'że prawo nie może zmuszać kobiet do heroizmu' przekazano mi, że 'jeden telefon dzieli mnie od zwolnienia' więc mam się dobrze zastanowić co będę dalej publicznie mówić" - oświadczyła.
Czytaj także:
List do Kaczyńskiego. Posłowie przypominają prezesowi PiS wypowiedź o wolności słowa
"Nie dam sobie kneblować ust nikczemnym groźbami. Nie będę też milczeć, w sprawach dla mnie ważnych" - zadeklarowała.
Grzeszczyk dodała, że ze względu na liczbę spraw, z którymi się nie zgadza od dłuższego czasu dojrzewała do decyzji o wystąpieniu z PiS. "To ultimatum przelało czarę. Dlatego od dziś idę swoją, własną drogą - bez partii i bez klubu. Bez ludzi, którzy nie są w stanie znieść mojej determinacji i profesjonalnego podejścia do pracy w samorządzie. Nie będę marnować swojej kadencji na stanie w kącie" - napisała.
Marta Grzeszczyk stwierdziła też, iż jej oświadczenie oznacza "z ogromnym prawdopodobieństwem", że to straci pracę i że to jej ostatnia kadencja w Radzie Miejskiej w Łodzi. "Jednak ostatnie wydarzenia ostatecznie utwierdziły mnie w przekonaniu, iż życie w zgodzie z moimi poglądami z dala od toksycznych ludzi jest dla mnie najważniejsze" - oświadczyła.
Grzeszczyk jest radną trzecią kadencję. W 2010 r. została wybrana z list Platformy Obywatelskiej, później wraz z grupą innych radnych została usunięta z partii. O kolejny mandat ubiegała się z list PiS.
Radio Łódź podało, że lokalne władze partii nie komentują oświadczenia radnej.