fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Ukraina: Petra Poroszenki życie po życiu

Nawet podczas poniedziałkowej inauguracji Wołodymyra Zełenskiego Petro Poroszenko mobilizował swoich zwolenników
AFP
W ciągu pięciu lat prezydentury miał stracić 40 proc. swego majątku

– Bez wątpienia stanie też przed sądem – powiedział „Rzeczpospolitej" kijowski politolog Konstantin Bondarenko.

Według agencji Bloomberg w trakcie swych rządów Poroszenko przestał być dolarowym miliarderem. W 2014 roku jego majątek oceniano na 1,3 mld dolarów, obecnie zmniejszył się do 705 mln dolarów. Głównym aktywem jest przedsiębiorstwo produkujące słodycze Roshen, które zmniejszyło o jedną czwartą swoją produkcję z powodu zamknięcia przed nim rosyjskiego rynku (oraz tamtejszych zakładów należących do Poroszenki).

– Szacunki Bloomberga są dziwne, na Ukrainie w tym czasie (prezydentury Poroszenki – red.) otwarto prawie w każdym mieście sklepy Roshenu. Raczej na tym nie stracił – mówią w Kijowie, gdzie panuje przekonanie, że rządy Poroszenki służyły mu do bogacenia się.

11 pozwów

Teraz jednak najważniejszym problemem będą dla niego pozwy sądowe masowo składane przez przeciwników politycznych. W sumie jest ich już 11, największe szanse na rozpatrzenie ma zarzut bezprawnego wprowadzenia stanu wyjątkowego w kraju (w listopadzie ubiegłego roku po starciu w Cieśninie Kerczeńskiej). Były zastępca szefa administracji zbiegłego prezydenta Wiktora Janukowycza Andriej Portnow z kolei zarzucił Poroszence zdradę i złożył odpowiedni pozew – dzień po powrocie ze swej pięcioletniej emigracji.

Większość kijowskich ekspertów sądzi, że przy tej liczbie spraw przeciw byłemu prezydentowi któremuś z pozywających uda się i Poroszenko w końcu stanie przed sądem.

On sam na razie szykuje się do rozwiązania parlamentu i przedterminowych wyborów. Za zgodą samej Rady nowy prezydent Wołodymyr Zełenski chce przeprowadzić je 21 lub 28 lipca. W ciągu 28 lat istnienia niepodległej Ukrainy będą to już czwarte przedterminowe wybory (były w 1994, 2007 i 2014).

Szanse powrotu

– Wbrew pozorom decyzja Zełenskiego jest na rękę Poroszence. Liczy na to, że inercja wyborców pozwoli mu zebrać 15–20 proc. głosów. Oczywiście nie dostanie 25 procent jak w wyborach prezydenckich, bo wtedy ludzie głosowali nie tyle na niego, ile przeciw Zełenskiemu. Ale teraz chciałby sformować „twarde jądro" swych zwolenników, a jesienią mogłoby to się już nie udać – tłumaczy Bondarenko.

Teraz liczy na sukces, gdyż obecnie nawet przeciwnicy zaczynają doceniać jego zasługi. – Jako prezydent załatwił sprawy, za które można mu podziękować: bezwizowy ruch z Unią, autokefalię ukraińskiej Cerkwi czy reformę armii – powiedział na przykład muzyk Swiatosław Wakarczuk, który właśnie rozpoczyna karierę polityczną.

Natomiast prezydent Zełenski jeszcze przed wyborami chciałby zmienić prawo wyborcze: z systemu mieszanego (listy partyjne połączone z jednomandatowymi okręgami wyborczymi) na proporcjonalny, który usunąłby z parlamentu „jednomandatowców". Według powszechnej opinii w Kijowie to jest najbardziej skorumpowana grupa deputowanych, która też bardzo rzadko uczestniczy w pracach parlamentu. Jednoczesne obniżenie progu wyborczego z 5 do 3 procent spowodowałoby powstanie bardzo rozdrobnionego parlamentu. W tym upatruje swojej szansy Poroszenko.

Pęd do władzy

– W Bloku Petra Poroszenki obecnie zastanawiają się, czy po wyborach wysunąć jego kandydaturę na premiera. To będzie zależało od tego, jakie partie zechcą wejść z nim w koalicję – mówi Bondarenko.

Na Ukrainie był już taki przypadek. Wiktor Janukowycz odsunięty od władzy po pierwszym Majdanie w 2004 roku, powrócił do parlamentu jako lider największej frakcji, by zostać premierem w 2006 roku, a potem prezydentem w 2010.

Znaczne rozdrobnienie przyszłej Rady daje Poroszence nadzieję, że jego partia będzie tam największą frakcją opozycyjną. Wielką niewiadomą pozostaje wynik nowo utworzonej partii Zełenskiego Sługa Narodu – jak dalece zdoła skorzystać z popularności samego szefa państwa.

Ale były prezydent chciałby przynajmniej zostać liderem opozycji. – Tutaj stoi jednak długa kolejka chętnych: Julia Tymoszenko, Jurij Bojko i inni. Tłoczno jest – powątpiewają w Kijowie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA