fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Skazany za korupcję Silvio Berlusconi wraca na polityczne salony

Skąd 81-letni Berlusconi, który w zeszłym roku przeszedł operację na otwartym sercu, czerpie siły do dalszej politycznej walki? Jego lekarz niedawno żartował: „Technicznie rzecz biorąc, on jest nieśmiertelny”
Eliano Imperato/AFP
Trzykrotny premier oraz magnat telewizyjny, za którym ciągną się oskarżenia o oszustwa finansowe i afera seksualna, znów chce rządzić krajem. I wiele wskazuje na to, że może mu się to udać.

Sala konferencyjna znajdującego się pod Rzymem ekskluzywnego hotelu Palazzo della Fonte pęka w szwach. W kurorcie trwa zjazd włoskiej centroprawicy pod hasłem „Włochy i Europa jakich chcemy". Na scenie przemawia właśnie Antonio Tajani, przewodniczący Parlamentu Europejskiego oraz współzałożyciel partii Forza Italia.

W pewnym momencie na podwyższenie przy dźwiękach partyjnego hymnu wchodzi Silvio Berlusconi. Uśmiechnięty polityk pozdrawia wiwatujących i klaszczących ludzi. Gdy emocje opadają, Tajani kończy swoje wystąpienie, mówiąc: „Nie musimy organizować prawyborów, bo mamy już lidera. Nazywa się Silvio Berlusconi. Jesteśmy przekonani, że poprowadzi nas do zwycięstwa". Na te słowa cała sala wstaje i zaczyna skandować: „Silvio, Silvio...".

Były premier, zwracając się do swoich zwolenników, oznajmia, że po kilkuletniej przerwie wraca do wielkiej polityki. Obiecuje przy tym, że poprowadzi kampanię wyborczą przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Na zakończenie buńczucznie stwierdza: „Lewica jest w kryzysie, a populiści nigdy nie wygrali". Przekaz jego wrześniowego przemówienia jest jasny – tylko on ma szansę na wygraną. Słuchaczy ogarnia euforia.

Włoski Stalingrad

Po tym, jak w 2013 r. sąd skazał Berlusconiego za oszustwa podatkowe na 4 lata więzienia (wyrok zredukowano, a potem zmieniono na prace społeczne) i zabronił mu pełnienia funkcji publicznych do 2019 r., wydawało się, że kariera polityczna byłego premiera definitywnie dobiegła końca. Ten nie miał jednak zamiaru przechodzić na emeryturę i zniknąć w odmętach historii. Postanowił poczekać, aż nadarzy się okazja, by powrócić na szczyt i znów stanąć na czele rządu. Ta nadeszła wraz z tegorocznymi wyborami regionalnymi.

W czerwcu do urn poszli mieszkańcy ponad tysiąca gmin, którzy wybierali przedstawicieli władz lokalnych. Kandydaci wspierani przez Berlusconiego wygrali łącznie w 79 miastach, w tym m.in. w Weronie, Catanzaro czy w Piacenzy. Dla porównania: rządząca Partia Demokratyczna (PD) zwyciężyła w 76 miastach. Symbolem sukcesu odniesionego przez Forza Italia i sprzymierzonej z nią partii jest robotnicze Sesto San Giovanni pod Mediolanem, nazywane „włoskim Stalingradem", gdyż przez lata olbrzymim poparciem cieszyła się tam lewica. W mieście, w którym od 1945 r. władzy nie sprawował prawicowy polityk, na kandydata partii Forza Italia zagłosowało 60 proc. mieszkańców.

Po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów Berlusconi nabrał wiatru w żagle. W rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że to on jest wiodącą siłą centroprawicy. Dodał także, że w trakcie kampanii udzielił ponad 40 wywiadów telewizyjnych, które tchnęły w jego partię dodatkową energię do działania. „Jeśli pozostaniemy zjednoczeni, wygramy wybory parlamentarne. Zrobimy to z programem, który napiszę i wkrótce ogłoszę" – obiecał.

– Berlusconi wyczuł, że obecne nastroje we Włoszech sprzyjają jego partii. W Europie szeroko rozumiana prawica jest na fali, o czym świadczą m.in. ostatnie wybory w Austrii i Niemczech. Rośnie poczucie zagrożenia i niechęć wobec imigrantów, co sprawia, że ugrupowania liberalne i lewicowe tracą. Widać to świetnie we Włoszech, które są na pierwszej linii ruchu migracyjnego z północnej Afryki. Obecny centrolewicowy rząd jest coraz bardziej niepopularny, natomiast coraz więcej zyskuje radykalny i populistyczny Ruch 5 Gwiazd (M5S). Na jego tle centroprawicowa Forza Italia wygląda umiarkowanie

i rozsądnie. Berlusconi nie lubi przegrywać. Nie startowałby, gdyby nie poczuł, że znów może wygrać – tłumaczy dr Małgorzata Bonikowska, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych, z wykształcenia politolog i italianista.

W pierwszych dniach listopada cała uwaga Berlusconiego skupiła się na Sycylii. Wybory regionalnie na wyspie miały być ostatnim testem przed wyborami parlamentarnymi oraz barometrem społecznych sympatii. Były premier i jego partia udzielili poparcia kandydatowi środowisk prawicowych Nello Musumeciemu. W Palermo Berlusconi, przemawiając do mieszkańców, przekonywał, by nie głosowali na polityka Ruchu Pięciu Gwiazd, który w sondażach zrównywał się z Musumecim. „Kto wspiera tę partię, chyba nie myśli trzeźwo. Nie wierzę, że oddacie Sycylię w ich ręce. Oni nienawidzą przedsiębiorców, ludzi oszczędnych i klasy średniej" – mówił podczas wiecu. Później uderzył w swoje ulubione tony, obiecując Sycylijczykom nowe miejsca pracy, obniżenie podatków i podwyższenie płacy minimalnej.

Przeciwnicy z Ruchu nie pozostali dłużni, oskarżając kandydata prawicy o przynależność do starej skorumpowanej elity powiązanej z mafią. Berlusconiemu wytknęli natomiast jego wiek, twierdząc, że z powodu przeszczepu włosów i operacji plastycznych wygląda jak mumia faraona Tutenchamona. Najwidoczniej wyborcom do gustu przypadła bardziej retoryka byłego premiera, ponieważ Nello Musumeci uzyskał ostatecznie blisko 40 proc. głosów. Berlusconi triumfował.

Pomocny ojciec chrzestny

Zaraz po wyborach regionalnych dziennikarze zapytali lekarza Berlusconiego, skąd ten 81-latek, który w zeszłym roku przeszedł operację na otwartym sercu, czerpie siły do dalszej politycznej walki. Doktor zażartował: „Technicznie rzecz biorąc, on jest nieśmiertelny". Nie da się zrozumieć sensu tego zdania, powtarzanego zresztą przez wielu obserwatorów włoskiej sceny politycznej, bez poznania życia i kariery Berlusconiego.

Urodził się on w 1936 r. w Mediolanie jako pierwsze z trojga dzieci urzędnika bankowego i gospodyni domowej. Mały Silvio dość szybko poczuł smykałkę do interesów, którą potem rozwinął do perfekcji. Kiedy był jeszcze w szkole podstawowej, odrabiał prace domowe kolegów, którzy płacili mu za to słodyczami. Kilka lat później, gdy uczył się w katolickim liceum, zaczął handlować odkurzaczami oraz śpiewać w nocnych klubach i na wycieczkowcach. W internecie wciąż można znaleźć zdjęcia stojącego za mikrofonem przystojnego młodzieńca w kapeluszu.

Wiele lat później w rozmowie ze swoim biografem Alanem Friedmanem polityk przyzna, że jego repertuar liczył ponad sto piosenek. Po ukończeniu studiów prawniczych w latach 60. Berlusconi zamiast służyć Temidzie został deweloperem. Za uzyskane dzięki pomocy ojca kredyty początkujący przedsiębiorca za bezcen kupił ziemie, które leżały blisko miejskiego lotniska. Właściciele chętnie się ich pozbywali, ponieważ przeszkadzały im samoloty latające zbyt nisko nad ich głowami.

Chybiona na pierwszy rzut oka inwestycja okazała się żyłą złota. Kiedy władze portu zmieniły trasy lotów, Berlusconi na posiadanych przez siebie terenach mógł rozpocząć budowę ekskluzywnych osiedli nazwanych Milano Due. To z kolei pozwoliło mu dorobić się niewielkiej fortuny, którą wykorzystał do rozwijana swojego biznesowego imperium.

W 1971 r. stworzył lokalną telewizję kablową Telemilano. W ciągu następnych dziesięciu lat uruchomił jeszcze trzy inne kanały, tworząc największą grupę medialną we Włoszech. „Wiedział, co ludzie chcą oglądać. Jego telewizja była pełna rozrywki, teleturniejów i pięknych kobiet" – przyznał w rozmowie z „Vanity Fair" jeden z byłych prezenterów. Zanim jednak Włosi mogli śledzić losy bohaterów „Dynastii" czy kibicować uczestnikom „Koła fortuny", Berlusconi musiał uporać się z włoskim prawem dającym publicznemu nadawcy RAI wyłączność na emisję ogólnokrajowych programów. Udało mu się to wyjątkowo łatwo, dzięki bliskim relacjom z ówczesnym premierem Bettino Craxim, który został nawet ojcem chrzestnym jednego z jego piątki dzieci. Gdy tylko zaszła taka potrzeba, szef rządu bardzo szybko przepchnął przez parlament ustawę znoszącą państwowy monopol. Kilka lat później okazało się, że firma należąca do Berlusconiego przelała na tajne konto Craxiego prawie 17 mln dol. Niewiele, biorąc pod uwagę, że Berlusconi stał już na czele wartego kilka miliardów dolarów holdingu Fininvest zarządzającego stacjami telewizyjnymi, firmami ubezpieczeniowymi, księgarniami, przedsiębiorstwami budowlanymi oraz klubem piłkarskim AC Milan.

Popularniejszy od Arnolda

Silvio Berlusconi przez całe swoje życie kochał piękne kobiety i bogactwo, ale to polityka i władza zajęły pierwsze miejsce w jego sercu. Powody, dla których dobrze prosperujący biznesmen postanowił się w nią zaangażować, do dziś pozostają niejasne.

– On sam twierdzi, że chciał uratować kraj przed czymś, co określił jako komunistyczne zagrożenie. Uważa się jednak, że po tym jak Craxi, z którym był blisko związany, został oskarżony o korupcję i powiązania z mafią, Berlusconi postanowił zaangażować się w politykę, by chronić swoje interesy – tłumaczy Enea Desideri, analityk think tanku Open Democracy.

Jedno jest pewne, lepszego momentu do rozpoczęcia kariery polityka nie mógł sobie wymarzyć. Na początku lat 90. grupa prokuratorów z Mediolanu rozpoczęła dochodzenie „Mani pulite" (czyste ręce), które ujawniło ogromną skalę korupcji na szczytach władzy. We Włoszech doszło do politycznego trzęsienia ziemi. Śledczy zatrzymali ponad 3 tys. osób, a połowie parlamentarzystów postawili zarzuty. Z powodu oskarżeń o łapówkarstwo rozwiązano ponad 400 rad miejskich w całym kraju. Afera, którą uważa się za symboliczny koniec pierwszej Republiki, doprowadziła do upadku dwie największe partie – Chrześcijańską Demokrację oraz Partię Socjalistyczną.

W tak „postapokaliptycznych" warunkach Berlusconi w grudniu 1993 r. od zera stworzył partię Forza Italia (Naprzód Włochy), której nazwę zapożyczył od okrzyku kibiców piłkarskich. Zaledwie trzy miesiące później nowe ugrupowanie zdecydowanie wygrało wybory parlamentarne. Rozczarowanym starymi elitami Włochom Berlusconi przedstawił się jako człowiek spoza układu, który rozwiąże problem endemicznej korupcji. Obiecał również, że powstrzyma postkomunistów i rozpocznie „rewolucję liberalną", w ramach której otworzy rynki, sprywatyzuje przedsiębiorstwa państwowe i polepszy życie obywateli.

– Zdołał przekonać wyborców, że głosując na miliardera, sami staną się bogatsi, bo on pokaże im, jak to się robi – tłumaczy dr Kostas Maronitis, ekspert ds. międzynarodowych z brytyjskiej uczelni Leeds Trinity University.

Na jego korzyść przemawiała również popularność, jaką się wówczas cieszył. Kiedy jedna z sondażowni zapytała młodych ludzi, kto jest ich ulubioną postacią życia publicznego, Berlusconi znalazł się na pierwszym miejscu przed Arnoldem Schwarzeneggerem i... Jezusem. „To człowiek, który wprowadził mecze piłki nożnej do każdego włoskiego domu, nie wspominając o pierwszych krajowych teleturniejach" – mówił na łamach „Vanity Fair" jeden z byłych senatorów. Dodatkowe głosy Forza Italia zdobyła dzięki zawiązaniu koalicji z dwoma skrajnie prawicowymi partiami: Ligą Północną oraz Sojuszem Narodowym.

Pierwsze rządy Silvia Berlusconiego trwały niecały rok. Do upadku gabinetu doprowadził dekret premiera, który znosił karę więzienia za korupcję. Kiedy okazało się, że nowe prawo weszło w życie po to, by brat szefa rządu Paolo nie został aresztowany za próbę przekupienia urzędnika skarbowego, Liga Północna wyszła z koalicji.

„Berlusconi zamiast rządzić krajem robi wszystko, żeby utrzymać swoich znajomych i rodzinę z dala od więzienia" – grzmiał wówczas lider Ligi. Forza Italia przegrała w przyspieszonych wyborach, nie wpłynęło to jednak na rosnącą megalomanię Berlusconiego. Były premier coraz częściej mówił o sobie w trzeciej osobie i prezentował się jako zbawca Włoch. W hymnie jego partii znalazło się nawet zdanie „dzięki Bogu za Silvia".

Tej dobrej samooceny nie zaburzyły nawet kolejne toczone przeciwko niemu śledztwa. Łącznie w stu procesach o korupcję, malwersacje finansowe i nadużycia władzy stawał przed sądem ponad 2,5 tys. razy. Berlusconi, odpierając wszystkie zarzuty, prezentował się jako ofiara wymiaru sprawiedliwości zdominowanego przez zwolenników lewicy. „Jestem Jezusem polityki. Znoszę wszystko i poświęcam się dla innych" – mówił dziennikarzom. Wykorzystywał również swoje medialne imperium, by dyskredytować śledczych związanych z dochodzeniem „Czyste ręce". Dzięki tej taktyce w 2001 r. powrócił do władzy, kolejny raz tworząc koalicję z Ligą Północną.

Bunga-bunga

Choć jego drugi rząd przetrwał całą 5-letnią kadencję, to w polityce nie osiągnął zbyt wiele. Premier wykorzystał ten czas głównie do zabezpieczenia swoich interesów. – Wiele ustaw, które uchwalono podczas jego rządów, było napisanych pod niego samego albo jego bliskich – zauważa Desideri. I tak na przykład, kiedy nad Berlusconim zawisło widmo procesu w sprawie milionów dolarów przelanych na konto Bettina Craxiego, parlament zdepenalizował taki rodzaj kreatywnej księgowości. Innym razem, gdy oskarżono go o unikanie płacenia podatków, w życie weszła amnestia dla tych, którzy nie rozliczali się z fiskusem.

W 2006 r. Berlusconi utracił władzę, ale już dwa lata później dzięki sprawnie poprowadzonej kampanii znowu wygrał wybory rozpisane po upadku centrolewicowego rządu. Gdy został premierem po raz trzeci wydawało się, że osiągnął więcej, niż mógł sobie wymarzyć. Miał władzę i fortunę wartą 9 mld dol., a dzięki politycznym machinacjom ograł ludzi, którzy mogli zagrozić jego finansowym interesom. Zgubiła go jednak słabość do kobiet.

W latach 2010–2011 dzięki prokuratorskiemu dochodzeniu na jaw wyszło, że Berlusconi w swojej willi na przedmieściach Mediolanu organizował imprezy zwane „bunga-bunga", których nauczył się od pułkownika Muammara Kaddafiego. Przebieg każdego spotkania wyglądał z grubsza tak samo: grupa młodych dziewczyn przebrana w fikuśne stroje tańczyła na rurze przed premierem i jego gośćmi. Ta, która spodobała się „Papie Sivlio" najbardziej, spędzała z nim noc. Śledczy ustalili, że Berlusconi miał uprawiać seks łącznie z ponad 30 kobietami, którym kupował drogie prezenty i płacił za mieszkania. Co więcej, części ze swoich kochanek pozałatwiał pracę w administracji państwowej i partii.

75-letni wówczas premier na te doniesienia zareagował z właściwą sobie bufonadą, mówiąc dziennikarzom: „Lepiej lubić piękne dziewczyny, niż być gejem". Skandal wywołał lawinę, która ostatecznie zmiotła Berlusconiego. Kiedy w toku śledztwa okazało się, że jedna z prostytutek biorących udział w „bunga-bugna" miała 17 lat, szefowi rządu pozostawiono zarzut płacenia za seks nieletniej (później został z niego uniewinniony). Z powodu afery rozwiodła się z nim żona, której sąd przyznał alimenty w wysokości ponad miliona euro miesięcznie, a parlament dwukrotnie głosował nad wotum nieufności dla jego gabinetu. Coraz więcej Włochów miało mu za złe, że traci czas na seksualne eskapady zamiast zajmować się krajem, który w ciągu 10 lat, w czasie których sprawował władzę, dwukrotnie miał jeden z najniższych wzrostów gospodarczy na świecie. Ostatecznie w 2011 r. Berlusconi podał się do dymisji. Oficjalnie odszedł, bo nie poradził sobie ze skutkami kryzysu finansowego.

Wina Włochów

Kiedy były premier po raz pierwszy publicznie zapowiedział swój powrót do polityki, włoskie media zwróciły uwagę na jego dobrą formę. Na łamach „Corriere della Sera" osobisty lekarz Berlusconiego wyznał, że jest ona rezultatem codziennego 5-kilometrowego spaceru, ścisłej diety oraz godzinnych ćwiczeń w basenie. Liderem Forza Italii ma się zajmować również były fizjoterapeuta klubu piłkarskiego AC Milan. Wszystko po to, by politykowi starczyło sił na kampanię przed wyborami, które odbędą się na początku przyszłego roku. A gra jest warta świeczki. Podobnie jak w 1994 r., sytuacja w kraju sprzyja Berlusconiemu i jego planom przejęcia władzy.

– Od czasu, kiedy przebywa poza polityką, we Włoszech trwa permanentny kryzys konstytucyjny i finansowy. Rządy technokratów i centrolewicowy gabinet Mattea Renziego okazały się bezradne, jeśli chodzi o niski wzrost gospodarczy, kryzys finansowy czy migracyjny – tłumaczy dr Kostas. Młody i pełen zapału Renzi miał być nadzieją włoskiej polityki, przywódcą, który zreformuje kraj. Z tych planów nic jednak nie wyszło. Pod koniec grudnia zeszłego roku podał się do dymisji po tym, jak Włosi odrzucili w referendum proponowany projekt zmiany konstytucji.

Wcześniej w Partii Demokratycznej, którą kieruje, doszło do rozłamu i wewnętrznych walk. Z kolei antyunijny i populistyczny Ruch Pięciu Gwiazd, który miał być faworytem przyszłorocznych wyborów parlamentarnych, poniósł porażkę w niedawnym głosowaniu regionalnym. Do ugrupowania przylgnęła również łatka radykałów bez programu politycznego, co odstrasza wielu wyborców. Komu zatem ma przypaść rola zbawcy Włoch? Oczywiście Forza Italii i jej nieśmiertelnemu liderowi. Tak przynajmniej zdaje się myśleć 35 proc. obywateli, którzy w sondażu przeprowadzonym przez EMG ACQUA wskazali, że chcą głosować na centroprawicową koalicję złożoną z partii Berlusconiego, Ligi Północnej i Braci Włochów. Obecnie rządząca PD może liczyć na 30 proc. głosów, a M5S na niecałe 28 proc.

– Forza Italia jest tak naprawdę jedynym reprezentantem nowoczesnej prawicy we Włoszech i przyciąga wiele starszych osób. Co więcej, utrzymuje kontakty z politykami, którzy mogą zmobilizować część wyborców. Widać to szczególnie na południu kraju, gdzie klientelistyczny wymiar polityki jest ważny – tłumaczy Desideri.

Włochom zdają się nie przeszkadzać nawet afery i skandale, które od lat ciągną się za byłym premierem. – Nie płacił podatków? Nic w tym złego, nikt nie lubi ich płacić. Sex-skandale i przyjęcia „bunga-bunga"? Co w tym dziwnego, przecież to facet, typowy południowiec, ma gorącą krew... – ironizuje dr Bonikowska.

Zdaniem ekspertów Berlusconi swój program wyborczy oprze na obietnicach, które już wielokrotnie powtarzał. „Mniej podatków, mniej państwa. Więcej pomocy dla potrzebujących i więcej gwarancji dla wszystkich" – mówił w połowie listopada podczas wiecu. Jeśli chodzi o relację z Unią Europejską, to choć jest w koalicji z antyunijnymi partiami, będzie prawdopodobnie dążył do poprawnych relacji z Brukselą. – Będzie kategoryczny w sprawie migrantów, a jednocześnie koncyliacyjny wobec Unii Europejskiej w innych kwestiach. Dla zachodnich polityków jest akceptowalny. Forza Italia jest członkiem Europejskiej Partii Ludowej, do której należy też węgierski Fidesz. Berlusconiego, podobnie jak Orbana, nikt w Brukseli nie uwielbia, ale będą z nim rozmawiać i współpracować – mówi Bonikowska.

Jego pomysł na politykę zagraniczną też wydaje się sprawdzony. Wykorzystując przyjacielskie relacje z Władimirem Putinem, będzie chciał się kreować na mediatora między Wschodem a Zachodem. Wielką niewiadomą pozostaje natomiast kwestia tego, kim po ewentualnej wygranej stworzonej przez siebie koalicji będzie Berlusconi. Zgodnie z wyrokiem sądu w sprawie oszustw podatkowych nie może startować w wyborach ani pełnić funkcji publicznych do 2019 r. Polityk odwołał się od tej decyzji do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, ale nie wiadomo, co ten zdecyduje.

„The Economist" zwraca jednak uwagę, że we Włoszech często zdarzały się przypadki, gdy prawdziwa władza leżała w rękach lidera partii, a nie szefa rządu. W przypadku wyborczego zwycięstwa Berlusconi może zatem pełnić rolę szarej eminencji wpływającej na krajową politykę i sterującej słabym premierem. Pod warunkiem oczywiście, że wcześniej dojdzie do porozumienia z liderami innych prawicowych partii, którzy też mają swoje ambicje. Były premier, pytany przez dziennikarzy o swoją przyszłość, bez namysłu odpowiedział: „Jeśli nie będę miał większości, wycofam się, bo to będzie wina Włochów, skoro nie potrafią ocenić, kto jest zdolny, a kto nie zrobił nic". On bez wątpienia zrobił wystarczająco wiele, by na zawsze zapisać się we włoskiej historii. ©?

—Marcin Łuniewski

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA