fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zakląć swojsko w raju utraconym

materiały prasowe
Debiutancka gra komputerowa warszawskiego studia Polyamorous przenosi graczy do alternatywnego świata, w którym Trzecia Rzesza zdążyła wyprodukować bombę atomową. Efektem jej użycia jest koszmarna zima, która trwa już od kilkunastu lat i nic nie wskazuje, by miała się szybko skończyć. Konkretniej akcja „Paradise Lost" (Raj utracony) toczy się w latach 60. XX wieku. Główny bohater, nastoletni Szymon, żyje w zdewastowanym świecie, gdzie niedobitki konfliktu walczą o przetrwanie. Pewnego dnia chłopiec natrafia na zapomniany bunkier. W jego wnętrzu odkrywa tajemnicę, której rozwikłanie zajmuje mu długie godziny. Gra należy bowiem do cieszącego się niesłabnącą popularnością gatunku zwanego „symulatorami chodzenia".

Produkcje tego typu przypominają interaktywne książki. Polegają na odkrywaniu historii zapisanych na taśmach, płytach czy kartkach walających się w rozmaitych lokacjach, czasem wyciąganiu wniosków z nielicznych napotkanych postaci. Nie ma tu walk znanych z klasycznych strzelanin czy skomplikowanych zagadek typowych dla przygodówek. Zagłębienie się w cudze wspomnienia wymaga czasami ruszenia głową, uruchomienia jakiegoś urządzenia czy dostania się w określone miejsce.




Nie inaczej jest i w tej grze. Bohater nieśpiesznie spaceruje po bunkrze, przegląda papierzyska, zagląda we wszystkie możliwe kąty, czasem komentując jakieś fakty w języku angielskim. Najwyraźniej język ten zyskał po wojnie status oficjalnego, polski pojawia się jednak w zapiskach z przeszłości. Ba, Szymonowi zdarza się też po „swojsku" zakląć. To ciekawy pomysł, który buduje klimat rozgrywki na równi z dopracowanymi wnętrzami bazy i mrożącą krew w żyłach opowieścią. „Paradise Lost" wciąga i niepokoi...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA