fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Wybory w maju czy może jednak później?

Zamiast kampanii walka z koronawirusem. Andrzej Duda przed posiedzeniem Rady Bezpieczeństwa Narodowego
Fotorzepa/ Robert Gardziński
Wraz ze wzrostem liczby zachorowań w Polsce rosną wątpliwości wokół terminu wyborów prezydenckich.

Opozycja coraz śmielej wskazuje, że wybory prezydenckie trzeba przełożyć. – Święte jest życie i zdrowie Polaków, a nie termin wyborów – mówił w czwartek Władysław Kosiniak-Kamysz. Sztaby deklarują, że są gotowe rejestrować kandydatów mimo niepewności co do terminu. – Coraz częściej słychać jednak, że wybory zostaną przełożone – podsumowuje jeden z naszych rozmówców. Nowy termin to – potencjalnie – jesień tego roku.

Rozmowa o przełożeniu terminu wyborów miała miejsce w trakcie czwartkowego spotkania przedstawicieli klubów opozycyjnych z rządem. Po spotkaniu politycy obozu władzy zapewniali, że dyskusja na ten temat jest przedwczesna. Taka deklaracja padła m.in. ze strony szefa KPRM Michała Dworczyka.

Sytuacja sztabów jest skomplikowana. Obecnie biegnie wyznaczony postanowieniem marszałek Sejmu Elżbiety Witek terminarz, zgodnie z którym do 26 marca sztaby mają czas na rejestrację kandydatów. Potrzeba do tego co najmniej 100 tys. podpisów. Obecnie jedynym zarejestrowanym kandydatem jest prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. W czwartek Lewica poinformowała opinię publiczną o wcześniejszym zakończeniu zbiórki. Z nieoficjalnych informacji wynika, że udało jej się do tej chwili zebrać ponad 200 tys. podpisów i jest gotowa do rejestracji kandydata. Podobny komunikat – o zakończeniu zbiórki ze względów epidemiologicznych i zdrowotnych – wydał w środę sztab Konfederacji.

W sztabie PiS można usłyszeć, że cały czas z regionów spływają do niego kolejne podpisy. Partia ma ich ponad milion, a pierwotnym celem było zebranie ponad 1,6 mln, więcej niż w 2015 r.

Pytanie o wybory to pytanie o trzy rzeczy – słyszymy w sztabach. O prowadzenie kampanii, w której jedna ze stron (rządowa) dominuje ze względu na komunikację kryzysową wokół koronawirusa, o przeprowadzenie wyborów i liczbę chętnych do pracy w komisjach wyborczych oraz o frekwencję. Nikt nie chce oszacować, jaki wpływ na nią będzie miał koronawirus.

W czwartek minister zdrowia Łukasz Szumowski mówił, że szczyt zachorowań może przypaść na koniec przyszłego albo na początek następnego tygodnia. Inne szacunki mówią o początku kwietnia. Odłożenie wyborów jest możliwe, jeśli zostanie podjęta decyzja o stanie wyjątkowym. Wtedy wybory będą mogły się odbyć 90 dni po jego zakończeniu.

Rząd przygotowuje kolejne specustawy, m.in. dotyczące przedsiębiorców. W czwartek zebrał się Senat: głównym tematem stała się potencjalna konieczność kwarantanny senatorów. Jak poinformował marszałek Tomasz Grodzki, jedna z osób przebywających w Senacie przeprowadziła test na obecność koronawirusa. Zastrzegł, że jeśli będzie dodatni, senatorów czeka 14-dniowa kwarantanna.

PiS chce odwołania marszałka Grodzkiego m.in. ze względu na jego wcześniejszy wyjazd do Włoch. Ale w czwartek wicemarszałek Senatu Stanisław Karczewski zapowiedział, że oficjalnie wniosek nie zostanie złożony, chociaż PiS namawia do poparcia zmiany m.in PSL.

Przeczytaj także: Senat nowelizuje ustawę o koronawirusie. PiS zrywa kworum

Lider ludowców jednak odpowiedział, że nie ma teraz mowy o robieniu polityki. Politycy KO ponowili też apele o masowe udostępnienie testów, czego domagała się m.in. kandydatka KO na prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska. Została za to skrytykowana m.in. przez Adriana Zandberga, który zaapelował, by konsultowała się ze specjalistami w tej dziedzinie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA