fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Michał Szułdrzyński: Papież Franciszek wysoko zawiesza poprzeczkę

AFP
Franciszek posiada niezwykłą umiejętność wprowadzania w konsternację nie tylko członków Kościoła, ale całego świata. Nie inaczej było w ubiegły weekend, gdy porównał obozy dla uchodźców z koncentracyjnymi.

W bazylice św. Bartłomieja na Wyspie Tyberyjskiej papież mówił o współczesnych męczennikach za wiarę. Przypomniał historię, którą opowiedział mu pewien muzułmanin na wyspie Lesbos. Gdy islamiści zobaczyli krzyż u jego żony, chrześcijanki, zażądali, by rzuciła go na ziemię. Usłyszawszy odmowę, poderżnęli jej gardło. Franciszek z żalem dodał, że niestety nie zna dalszych losów męża tej kobiety. – Nie wiem, czy udało się mu wyjść z tego obozu koncentracyjnego, bo obozy uchodźców są obozami koncentracyjnymi dla tłumów pozostawionych tam ludzi – stwierdził.

Słowa papieża brzmią szokująco. Przecież nikt nie zamyka uchodźców w obozach po to, by ich tam zgładzić. Po totalitaryzmach XX wieku używanie tego typu porównań powinno być jednak opatrzone pewnymi zastrzeżeniami. Ale nie zatrzymujmy się na pierwszym wrażeniu, jakie wywołuje wypowiedź Franciszka. Pamiętać należy, że nie wszystkie obozy koncentracyjne były obozami śmierci. Rosjanie mieli tworzyć obozy, w których przetrzymywano konfederatów barskich nie po to, by ich zgładzić, lecz by ich potem zesłać na Syberię. Chodzi więc raczej o to, by trzymać w izolacji osoby, nieraz całe grupy, które nie pasują do społeczeństwa. Taki cel przyświecał tym, którzy wymyślili obozy katorżniczej pracy w Rosji, zaadaptowane potem przez bolszewików.

Obozy koncentracyjne były zresztą cechą charakterystyczną większości totalitaryzmów. Wiele systemów opresyjnych zamykało w nich tych, którzy byli „inni" – albo nie pasowali do dominującego stylu życia, światopoglądu, ideologii, albo je odrzucali.

Warto więc dostrzec głębszą myśl Franciszka. Otóż porównując przebywających w obozach uchodźców z więźniami obozów koncentracyjnych, papież w brutalny sposób pokazuje pewną prawdę: do obozów dla uchodźców trafiają ci, którzy nie pasują do dzisiejszych społeczeństw. Zamykając ich, staramy się zamieść pod dywan problem, z którym musimy się zmierzyć. Oczywiście, małe kraje czy wyspy nie są w stanie poradzić sobie z napływem przybyszów, którzy często przewyższają liczebnie mieszkańców. Ale – jak się wydaje – papieżowi chodzi o coś innego. W swoich encyklikach Franciszek skupia się na ochronie słabszych, społecznie wykluczonych, żyjących na marginesie społeczeństw, ale też na trosce o przyrodę czy też ochronie życie nienarodzonych dzieci przed aborcją. Co zdaniem papieża Bergoglio łączy te wszystkie sprawy? Otóż chodzi o traktowanie świata jako narzędzia do osiągania swoich celów.

Wyzysk drugiego człowieka wynika z egoistycznej postawy, która pozwala wytłumaczyć również wyzysk przyrody, korzystanie z jej dobrodziejstw w nieodpowiedzialny sposób, który prowadzi do nieodwracalnych zniszczeń. Jeśli traktuję innego człowieka jak rzecz, jako narzędzie do osiągania moich celów, pojawia się zło. Ale identyczna sytuacja etyczna pojawia się wtedy, gdy drugi człowiek staje się dla mnie przeszkodą, gdy traktuję go jako rzecz, która stanęła mi na drodze. Czymże innym jest zabicie nienarodzonego? Czym zamykaniem „innych" w obozach koncentracyjnych? Czym zamykanie w obozach tych, którzy uciekają przed śmiercią i wojną? Trzeba przyznać, że Franciszek wysoko zawiesza poprzeczkę.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA