Plus Minus

Irena Lasota: Za kulisami humanizmu

Fotorzepa, Darek Golik
W zeszłym tygodniu pisałam o Ilmi Umerowie i Achtemie Czyjgozie, liderach krymsko-tatarskich i ich wizycie w Waszyngtonie. Po ponownym przeczytaniu wydrukowanego już felietonu coś mnie w nim zaciekawiło. Rozumiem, że brzmi to jak obsesja na punkcie własnego pisania, ale w tym wypadku chodzi raczej o coś, czego nie napisałam, a nie o zachwyt nad tym, co napisać mi się udało.

Ilmi Umerow i Achtem Czyjgoz pozostali na Krymie po rosyjskiej okupacji półwyspu, która zaczęła się na przełomie lutego i marca 2014 roku. Stali się oczywistymi liderami pokojowego ruchu oporu i przykładem nie tylko dla Tatarów krymskich, ale i dla Ukraińców, Rosjan i wszystkich innych, którzy nie pogodzili się z rosyjską okupacją. Putinowska propaganda głosi oczywiście, że olbrzymia większość obywateli Półwyspu Krymskiego chciała przyłączenia do Rosji i pokazuje wyniki, sfałszowanych oczywiście, wyników referendum z 2014 roku oraz tegorocznych wyborów prezydenckich. Okazuje się, że rezultaty monitoringu prawdziwej frekwencji w wyborach na Krymie, prowadzonego z jednej strony tajnie przez Tatarów krymskich, a z drugiej dyskretnie przez administracje Putina, były zgodne: wzięło w nich udział mniej niż 50 proc. upoważnionych. Nie ma się co dziwić – po czterech latach okupacji ludność Krymu jest coraz biedniejsza. Obie podstawowe gałęzie gospodarki, turystyka i rolnictwo, zbankrutowały.

Ani Ukraińcy, ani Rosjanie, których poziom życia spadł na skutek sankcji zachodnich, nie spędzają już na Krymie wakacji. Rolnictwo opierało się na dostawach energii i wody z terytorium Ukrainy, których Rosja nie jest w stanie zapewnić. Wedle nieoficjalnych danych ponad 50 tysięcy mieszkańców Krymu wyjechało po rosyjskiej okupacji. Rosyjskie władze przesiedlają tam natomiast z uboższych regionów kraju etnicznych Rosjan. Dostają oni nie tylko domy i ziemię, ale i posady w lokalnej administracji, która jest obecnie główną gałęzią gospodarki.

Jak pisałam tydzień temu, Umerowa i Czyjgoza skazano na dwa i osiem lat pozbawienia wolności. Mimo że odmówili podpisania prośby o ułaskawienie, wywieziono ich w październiku zeszłego roku do Turcji; rzekomo na skutek przypływu humanitarnych uczuć Putina. Po kilku tygodniach prasa turecka podała informację, że ich wypuszczenie było tajną wymianą: w zamian za Umerowa i Czyjgoza Turcja oddała Rosji dwóch jej obywateli, morderców czeczeńskiego dziennikarza.

To ostatnie zdanie bardzo mnie – po kilku dniach – zainteresowało i postanowiłam dowiedzieć się więcej na ten temat. Nie było łatwo. Większość informacji na ten temat jest dostępna tylko po turecku – w języku, w którym rozpoznaję wiele słów, ale nic nie rozumiem.

Udało mi się jednak w końcu dowiedzieć, że związana z prezydentem Erdoganem gazeta „Haberturk" doniosła pod koniec listopada zeszłego roku, że w zamian za dwóch więźniów sumienia, Umerowa i Czyjgoza, Turcja oddała Moskwie dwóch Rosjan, Jurija Anisimowa i Aleksandra Smirnowa. Zostali oni aresztowani w kwietniu 2016 roku pod zarzutem zaplanowania i przeprowadzenia operacji, w której zamordowano – kulami i uderzeniami noża – jednego z „dowódców czeczeńskich" Abdulwahida Edelgiriewa.

Wiadomo o nim tyle, że mieszkał w Stambule i administrował internetową witrynę kavkazcenter.com. Zdaniem jednych była to ekstremistyczno-islamska propaganda, wedle drugich – źródło cennych informacji o Kaukazie, a trzecich – rosyjska prowokacja. Jeszcze inni twierdzili, że w grę wchodziły wszystkie te rzeczy naraz. O Edelgiriewie pisano, że walczył w Czeczenii i Syrii. Podobno miał też przygotowywać zamach na Putina w 2012 roku.

Wracając do Anisimowa i Smirnowa: obaj zostali oskarżeni o wojskowe i polityczne szpiegostwo, fałszowanie dokumentów i przygotowywanie morderstwa wykonanego przez innych. Obydwaj, wedle policji i wywiadu tureckiego, są wysoko wyszkolonymi agentami FSB. Prokurator w akcie oskarżenia sporządzonym we wrześniu zażądał dla nich po 37 lat więzienia. Zanim doszło do rozprawy sądowej, w październiku Rosja deportowała Umerowa i Czyjgoza. A dwaj oficerowie rosyjscy wrócili do siebie i zostali nagrodzeni Orderami Lenina czy Putina, bez różnicy. Kiedyś potępiano terrorystów, że porywali bezbronnych ludzi, by wymienić ich na swoich towarzyszy broni. Nie można oskarżać Rosji, że nauczyła się tego od terrorystów. Raczej na odwrót. Terroryści od lat 70. byli szkoleni w Związku Sowieckim. Tylko na odpoczynek przyjeżdżali czasem do Polski.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL