fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Co się stanie z norkami po wejściu w życie zakazu hodowli

Adobe Stock
– Coraz więcej krajów nie tylko w Unii Europejskiej, ale na całym świecie, zamyka fermy zwierząt futerkowych. Hodowcom zaczyna brakować krajów, do których mogliby się przenieść – twierdzi Cezary Wyszyński, Prezes Fundacji Viva! Akcja dla zwierząt.

Przyjęta przez Sejm tzw. Piątka dla zwierząt ma znacznie poprawić sytuację zwierząt w Polsce. Nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt zakłada między innymi zakaz hodowli zwierząt futerkowych, wśród których jednym z najbardziej popularnych gatunków jest norka amerykańska. Podobne przepisy w poprzednich latach wprowadzały kraje europejskie m.in. Norwegia, Wielka Brytania i Chorwacja. Inne zdecydowały się na znaczne zaostrzenie warunków hodowli.

W czasie debaty nad zakazem pojawiały się wątpliwości. Jedna z nich dotyczyła tego, co stanie się ze zwierzętami po zamknięciu przedsiębiorstw. Norki rozmnażają się bardzo szybko i licznie. Wypuszczenie ich na wolność jest więc jedną z możliwości, którą należy wykluczyć – stanowiłaby bowiem zagrożenie dla bioróżnorodności. Pojawia się obawa, że zwierzęta zostaną np. zagazowane, ponieważ stało się tak niedawno w kraju tulipanów. 

– Przykład Holandii to inna sprawa. Tam od dłuższego czasu pracowano nad zakazem prowadzenia hodowli norek. Pandemia przyspieszyła ten proces, ponieważ wystąpiło podejrzenie, że norki przenoszą koronawirusa, a na fermach wybuchały jego kolejne ogniska. Dlatego w tym kraju część ferm trzeba było usunąć z dnia na dzień. Stąd decyzja o zagazowaniu zwierząt – mówi „Rzeczpospolitej” Cezary Wyszyński, Prezes Fundacji Viva! Akcja dla zwierząt. W przypadku Polski, tak jak w innych krajach, obowiązywałby okres przejściowy, w trakcie którego właściciele ferm zwierząt futerkowych mieliby czas na zamknięcie działalności. Na tę chwilę, w projekcie ustawodawca zagwarantował dwunastomiesięczny okres vacatio legis, ale dopóki ustawa nie zostanie ostatecznie uchwalona (obecnie trafiła do Senatu), nic nie jest pewne. Odpowiednio długi okres przesunięcia wejścia zakazu w życie umożliwiłby stopniowe wygaszenie przedsiębiorstw, których nie da się zamknąć z dnia na dzień. Norki bowiem hoduje się w określony sposób. Z tysięcy zwierząt wyodrębnia się tzw. stado podstawowe, które rozmnaża się w następnym roku. Resztę norek przeznacza się na produkcję futra. Po wejściu prawa w życie, nie doszłoby do selekcji, a więc zwierzęta nie rozmnażałyby się w kolejnych latach.

Zakaz hodowli w Polsce niesie za sobą zagrożenie relokacji przedsiębiorstw do krajów, w których przemysł futrzarski ma się dobrze. Jak podkreśla Cezary Wyszyński, celem nowego prawa nie ma być jednak odwrócenie wzroku od problemu, ponieważ ten sektor przemysłu powoli umiera śmiercią naturalną. – Coraz więcej krajów nie tylko w Unii Europejskiej, ale na całym świecie, wprowadza zakazy. Hodowcy więc po prostu nie mają się gdzie przenosić – tłumaczy. 

Poza tym, nie sposób nie zauważyć, że moda się zmienia, zapotrzebowanie na futro spada, a co za tym idzie, rynek zbytu kurczy się z roku na rok. Do niedawna w Polsce rocznie zabijano około 10 mln norek, na tę chwilę liczba wynosi 5 mln.

Pocieszający jest fakt, że polskie norki nie podzielą tragicznego, choć nieuniknionego losu swoich „krewnych” z Holandii i nie zginą na marne. Te, które zostaną na fermie zostaną wprawdzie przeznaczone na produkcję futer, ale zwierzęta nie rozmnożą się na następne lata, co znaczyłoby śmierć kolejnych milionów norek. Dalszy rozwój dyskusji w parlamencie pokaże, jak bardzo zmieni się pierwotny kształt ustawy. Jedno wydaje się jednak pewne – za jakiś czas fermy zwierząt futerkowych znikną z mapy Polski.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA