Plus Minus

Zmierzch akademickich bożyszcz?

Fotorzepa/ Radek Pasterski
Wielu z nas wciąż łudzi się, że odbycie studiów pozwala znaleźć zatrudnienie zgodnie z nominalnie zdobytym dyplomem. Ten sposób myślenia dowodzi, że nie rozumiemy, po co podejmuje się trud studiowania.

Studia przestały być przepustką do kariery" – informowała okładka jednego z ostatnich numerów numerów magazynu „Plus Minus", który poświęcony został erozji procesu kształcenia akademickiego. Jego wydźwięk był następujący: uczelnie są coraz mniej atrakcyjne dla młodzieży; wykształcenie przestało dawać przewagę na rynku pracy; podmioty akademickie nie przyczyniają się do zdobycia atrakcyjnej posady zgodnej z wykształceniem. Wszystko pięknie, przeprowadzone w trzech tekstach Bogusława Chraboty, Katarzyny Płachty i Jana Rojewskiego rozumowania w wielu punktach trafnie diagnozujące sytuację.

Równie często autorzy zdradzają jednak ograniczoną świadomość realiów związanych z procesem kształcenia, jego wartością i warunkami, w jakich się odbywa. Zapewniam, że agonia edukacji akademickiej wieszczona jest przedwcześnie! Faktem jest natomiast, że musimy, my – wspólnota obywateli, zadać sobie pytanie, po co nam właściwie ośrodki akademickie. W tym kontekście niezwykle istotna jest pogłębiona debata społeczna. Debata, która jak dotąd się nie odbyła.

Sanacja czy pudrowanie

Artykuł Jana Rojewskiego w części nawiązuje do planowanej reformy szkolnictwa wyższego i nauki. Projekt ustawy ministra Jarosława Gowina jest owocem pracy konsultacyjnej, negocjacyjnej i prawnej wielu osób. Jej podstawowym założeniem jest odejście od minimum kadrowego i oceny parametrycznej (ocena dokonywana w oparciu o szczegółowe kryteria – red.) jednostek na rzecz oceny merytorycznej dyscyplin. To nie wydziały będą poddawane ocenie, ale dyscypliny naukowe. To zmienia wszystko. Uczelnie będą bowiem zainteresowane tylko tymi dyscyplinami, które uzyskają wysoką ocenę, bo ta przełoży się na uprawnienia do nadawania stopni naukowych oraz prowadzenia studiów bez konieczności uzyskiwania zgody ministerstwa. To rozwiązanie spowoduje reorganizację instytucjonalną i personalną uczelni. Dzięki temu za kilka lat (po 2025 roku) będziemy mieć w Polsce uczelnie kadrowo odchudzone i z na nowo zdefiniowaną misją. Niektórych może w tym wszystkim niepokoić krótki czas dostosowania oraz brak stosownych symulacji, prognoz i opracowań, a więc dosyć mglista przyszłość wielu tysięcy pracowników uczelni.

W tym kontekście tak krytykowany przez niektóre środowiska pomysł na radę uczelni jest kwestią drugorzędną. Znacznie większym zmartwieniem powinna być kwestia autonomii finansowej uczelni, bez której nie da się wykonać skoku cywilizacyjnego, który przełożyłby się na atrakcyjność naszej akademii w kraju i poza nim. Jeśli bowiem chcemy mieć nad Wisłą drugi Oksford, to musimy zdawać sobie sprawę z tego, że rozproszenie źródeł finansowania połączone z pełną autonomią zarządzania tymi środkami łączy się bezpośrednio z autonomią prowadzenia badań i kształcenia, a nie na odwrót.

Gromadzenie kapitałów

Oxford University – marzenie wielu młodych ludzi, którzy w tych dniach, zdając maturę, robią plany na przyszłość. Dlaczego Oksford jest marzeniem, a UJ czy UW sensownym wyborem?

Żyjemy w kraju o niskim poczuciu bezpieczeństwa i niskim zaufaniu wzajemnym. Nie ufamy urzędnikom, politykom, nawet księżom, a co dopiero mówić o naukowcach. Wiemy natomiast, że społeczeństwo – ostateczny fundator akademickiego przedsięwzięcia – oczekuje wynalazków, Nagród Nobla, komercjalizacji badań i ich bezpośredniego przełożenia na zysk. To są oczekiwania słuszne i nie należy ich lekceważyć ani tym bardziej pomniejszać. Jednakże trzeba zauważyć, że uczelnie wyższe są instytucjami długiego trwania, w ramach których zachodzą wielopoziomowe procesy: badawcze, dydaktyczne, samokształceniowe i społeczne.

Sukces w badaniach nie dokonuje się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Proces badawczy okupiony jest wysokim ryzykiem niskiej stopy zwrotu, natomiast nauczanie zakłada zdobycie kompetencji, dzięki którym nastąpi rozwój indywidualny studenta, co ma się przełożyć na wymiar zawodowy i ekonomiczny. Jeśli ktoś wyobraża sobie, że najlepsze uczelnie świata kształcą w konkretnych zawodach, nie rozumie, czym jest zdobywanie wykształcenia i jego gospodarczo-ekonomiczna użyteczność. Najbardziej dojmujące jest to, że wielu z nas wciąż łudzi się, że odbycie studiów pozwala znaleźć zatrudnienie zgodnie z nominalnie zdobytym dyplomem. Ten sposób myślenia dowodzi, że nie rozumiemy, po co podejmuje się trud studiowania.

Dla znającego realia uniwersytetów zagranicznych jest oczywiste, że edukacja na poziomie wyższym jest pozyskaniem kapitału, na który składa się sieć kontaktów, kompetencje związane z myśleniem krytycznym, analitycznym i przewidującym, wykształcenie w sobie etosu i dyscypliny pracy, oswojenie się ze świadomością odpowiedzialności za los swój i innych. Prestiż Oksfordu powiązany jest z gigantycznym kapitałem zdobytym przez absolwenta tej uczelni. I to nie jest przypadek. Żeby zilustrować potencjał w budowaniu kapitału, warto porównać liczbę stowarzyszeń działających na Uniwersytecie Oksfordzkim z tymi, które funkcjonują na przeciętnej polskiej uczelni. Są to zatrważające dysproporcje. Wprawdzie nikt nie wykona pracy za studentów, trzeba jednak dopowiedzieć, że polskim uczelniom daleko do poziomu, jaki reprezentują ośrodki zagraniczne. Nie można się też łudzić, że reforma szybko ten stan rzeczy zmieni.

I co ty będziesz robił po tej filozofii

Patrząc na dane demograficzne oraz trendy kulturowe, można wysnuć wniosek, że doszło do głębokiego tąpnięcia w sferze kształcenia akademickiego. Wolałbym jednak to zjawisko nazwać urealnieniem. Urealnia się tak potencjał intelektualny kandydatów, jak i potencjał uczelni. Dzięki temu za kilka lat będziemy wiedzieć, ile tak naprawdę potrzebujemy ośrodków akademickich; jaka jest średnia liczba kandydatów na studia – wyznaczona możliwościami intelektualnymi i zapotrzebowaniem społecznym; jaki jest status akademii rozumianej jako złożony organizm skoncentrowany na badaniach i prowadzeniu kształcenia. W tym kontekście ważne, by pacjent nie zmarł w wyniku działania nowej ustawy. Nie ma wątpliwości, że ze względu na fundamentalne zapotrzebowanie społeczne, jakim jest posiadanie elit politycznych, społecznych, ekonomicznych i kulturalnych, istnienie świata akademickiego będzie podtrzymywane.

Warto dodać, że przykłady osób, które zrobiły wielką finansową i polityczną karierę bez zdobycia formalnego wykształcenia (jak to przedstawia Katarzyna Płachta), nie są dobrą ilustracją dla zmierzchu akademickich bożyszcz. Jest to raczej przykład na to, że są jednostki, które posiadają kapitał intelektualny, społeczny i kulturowy, dzięki któremu mogą funkcjonować bez sięgania do zasobów akademii. Nie zmienia to jednak faktu, że zdecydowana większość kapitał ten musi zdobyć i do tego właśnie w pierwszej kolejności służy i służyć będzie w najbliższej przewidywalnej przyszłości kształcenie na poziomie wyższym.

Na koniec anegdota: jeden ze szkolnych kolegów zadał mi kiedyś pytanie: „I co ty będziesz robił po tej filozofii?". W świadomości społecznej student tego kierunku to krzyżówka dziwaka z fantastą. Pomijając mój własny przykład, chciałbym dobitnie stwierdzić: o filozofów bać się nie musimy. Są elastyczni, kreatywni i dobrze odpowiadają oczekiwaniom rynku pracy. Jak to możliwe? Na poziomie akademickim nabyli szereg umiejętności pozwalających na wieloraką aktywność zawodową. W mediach, biznesie, polityce filozofowie są nie tylko obecni, ale i doceniani. Dla dyskusji o akademii płyną z tego dwa wnioski. Pierwszy – kapitał zdobywa się na różne sposoby, niekoniecznie poprzez kształcenie wysoce wyspecjalizowane i zawodowo ukierunkowane. Drugi, zdecydowanie bardziej istotny – w ostatecznym obrachunku studia wybiera dorosły człowiek, a więc stoi za tym wolny akt. Dajmy mu zatem prawo do samorealizacji. Wszelako należy rozważyć, czy państwo polskie powinno finansować te wybory, począwszy od studiów I stopnia, a na doktoracie skończywszy. Ale to już inny temat, który domaga głębokiej analizy i poważnej debaty. Przy proponowanym projekcie ustawy wciąż jest to możliwe. Choć nie jestem pewien, czy politycznie atrakcyjne.

Autor jest pracownikiem naukowym Instytutu Filozofii UJ, przewodniczącym Rady Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej oraz koordynatorem Jagiellonian Interdisciplinary PhD Programme

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL