We wspólnym oświadczeniu ministrowie G7 wzywają Rosję do pilnego ustalenia, kto odpowiada za ten "odrażający atak".

"Mając na uwadze zobowiązania Rosji w ramach Konwencji o zakazie broni chemicznej, wzywamy  do postawienia sprawców przed sądem" - brzmi komunikat.

"Każde użycie broni chemicznej, gdziekolwiek, przez kogokolwiek, bez względu na powód, jest nieakceptowalne i sprzeczne z międzynarodowymi normami zakazującymi używania takich metod" - czytamy w oświadczeniu.

Ministrowie G7 zgodnie oświadczają, że potępiają incydent, który nazwali "potwierdzonym otruciem" Aleksieja Nawalnego.

Zamach na życie opozycjonisty jest według nich także zamachem na demokrację i polityczny pluralizm w Rosji. Ministrowie wzywają Rosją do transparentnego i skutecznego dochodzenia w sprawie ustalenia sprawców oraz do przestrzegania prawa do wolności wypowiedzi jej obywateli.

Nawalny stracił przytomność na pokładzie samolotu, którym z Tomska wracał do Moskwy.

Po awaryjnym lądowaniu maszyny nieprzytomny trafił do szpitala w Omsku, gdzie - według nieoficjalnych wiadomości - w jego organizmie znaleziono substancję niebezpieczną dla Nawalnego, ale i dla otoczenia.

Później jednak lekarze zaprzeczyli tej informacji, twierdząc, że ani we krwi, ani w moczu mężczyzny nie znaleziono toksycznych substancji, a utrata przytomności mogła nastąpić w wyniku zaburzeń metabolicznych, takich jak spadek poziomu cukru we krwi.

Julia Nawalna, żona opozycjonisty, w piśmie do Putina zażądała wydania zgody na transport męża do Niemiec. Na lotnisku w Omsku prawie dobę czekał na Nawalnego medyczny samolot, wysłany przez berliński szpital Charité, który zadeklarował udzielenie pomocy.

Ostatecznie Nawalny został przewieziony do szpitala Charité w Berlinie. Przez kilkanaście dni utrzymywany był w stanie śpiączki farmakologicznej.

Niemieccy lekarze wykryli  w jego organizmie Nowiczok, bojowy o działaniu paralityczno-drgawkowym, ten sam, którym usiłowano otruć byłego rosyjskiego szpiega Sergieja Skripala.