Do ataku użyto dronów. Prezydentowi nic się nie stało, rannych zostało kilku żołnierzy.
Maduro dodał, że wstępne śledztwo "wskazuje, że finansujący zamach mieszkają w USA, w stanie Floryda". - Mam nadzieję, że prezydent Donald Trump jest gotów walczyć z tymi grupami terrorystycznymi - podkreślił prezydent Wenezueli.
- To był atak, by mnie zabić, próbowali mnie dziś zamordować - mówił wcześniej Maduro relacjonując, że "latający obiekt (dron) wybuchł tuż przed nim".
Maduro poinformował, że część osób zamieszanych w atak została już aresztowana.
Kolumbia odrzuca oskarżenia o związki z zamachem. Przedstawiciel kolumbijskich władz w nieoficjalnej rozmowie z AFP mówi, że oskarżenia Maduro są "bezpodstawne".
Z kolei przedstawiciele administracji Maduro wskazują, że sprawcami ataku byli przedstawiciele "ultraprawicowego skrzydła" - w ten sposób, w Wenezueli, określa się przedstawicieli opozycji.
Tymczasem AFP podaje, że odpowiedzialność za zamach wzięła na siebie nieznana dotąd grupa składająca się z przedstawicieli wenezuelskiej armii i cywilów.