fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Opozycja powinna się pokazywać jako bardziej moralna

Fotorzepa/Jakub Czermiński
– Nie ma dziś Platformy, jest antyPiS. Partii brakuje myśli ideowej, która mogłaby mówić o celach i zachowaniach z nimi związanych – mówi dr hab. Jacek Wasilewski, specjalista z zakresu retoryki.

Jak opisać zachowanie opozycji w kwestii podwyżek pensji?

W myśleniu opozycji mamy do czynienia z asymetrią tego, czy są obserwatorami, czy aktorami w działaniach. Gdy Prawo i Sprawiedliwość dawało 500+ ludziom, którzy tego potrzebowali, oskarżano ich o przekupstwo. Gdy oferuje podwyżki posłom, ci patrzą na te działania w innych kategoriach. Należy zadać pytanie, czemu służą te wzrosty uposażeń, zwłaszcza w czasach, gdy byt wielu osób jest zagrożony. Prawo i Sprawiedliwość nie poprzedziło tego pomysłu debatami, refleksją – wrzuciło go nagle, zaskakując wszystkich. Poparcie projektu przez opozycję sprawiło, że odpowiedzialność się rozłożyła.

Dlaczego pomimo tego, że projekt zaproponowała partia rządząca, mówi się dziś właśnie o opozycji?

To ona powinna się pokazywać jako bardziej moralna, reprezentująca wyborców, którzy nie są w zbyt dobrej sytuacji ze względu na pandemię. Jeżeli już mówimy o tym podwyższeniu pensji, to warto powiedzieć, do czego ono się odnosi – do inflacji, do wzrastających kosztów utrzymania, do jakiegoś realnego wskaźnika. Natomiast w tym przypadku, powód nie był podany. Trudno więc powiedzieć, że było to uczciwe. Opozycja postanowiła się wycofać, bo zarzucono jej, że dała się przekupić Prawu i Sprawiedliwości, podobnie jak biorcy 500+. Opozycja znalazła się w tym samym worku, co słynne „madki”. Oburzenie opinii publicznej nie dotyczyło jednak tylko podwyższenia uposażeń, ale też działania ręka w rękę z władzą, która ostatnio jest postrzegana na tle defraudowania wielu milionów złotych związanych z wyborami, maseczkami i innymi zamówieniami publicznymi. Jest więc ogólne przeświadczenie, że pieniędzy się nie szanuje. Opozycja nie ma sposobu na uzależnienie wzrostu uposażeń od czynników, które pokazałyby ich sens.

Dziś tłumaczy, że Jarosław Kaczyński zwabił ich w pułapkę. Grzegorz Schetyna mówi o politycznej prowokacji.

Jeżeli Grzegorz Schetyna mówi o prowokacji politycznej, bo posłowie w jego partii głosują za tym, by mieć wyższe pensje, to oznacza, że ktoś tu się pogubił. Jeśli w momencie, kiedy głodują artyści, teatry padają, a lotniska będą zamykane, tak łatwo sprowokować niczego nieświadomych polityków, to nie świadczy to dobrze o opozycji. W Polsce zresztą nie postrzega się urzędników jako wysokiej klasy specjalistów, którzy powinni dużo zarabiać. Uważa się ich za darmozjadów, którym w związku z tym nie należy się wysoka pensja. Jest to krzywdząca opinia, bo często urzędnicy polscy są naprawdę zaangażowani, zwłaszcza samorządowi. Ich kompetencje związane z obsługą klienta bardzo wzrosły.

Czy ta sytuacja zagrozi Prawu i Sprawiedliwości?

Na razie zagroziła właśnie opozycji. Dla partii rządzącej to jest sytuacja win-win. W Polsce mamy do czynienia z systemem „feudalnym”, w której Prawo i Sprawiedliwość jest dobrym panem – sam ma, ale dzieli się z innymi. Przez tę mentalność, nie wiemy do końca, na czym polega debata publiczna, jakie zadania należą do opozycji, dlaczego władza powinna z nią debatować, a nie dawać jej pstryczka w nos. Brak tej świadomości sprawia, że takie sytuacje mają miejsce.

PiS ma lepszych doradców?

To, że mamy problem z demokracją ogólnie, wynika między innymi z modelu samych partii, które wewnątrz nie są demokratyczne, a wodzowskie. Nie wierzę, by większość posłów przy normalnym trybie konsultacji nie mogła się zorientować, co wyniknie z takich działań. A ponieważ nie mają zwyczaju słuchać innych, dlaczego nagle mieliby zacząć. Jeżeli chodzi o ekspertów, to oni są pytani o zdanie, gdy jest za późno.

W momencie popełnienia błędu politycznego, lepiej się do niego przyznać czy zamieść sprawę pod dywan?

Nieprzyznanie się do błędu jest okazaniem pychy. Zamiatanie pod dywan też nie jest wyjściem. Zawsze można się wycofać. Donald Tusk wielokrotnie przepraszał za różne rzeczy i to było właśnie ludzkie. Z kolei np. Ryszard Petru nie przyznał się do błędów. Takich jak on jest wielu – uważają, że mają kredyt zaufania, którego nie stracą. To przekonanie nie wychodzi im na dobre. Pokora i skrucha powoduje, że można później powiedzieć „zrobiłem tak, ale uznałem to za złe”, co jest widoczną refleksją. Wtedy prasa się tym interesuje i sprawa nabiera rozgłosu. W przypadku opozycji to taka narracja „nie jest zła, ma tylko spóźniony refleks”. Tutaj jednak tłumaczenia są kluczowe. Argument wciągnięcia w pułapkę pokazuje, że mamy do czynienia z dziećmi. Jest śmieszny, bo jeżeli nie ma komunikacji, czy refleksji dotyczącej najprostszych rzeczy, które już wcześniej się zdarzały – a opozycja jest cały czas naznaczona słynnymi ośmiorniczkami – to znaczy, że nic się tam nie poprawiło.

Jak na wizerunek PO wpływa krytyka ze strony jej członków zaraz po głosowaniu?

Wizerunek Platformy wisi na antyPiSie. Nie ma Platformy, jest właśnie antyPiS. To, że niektórzy posłowie się zreflektowali i krytykowali własną partię, pokazuje, że nie ma tam myśli ideowej, która mogłaby mówić o celach i zachowaniach z nimi związanymi.

Czy z punktu widzenia obywateli i wyborców jest różnica między „wstrzymał się”, a „przeciw”?

Jeżeli poseł ma silny związek ze swoimi wyborcami, to tak. Są w partiach indywidualnie rozpoznawalne jednostki, jak Joanna Scheuring-Wielgus. One istnieją niezależnie od tego, do jakiego ugrupowania należą. Natomiast większość ludzi nie wie, którego posła wybrała. Ten, kto nie zapracował na swój wizerunek, nie będzie rozliczany, bo występuje pod szyldem partii.

Wyborcy PiS wydają się bardziej wierni niż zwolennicy PO.

Prawo i Sprawiedliwość ma wyraźną opowieść narodową, która powoduje, że wszelkie potknięcia są drogą do celu. To, czego chcą, to mocnej Polski, wartości narodowych, obrony wartości rodzinnych i mediów. Jeżeli więc jesteśmy przekonani, że partia robi coś konkretnego w pewnym kierunku, to jesteśmy w stanie jej więcej wybaczyć. Jeżeli tego nie ma, to stawiamy na konkretnego zawodnika, nie na całą drużynę. Tak jak było z Trzaskowskim i Kidawą-Błońską. Nie widzę lojalnych wyborców Platformy Obywatelskiej. Wybory też to pokazały. Głosujemy na ludzi lub przeciwko komuś – nie na ideę. To czego Platformie brakuje to właśnie opowieści po co istnieje partia, do czego dąży i co jest realną przeszkodą – oprócz Prawa i Sprawiedliwości – żeby to osiągnąć. Nie da się dwa razy stracić cnoty.

- rozmawiała Joanna Leśnicka

Jacek Wasilewski jest doktorem habilitowanym nauk politycznych, medioznawcą, pisarzem, specjalistą z zakresu retoryki.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA