fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Wyniki wyborów już w poniedziałek?

Fotorzepa, Robert Gardziński
- Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, wyniki nie powinny być znane później niż we wtorek. A być może nawet w poniedziałek późnym wieczorem – mówi w rozmowie z rp.pl szefowa Krajowego Biura Wyborczego Magdalena Pietrzak.

Jej zdaniem liczenie głosów zakończy się nieco później niż w przypadku ostatnich wyborów do Parlamentu Europejskiego, gdy wyniki były już znane w poniedziałek po południu. Powód? Wtedy była jedna karta do głosowania, a tym razem są dwie, bo równocześnie są przeprowadzone wybory do Sejmu i Senatu. Jednak liczenie ma zakończyć się nieco wcześniej niż w wyborach do parlamentu w 2015 roku, gdy PKW podała podział mandatów we wtorek wczesnym popołudniem.

Powodów jest kilka. Co prawda w tych wyborach utworzono więcej obwodów za granicą niż w 2015 roku, jednak tym razem nie można tam głosować korespondencyjnie. Mogą to robić osoby niepełnosprawne wyłącznie w kraju. Tymczasem w 2015 roku liczenie korespondencyjnych głosów za granicą znacząco opóźniło podanie wyników. – Liczenie pakietów korespondencyjnych jest dużo bardziej skomplikowane niż tradycyjnie oddanych głosów – wyjaśnia Magdalena Pietrzak.

Drugim powodem spodziewanego szybszego liczenia głosów niż w 2015 roku jest to, że tym razem udało się uniknąć książeczki do głosowania, używanej m.in. przy ostatnich wyborach do Sejmu. We wszystkich okręgach udało się zmieścić nazwiska na pojedynczych kartach, co ułatwi komisjom weryfikację, na kogo oddano głos i czy zrobiono to poprawnie.

Po trzecie, w tych wyborach komisje korzystają z nowego systemu informatycznego, który uchodzi za dużo bardziej intuicyjny. – Każdy dokument, który muszą wytworzyć komisje wyborcze na wszystkich szczeblach, już jest w tym systemie, a wprowadza się tylko dane – mówi Magdalena Pietrzak. Dodaje, że w przeszłości systemy bywały tak skomplikowane, że mogli je obsłużyć tylko informatycy.

Podkreśla, że nie zdarzy się, że wyborcy z niektórych okręgów szybciej poznają nazwiska swoich posłów. Powód? Państwowa Komisja Wyborcza musi poczekać na protokoły ze wszystkich komisji okręgowych, by obliczyć, które komitety przekroczyły próg. Dopiero wtedy komisje okręgowe dokonują podziału mandatów.

Te wybory pod pewnym względem będą nietypowe. Chodzi o to, że na karcie go głosowania w „obwarzanku podwarszawskim” będzie zmarły kandydat: były minister środowiska Jan Szyszko z PiS. Po jego śmierci PKW informowała, że jest już za późno na wymianę kart, a głosy oddane na kandydata przejdą na całą listę. – Te głosy będą miały znaczenie przy obliczaniu, ile mandatów dostanie ta lista. Z kolei jeśli wyborca zagłosuje na kandydata skreślonego, a jednocześnie innego z tej samej listy, wtedy ten drugi otrzyma głos – mówi Magdalena Pietrzak.

Na listach do Senatu w okręgu obejmujących m.in. Łomżę i Suwałki nie będzie za to zmarłego kandydata PiS Kornela Morawieckiego. Zmarł w poniedziałek 30 września, czyli na dwa dni po terminie na zgłoszenie nowego kandydata. Jednak Państwowa Komisja Wyborcza posłużyła się przepisem kodeksu wyborczego, który mówi, że „jeżeli koniec terminu wykonania czynności przypada na sobotę albo na dzień ustawowo wolny od pracy, termin upływa pierwszego roboczego dnia po tym dniu”. PiS zgłosiło więc nowego kandydata.

Wcześniej w tym samym okręgu do Senatu zmarł kandydat Samoobrony Andrzej Chmielewski. Partia nie zdecydowała się wystawić nikogo w jego miejsce. Z naszych rozmów z PKW z czwartku wynika, że na ten dzień nie posiadała ona informacji o innych zmarłych kandydatach.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA