fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Szułdrzyński: Mięsny piątek

Adobestock
Przyzwyczailiśmy się już, że choinka na szkolnym korytarzu może urażać uczucia religijne dzieci, które nie są chrześcijanami, a obchodzenie jasełek jest przejawem strasznego wprost zacofania. Za to wspólne świętowanie przez uczniów Halloween żadnych uczuć naruszać nie może. Jeśli ktoś się oburzy na szkolne jasełka, daje przykład nowoczesności i tolerancji. Kto się krzywi na Halloween, ten ciemnogrodzianin, bigot i mentalnie nie wyszedł jeszcze ze średniowiecza.

Ktoś mógłby powiedzieć, że te przykłady są nieporównywalne. Dobrze, przyjrzyjmy się zatem innemu, znacznie świeższemu, przykładowi.

Niedawno radne jednej z warszawskich dzielnic zaproponowały w piśmie do burmistrza wprowadzenie dnia bezmięsnych posiłków w szkołach. Powód? „Kształtowanie postaw konsumenckich korzystnych dla środowiska, które najlepiej zacząć od najmłodszych lat" – donosiła kilka dni temu „Gazeta Stołeczna". Wiadomo, że hodowle mięsa są wielkimi trucicielami środowiska. Nie dość, że zwierzęta wydychają dwutlenek węgla, to jeszcze produkują śmiertelnie niebezpieczny dla naszej planety metan. Wyhodowanie określonej liczby kalorii mięsnej potrawy wymaga wielokrotnie większego nakładu energii niż w przypadku takiej samej ilości diety jarskiej. By przygotować porcję posiłku mięsnego, trzeba znacznie większej ilości upraw, niż by przygotować porcję równie energetycznego posiłku roślinnego – taka już jest natura, że świnka czy krówka, by przybyło jej kilogram mięsa, musi zjeść znacznie więcej kilogramów paszy. Radne doszły do wniosku, że trzeba o tym uświadamiać Polaków już od dziecka.

Tu jedno zastrzeżenie: jestem gorącym zwolennikiem dbania o naszą planetę i o środowisko naturalne. Zgadzam się z papieżem Franciszkiem, że Ziemia to depozyt, który winniśmy przekazać jak najmniej zniszczony kolejnym pokoleniom.

Uważam też, że w polskiej diecie jest stanowczo za dużo mięsa. W dawnych wiekach kiełbasa, boczek czy gęsta mięsna zupa były absolutnym rarytasem. W dodatku łowieckie zwyczaje mówiły, że póki mięso jest, trzeba się nim najeść, bo nie wiadomo, kiedy następnym razem napełnimy swoje brzuchy. Ale dziś czasy są zupełnie inne – nie musimy gromadzić zapasów na zimę, nie musimy zajadać się tłustymi potrawami, by przetrwać. Robimy to, bo lubimy i taką mamy kuchnię – zresztą jedną ze wspanialszych na świecie. Co gorsza, jedzenie mięsa w nadmiarze wcale nie jest zdrowe – przede wszystkim dla naszego układu krążenia.

Dlaczego więc pomysł nowoczesnych radnych wcale mnie nie zachwycił? Ano z powodu, o którym pisałem na początku. W wielu szkołach dniem bezmięsnym jest piątek. Wielu katolików stosuje się bowiem do starej tradycji, a zarazem kościelnego zalecenia, aby w ten dzień nie jeść mięsa. Teologicznie postny charakter tego dnia wynika z męki Chrystusa, która wspominana jest przez wszystkich chrześcijan właśnie w piątek. Dlatego też Kościół wzywa, by tego dnia nie urządzać hucznych imprez i by – wbrew dominującej kulturze weekendu – „piąteczek" nie stał się początkiem trzydniowego melanżu, lecz by zachował swój poważny charakter związany z ukrzyżowaniem Jezusa.

Poszczenie w piątek jest jednak tak strasznie staromodne. Niejedzenie mięsa w piątek jest symbolem wstecznictwa. Brak mięsa w menu piątkowego obiadu w szkolnej stołówce to oburzające narzucanie niewierzącym katolickiego punktu widzenia. Ale już bezmięsne posiłki w każdy inny dzień są oznaką nowoczesności. Brak mięsa w szkolnym menu w jakikolwiek inny dzień tygodnia jest sygnałem dojrzałości i kształtowania właściwych postaw troski o planetę.

Piątek bez mięsa oburza. Każdy inny dzień bezmięsny przynosi pochwały. I chyba będziemy się musieli do tego przyzwyczaić.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA