Zwłaszcza gdy u władzy jest prawica, zwłaszcza gdy ta prawica ministrem edukacji czyni kostycznego, zasadniczego, krzepkiego dżentelmena z religijnej prawicy. Dla opozycji to samograj, przecież wystarczy takiemu mikrofon podetknąć i popłynie. I popłynął. Najpierw powiedział, że jest zwolennikiem terapii dla gejów i lesbijek, która mogłaby ich wyleczyć, normalni mogliby się po niej stać. A potem jeszcze dorzucił, że właściwie sam takie terapie prowadził, jak to pedagog.
Kraj zatrząsł się z oburzenia. „Poglądy pana ministra są nieakceptowalne i nie oddają stanowiska mojego rządu" – zareagował błyskawicznie premier. Co prawda są tacy, którzy podejrzewają, że prywatnie szef rządu myśli tak samo jak minister, ale kampania, wiadomo, szlifujemy kanty, łagodzimy spory.
Tak przy okazji, ministra Peretza spytano również o Autonomię Palestyńską. Prawda, nie zaznaczyłem, że rzecz dzieje się w Izraelu, bo gdzież by inaczej, a ministrem jest Rafi Peretz, były naczelny rabin armii, któremu nasz Piontkowski jako tchórzliwy liberał mógłby oficerki glansować. W każdym razie i na Palestyńczyków ma minister Peretz pomysł niebanalny. Trzeba tam „przywrócić izraelską suwerenność", ale też zabezpieczyć prawa Arabów. Konkretnie, to jakieś minimalne prawa socjalne, bo nie mogliby oni głosować, pełnić urzędów, mieć obywatelstwa, takie tam. „Przecież to apartheid!" – zauważyła nie bez racji prowadząca z nim wywiad dziennikarka. Minister edukacji wzruszył ramionami i uśmiechnął się serdecznie. Za te słowa premier Netanjahu nie przeprosił.
U nas podobno też literki l, g, b oraz t sponsorować będą to wydanie Teletubisiów. Skoro tak, to czeka nas faktycznie debata na poziomie widzów „Teletubisiów", w której każdy będzie gaworzył swoje ku zachwytowi jego rodziny. A porzucając dziecinne metafory, to spór o prawa gejów i lesbijek jest jednakowoż sporem tyleż fascynującym, co jałowym. Wszyscy i tak wiemy, co w sprawie związków partnerskich myśli lewica, PiS, a nawet Platforma, która jest za, ale najchętniej mówiłaby o tym szeptem, a i to po wyborach. Ach, żeby tak Unia Europejska to przegłosowała, PO by to klepnęła i z ulgą odetchnęła. „To nie my, to koledzy".
Znacznie ciekawsza byłaby debata na temat granic wolności słowa. Ot, ostatni przykład, gdy „Gazeta Polska" postanowiła poprawić sprzedaż naklejką. Jakkolwiek może Tomasz Sakiewicz tłumaczyć, że „Strefa wolna od LGBT" nie oznacza zakazu wstępu dla gejów, jeno dla agresywnych ideologów, to nie ma to większego znaczenia. Wygląda to wyjątkowo źle i trudno to tolerować. Natychmiast od „Gapola" odcięły się stacja BP, która nie dyskryminuje, więc z naklejką sprzedawać nie będzie, oraz, uwaga, Empik. Tak, Empik. Największy w Polsce dystrybutor antysemickich gadzinówek, pornoli i plugastw wszelakich poczuł się wezwany do stanięcia po stronie wartości. Jako żywo, jak Netanjahu, którego oburzenie grup LGBT do reakcji skłoniło, ale już rasistowskie uwagi Peretza niekoniecznie.
No to zadajmy sobie pytanie: co wolno? Pospierajmy się o naklejki tak, jak Ameryka 30 lat temu pospierała się o prawo neonazistów do maszerowania przez Skokie – przedmieścia Chicago zamieszkane także przez Żydów ocalałych z Holokaustu. Neonaziści nie przeszli, ale sprawę w Sądzie Najwyższym wygrali, bo słynna Pierwsza Poprawka. No to jak, ma Empik prawo odrzucać „Strefy wolne od LGBT" czy nie? Godzimy się na demonstracje wszelakie? Tylko właśnie, wszelakie. Bo jak wszyscy, to wszyscy, i geje z piórkami w zadkach, i ONR w brunatnych mundurach. To jak, dyskutujemy?
Hm, to chyba zbyt ambitne oczekiwanie. Znacznie prościej nazwać się obrońcą dzieci przed deprawacją/stróżem swobód i wolności, niż zdobyć się na jakąś myśl. A geje? Niech siedzą cicho, w końcu wszyscy o nich walczą. Mówiło o nich nawet Radio Erywań. Serio. Słuchacz spytał, czy to prawda, że Piotr Iljicz Czajkowski był homoseksualistą. – To prawda – odpowiedziało radio. – Ale kochamy go również za jego muzykę.
PLUS MINUS
Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:
tel. 800 12 01 95