fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Niemcy: Syryjczyk skazany przed wyborami

Kandydat AfD w Saksonii Nico Köhler nie buduje swojej kampanii na straszeniu imigrantami
Fotorzepa/Jerzy
Sąd w Saksonii wydał wyrok, by uspokoić rozgniewany lud – komentuje lewicowa prasa.

W poniedziałek przypada rocznica śmierci Daniela H., 35-latka zabitego w Chemnitz. Doprowadziła ona do wielkich antyimigranckich i antyrządowych demonstracji w tym saksońskim ćwierćmilionowym mieście. Najbardziej nagłośnione były ataki na cudzoziemców i obecność neonazistów.

Cztery dni przed rocznicą zapadł wyrok – 24-letni uchodźca z Syrii Alaa S. został skazany na 9,5 roku pozbawienia wolności za zabójstwo i poważne uszkodzenie ciała (drugiego Niemca). Proces odbywał się nie w Chemnitz, ale w stolicy landu Saksonii – Dreźnie. Ze względów bezpieczeństwa.

Wyrok Wyższego Sądu Krajowego w Dreźnie nie jest prawomocny.

Ze strachu przed ulicą

Adwokat Syryjczyka Ricarda Lang posunęła się nawet do stwierdzenia, że dzień wyroku jest smutnym dniem dla państwa prawa. Jej zdaniem, gdyby proces odbywał się nie w tym wschodnim landzie, ale na przykład w Hamburgu czy Nadrenii Północnej-Westfalii, to nigdy nie doszłoby do takiego wyroku. A sam skazany Alaa S. stwierdził w ostatniej mowie, że ma nadzieję, iż nie stanie się „drugą ofiarą prawdziwego sprawcy".

Równie ostro ocenili wyrok komentatorzy czołowych lewicowych niemieckich mediów, mających swe siedziby w zachodnich landach lub w Berlinie.

Nie było żadnych obiektywnych dowodów, wystarczyło niepewne zeznanie świadka i bezwzględna wola skazania, wyrok zapadł w imieniu rozgniewanego ludu – sugerował „Der Spiegel", ironizując przy okazji, że nadburmistrz Chemnitz Barbara Ludwig (z socjaldemokratycznej SPD) powinna być zadowolona, bo wyrok uniewinniający, jak mówiła, byłby niedobry dla miasta.

„Ze strachu przed ulicą" – tak powód skazania na 9,5 roku więzienia syryjskiego uchodźcy skomentował z kolei „Die Zeit". Sąd stwierdził, że czyn nie miał motywu politycznego, a wyrok nie zapadł ani pod wpływem polityków, ani mediów. W Saksonii 1 września są wybory do landtagu, które może wygrać radykalna Alternatywa dla Niemiec, strasząca zagrażającymi bezpieczeństwu imigrantami.

Kurd uciekł

Według tygodnika „Der Spiegel" skazano tego, który znalazł się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym momencie, bo policja pozwoliła uciec innemu podejrzanemu, na którego znaleziono potem poważne dowody. Chodzi o irackiego Kurda Farhada Ramazana A.

– Znaleziono nóż, który był, jak się zakłada, narzędziem zbrodni. Na nożu są ślady krwi ofiary, drugiego rannego Niemca, a także DNA, które można przyporządkować albo zbiegłemu Farhadowi Ramazanowi A., albo jego bratu. Od zbiega nie można było pobrać próbki, od brata tak. Brata jednak w momencie popełniania przestępstwa nie było w Chemnitz – powiedział „Rzeczpospolitej" dzień przed ogłoszeniem wyroku Jens Eumann, dziennikarz „Freie Presse", najważniejszej gazety w Chemnitz, który opisywał sprawę od początku.

Jego redakcja znajduje się przy Brückenstrasse, dokładnie naprzeciwko miejsca, gdzie zabójca zadał pięć ciosów nożem Danielowi H. Niektóre media podają jego nazwisko. Na chodniku, gdzie zginął, jest mała, słabo widoczna tabliczka tylko z jego imieniem i inicjałem. Oraz datą śmierci 26 sierpnia 2018.

Czy były polowania na cudzoziemców?

Rozgrywało się to w nocy, w czasie festynu z okazji 875. rocznicy powstania miasta. Daniel H. był synem Kubańczyka i Niemki. Z powodu tego nie czysto niemieckiego pochodzenia był czasem szykanowany.

Przez kilka następnych dni przez Chemnitz przetoczyła się fala demonstracji. Odbywały się głównie pod pomnikiem Karola Marksa (Chemnitz w czasach NRD nosiło nazwę Karl-Marx-Stadt), kilkadziesiąt metrów od miejsca zabójstwa.

Politycy głównego nurtu i prasa spoza Saksonii po obejrzeniu jednego wrzuconego do internetu nagrania używali nawet nazwy „Hetzjagd", oznaczającej bezwzględne uporczywe polowanie (na cudzoziemców). Miejscowa prasa nie stosuje takiego określenia, uważa je za przesadzone. Podobnego zdania był szef Urzędu Ochrony Konstytucji, zajmującego się kontrwywiadem, Hans-Georg Maaßen, który musiał się z tego powodu podać do dymisji.

Teraz waży się jego los w CDU, partii od czasu upadku NRD nieprzerwanie rządzącej w Saksonii, samodzielnie lub w koalicji. Liderzy federalni partii pewnie już by go dawno wyrzucili, ale saksońska CDU błaga, by tego nie czynili. Zwłaszcza przed wyborami do landtagu 1 września. Przysłużyłoby się to bowiem Alternatywie dla Niemiec. Przez wiele tygodni w większości sondaży była ona na pierwszym miejscu, ostatnio jednak CDU nabrała wiatru w żagle – ma kilkupunktową przewagę.

Oburzenie wielu Niemców wywołało też to, w jaki sposób podejrzani trafili do Niemiec. Farhad Ramazan A. pochodzi co prawda z Iraku, skąd przyjmuje się uchodźców, ale zaraz po urodzeniu zamieszkał z rodziną w Stambule, gdzie prowadził spokojne życie. Przedostał się do Niemiec, korzystając z wielkiego exodusu imigrantów w 2015 roku. Co najdziwniejsze: po otrzymaniu odmowy w sprawie azylu złożył jeszcze jedno podanie i tym razem przedstawił się jako nieletni (a miał co najmniej 21 lat). Nie wiadomo, dlaczego urząd ds. imigracji na to zezwolił. Rok przed zabójstwem Farhad Ramazan A. był już przyłapywany na kradzieżach i napadach z uszkodzeniem ciała. Za zbiegłym Niemcy wydali europejski nakaz aresztowania. Skazany w czwartek Alaa S. dostał się do Niemiec w 2015 roku i nie przedstawił dokumentów. Został uznany za uchodźcę z Syrii na podstawie własnego oświadczenia.

„Nie trzeba być czerwonym”

W poprzednią sobotę byłem w Chemnitz. Po dwóch stronach głównej arterii Strasse der Nationen, krzyżującej się kilkadziesiąt metrów dalej z ulicą, przy której zginął Daniel H., do głosowania na siebie nawoływali główni rywale w tutejszym okręgu jednomandatowym.

Być może to przypadek, ale przy stoisku kandydata CDU gromadziło się znacznie mniej zainteresowanych niż przy namiocie Nico Köhlera z AfD, 43-latka, z wykształcenia handlowca, który kilka lat temu był zresztą członkiem CDU. W przeciwieństwie do wielu innych kandydatów AfD w Saksonii Köhler nie budował swojej kampanii na straszeniu imigrantami i nawoływaniu do zapewnienia mieszkańcom bezpieczeństwa. To też ważne, stwierdził, ale jako hasło wybrał: „Nie trzeba być czerwonym (czyli z lewicy), by dbać o sprawy socjalne". – Wspiera nas wielu cudzoziemców z dawniejszej imigracji. Nie tylko Rosjanie i przybysze z innych krajów ZSRR, bo ci to nawet w większym stopniu głosują na AfD niż Niemcy, ale także Turcy czy Arabowie, którzy ciężko zarabiają tu na życie od lat – powiedział „Rzeczpospolitej" Nico Köhler, który swoje szanse na zwycięstwo w okręgu jednomandatowym określa „pół na pół".

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA