Liczba osób rannych, ponad dwukrotnie wyższa, niż ostatnia suma podana w sobotę, to następstwo tego, co Castaner określił jako "niespokojną" noc w 87 lokalizacjach we Francji. Protestujący zablokowali drogi, by wyrazić swój gniew spowodowany rosnącymi cenami paliw. Na ogół demonstracje przebiegały jednak pokojowo.
Wśród dokładnie 409 poszkodowanych jest 28 funkcjonariuszy policji i strażaków.
Castaner powiedział w radiu RTL, że w sobotnich protestach w 2034 miejscach w całym kraju wzięło udział 288 tys. osób. Około 3500 zostało na całą noc. Policja przesłuchała w sumie 282 protestujących. 157 osób zostało aresztowanych.
- Ostatnia noc była niespokojna... Były napaści, bójki, zranienia nożami - powiedział Castaner. - Były walki między protestującymi, w niektórych miejscach było dużo alkoholu, co doprowadziło do tego idiotycznego zachowania - ocenił minister.
W sobotę grupy "żółtych kamizelek" zablokowały ronda, główne autostrady i arterie komunikacyjne. Zdarzały się przypadki, gdy niektórzy kierowcy stawiali czoła demonstrantom i próbowali przebić się przez barykady.
Władze wschodniego regionu Savoie poinformowały, że kobieta, która próbowała zawieźć swoją córkę do lekarza, wpadła w panikę, gdy protestujący otoczyli jej samochód i uderzali w dach. Wcisnęła gaz i zabiła 63-letnią demonstrantkę.
Sondaż opublikowany w niedzielnym dzienniku "Journal du Dimanche" wskazał, że popularność prezydenta Emmanuela Macrona spadła o kolejne cztery punkty procentowe, do 25 procent. Ankieta została przeprowadzona w dniach 9-17 listopada z udziałem 1 957 respondentów.