fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Michał Szułdrzyński: Najsmutniejsza rocznica JP2

Fotorzepa, Jakub Ostałowski
Mało chyba było tak smutnych rocznic jak ta, którą obchodziliśmy w tym tygodniu. Choć była wyjątkowa – 100 lat od narodzin Jana Pawła II, postaci o kilka klas przewyższającej naszą codzienność, ale też naszą historię. Była smutna, bo przypominała, jak bardzo brakuje go od 15 lat. I choć wciąż dla wielu osób jest wielkim autorytetem, choć na szczęście w pewnych środowiskach jego teksty wciąż są czytane i komentowane, to coraz wyraźniej widać fatalną sytuację, w jakiej znalazł się bez niego polski Kościół.

Dwa dni przed rocznicą miała miejsce premiera nowego dokumentu braci Sekielskich. Tym razem obyło się bez sugerowania odpowiedzialności Jana Pawła II za tolerowanie pedofilii. Ale film jest wstrząsający. Poraża bezduszny chłód instytucji kościelnych wobec dramatu osób, które w przeszłości były wykorzystywane seksualnie przez księży. To człowiek ma być drogą Kościoła, szczególnie ten skrzywdzony. Znów jednak wygrała źle rozumiana korporacyjność.

Kościół istnieje dwa tysiące lat dzięki nieustannemu napięciu między korporacyjnością a duchem reformatorskim. Między tymi dwiema siłami musi panować równowaga. Gdy nie ma zapału do odczytywania na nowo Ewangelii, Kościół staje się skorupą, w której zaczyna brakować ducha.

Wielkim zaskoczeniem było dla mnie to, że z wyjątkiem niezłego, choć mało odważnego, oświadczenia prymasa właściwie nie było głosu ze strony biskupów. Cisza. Bo zasłonę milczenia trzeba spuścić na komunikaty kurii biskupich, które zostały wymienione w filmie Sekielskich, gdyż pokazały, że ich autorzy w ogóle nie rozumieją powagi sytuacji.

Na tle wielkości Jana Pawła II widać dramatyczny brak autorytetów w dzisiejszym polskim Kościele. Nie brakuje w nim osób mądrych i głęboko wierzących. Brak kogoś, kto miałby odwagę sięgnąć po duchowe przywództwo, odwagę przeciwstawić się korporacyjności. Owszem, są ambitni biskupi, którzy walczą z wrogami. Wciąż tymi samymi: gender, LGBT, lewicą i neomarksistami. W ten sposób Kościół nie przezwycięży kryzysu własnej wiarygodności.

Od premiery pierwszego filmu Sekielskich minął dokładnie rok. Przez ten rok nie zrobiono porządku w szafach, więc co jakiś czas wypadać z nich będą kolejne trupy. Z każdym miesiącem oczekiwania wiarygodność Kościoła będzie maleć. Niekoniecznie musi się skończyć tak jak w Australii czy Irlandii, ale w sprawie wyjaśniania skandali pedofilskich polscy hierarchowie robią niewiele, by się tak nie skończyło.

Oczywiście księża i biskupi mogą się wzajemnie przekonywać, że wszystko jest w porządku. Problem w tym, że już wkrótce rzeczywistość może powiedzieć „sprawdzam". Ilu wiernych nie wróci do świątyń, gdy zostaną w pełni otwarte po zakończeniu pandemii? Podczas rozmów ze znajomymi księżmi widzę rozczarowanie postawą hierarchów. Premier kazał zamknąć świątynie, to je zamknęli. Abp Gądecki wezwał do różańca codziennie o 20.30, wszyscy się dostosowali. I tyle. Uderzała bierność kleru, mało kto wpadł na pomysł, by np. w Wielką Sobotę objechać teren parafii i święcić pokarmy z samochodu. W sytuacji kryzysowej zabrakło inicjatywy.

Kościół miał inne plany na ten rok. Skupiał się na rocznicy urodzin Jana Pawła II, na planowanej na czerwiec beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. Epidemii, co zrozumiałe, nie przewidział, ale też nie potrafił na nią zareagować. I w pewnym sensie pokazał swoją zbędność. Osoby działające we wspólnotach, głęboko wierzące, z tego powodu nie odejdą. Ale ci, których związek z Kościołem bardziej był oparty na przyzwyczajeniu niż doświadczeniu kontaktu z Bogiem, w poczuciu tej zbędności mogą już nie wrócić. Tuż po setnych urodzinach JP2 widać to szczególnie wyraźnie. I dlatego nie ma powodów do radości.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA