fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Putin i raperzy. Młodzi muzycy kontra Kreml

Haski, wschodzący talent rosyjskiego rapu i najbardziej wyrazisty głos obecnych dwudziestolatków
EAST NEWS
Na rosyjskiej scenie muzycznej wyrosło pokolenie artystów, którzy postawili władzę w bardzo niewygodnym położeniu, bo ta ich nie trawi, ale wie, że lepiej się z nimi dogadać. I dogaduje się z raperami na swój sposób.

17 października 2018 roku, jedenasta przed południem. W 150-tys. Kerczu na Krymie, podczas trwania zajęć, pustymi schodami Technikum Politechnicznego wspina się dobrze zbudowany osiemnastolatek o aryjskiej urodzie. Na drugim piętrze zostawia torbę podróżną, bierze ze sobą reklamówkę i schodzi piętro niżej. Przez dłuższą chwilę wsłuchuje się w ciszę korytarza. Następnie idzie do szkolnego bufetu, gdzie kładzie na krześle plastikową torebkę. Wraca na górę. O 11.40 dzwonek oznajmia przerwę. Bufet zapełniają uczniowie i nauczyciele. Reklamówka eksploduje, a w całym budynku wybucha panika. Skupiony Aryjczyk zmierza w kierunku biegającego tam i z powrotem tłumu. Zatrzymuje się na przedostatnim schodku, jego prawa dłoń, okryta rękawiczką, przeładowuje automatyczną strzelbę. Po zabiciu 21 osób i zranieniu ponad 50 chowa się w bibliotece. Znajdują go pod półką „Wojna 1941–1945". Leży na plecach w kałuży krwi, a na jego białym T-shircie przez całą klatkę piersiową ciągnie się napis „NIENAWIŚĆ".

31 października, 8.48 rano. Użytkownik komunikatora Telegram Walerian Panow na czacie „Sprawy buntownika" zapowiada zamach na Federalną Służbę Bezpieczeństwa, które „fabrykuje dowody i torturuje ludzi". O 8.52 do archangielskiej siedziby FSB przy Prospekcie Trockiego wchodzi siedemnastolatek w mocno opiętej granatowej kurtce i z plecakiem w dłoniach. Nie spuszczając z recepcjonisty wzroku, zaciska mocno usta i sięga do plecaka, z którego wyjmuje ręcznie skonstruowaną bombę. Rani ona trzech pracowników FSB i zabija samego konstruktora – wyznawcę anarchoterroryzmu i wielbiciela mordercy-rewolucjonisty Nieczajewa, którego Dostojewski odwzorował w „Biesach" pod postacią Piotra Wierchowieńskiego.

Służby prowadzące śledztwo, przeczesując konta społecznościowe zamachowców, odkryły, że obaj byli wielbicielami rodzimego hip-hopu.

Zalewam oczy naftą
Niech wszystko spłonie, niech wszystko spłonie
Patrzy na mnie cała Rosja
Niech wszystko spłonie, niech wszystko spłonie*

Po aresztowaniu Haskiego wybuchła burza. Skazany na 12 dni aresztu, odsiedział pięć
Forum

Pakiet promocyjny

Przez listopad i większość grudnia regionalne organy administracji państwowej i resortów siłowych odwoływały młodzieżowe koncerty. Nie tylko raperów Haskiego, Eldżeja, Jah Khaliba, Ganwiesty, ale też popowej Monetoczki, Matrangi i grupy Friendzona oraz alternatywnego duetu Ajspik. Powodem były treści utworów „nawołujące do zażywania narkotyków oraz propagujące przemoc, seks, samobójstwo i homoseksualizm". Była to woda na młyn dla mniej inteligentnych polityków regionalnych, takich jak Władimir Pietrow, deputowany regionu leningradzkiego, którzy wysyłając zawiadomienia do prokuratury o popełnieniu przestępstwa, pragnęli pokazać, jak bardzo dbają o zdrową tkankę społeczną i tradycyjne wartości oraz jak bardzo przestrzegają obowiązującego prawa. Najinteligentniejsi z nich oburzali się jeszcze na używane w utworach przekleństwa.

21 listopada w Krasnodarze najbardziej wyrazisty głos obecnych dwudziestolatków i wschodzący talent rosyjskiego rapu Haski po odwołaniu kolejnego koncertu wszedł na dach samochodu, z którego wykrzyczał kilka swoich kompozycji. Został ściągnięty z auta przez policję, aresztowany, a następnie skazany na 12 dni aresztu, z których odsiedział pięć. Zapis zdarzenia trafił na serwis YouTube.

Wybuchła burza. Przed klubami, nawet gdy odwoływano koncerty, zbierały się tłumy, by spotkać swoich idoli i odśpiewać z nimi sztandarowe utwory. W Moskwie zorganizowano koncert solidarności z Haskim, na którym wystąpiły takie gwiazdy jak Noize MC, Oksymoron i Basta. Głos w sprawie zabrali deputowani, doradcy prezydenta i najwyżsi rangą pracownicy jego administracji, także minister kultury Władimir Miediński, a nawet szef Służby Wywiadu Zagranicznego! W programie „Wiesti niedzieli", który stanowi najważniejszy w państwowej telewizji przekaźnik polityki władz, raperom poświęcono 15 minut. Oddział jednego z największych na świecie think tanków Carnegie Moscow wydał na ten temat analizę. W Dumie Państwowej doszło do spotkania polityków z „delegacją raperów" złożoną z Ptacha i Żigana. Co prawda ten ostatni wyszedł przed zakończeniem, kwitując: „Nie ma tu o czym rozmawiać, bracie". Ale mogli zobaczyć to widzowie kanałów państwowych.

Koniec końców w sprawie musiał się wypowiedzieć Władimir Putin. A jego przekaz, podobnie jak jego współpracowników, był jasny – zakazy i aresztowania to najbardziej nieefektywny sposób działania. „Jeśli tego procesu nie można zatrzymać, trzeba nad nim zapanować i odpowiednio ukierunkować" – powiedział na posiedzeniu Prezydenckiej Rady ds. Kultury. Putin, który jako początkujący kagiebista zwalczał samizdat i dysydentów, doskonale zdaje sobie sprawę, że represja władzy to pakiet promocyjny, o jakim śni każdy artysta. A ponieważ prezydent Rosji należy do gatunku polityków, którzy szybko spełniają swoje obietnice, do „ukierunkowywania" zabrano się od razu od Nowego Roku.

Tandetni, ale stylowi

Znany dziennikarz muzyczny Aleksander Gorbaczow ogłosił śmierć „europejskiego projektu" w muzyce rosyjskiej, który reprezentują urodzeni w latach 60. muzycy z Mumij Troll czy Zemfira i Leningrad (w latach 70.), i wejście na scenę nowego pokolenia, czerpiącego inspiracje nie z Zachodu, ale obecnej Rosji i sowieckiej przeszłości. „Kiedy zrozumieliśmy, że w zglobalizowanym świecie nikomu nie jesteśmy potrzebni, okazało się, że z samym sobą również może być interesująco" – napisał w eseju na Meduza.io.

Gorbaczow miał na myśli, że nowe pokolenie muzyków inaczej odbiera rosyjską rzeczywistość i się w niej porusza niż ich „europejscy rodzice". Ci ostatni sądzili, że Rosja stanowi nieodłączną część świata zachodniego, w którego kierunku zmierza, przez co toczyła ich niezrealizowana ambicja, aby stać się częścią anglosaskiego świata muzycznego. Zwłaszcza piosenkarka Zemfira, która wyrzuciła ze swojego zespołu wszystkich Rosjan, zatrudniła obcokrajowców, a obecnie współpracuje z producentem Radiohead, któremu od zawsze przypisywała cechy boskie. Zresztą od początku XXI w. rosyjska krytyka muzyczna w każdym zespole szukała zachodnich pierwowzorów – najpierw nu-metalowych (Linkin Park, Limp Bizkit), potem emo (Paramore), fali indie rocka (Interpol, Arcade Fire). Aż w końcu nam współczesnych, jak The xx, Hozier, raperzy Kendrick Lamar, Rae Sremmurd czy kobiety: Lorde, Ellie Goulding, Taylor Swift, Sia, Lana del Ray itd.

Europejczycy programowo odcięli się od sowieckiego, brudnego i źle wyprodukowanego rocka, a także jego obywatelskich i literackich tekstów. Zastąpić je miały dobre studia nagraniowe i perfekcyjna produkcja – co się właściwie udało – a oprócz tego metafizyka, emocje, abstrakcja, niedopowiedzenia oraz eskapizm i skupienie na własnym wnętrzu. Piękno zamiast walki, socjologii i polityki. Nieco inną drogą poszedł Siergiej Sznurow z Leningradu, który łowił zachodnie trendy, aby potem mieszać je z rosyjską ludycznością i satyrą na Rosjan, co przyniosło mu niebywały sukces komercyjny.

Dzisiejsi dwudziesto- i trzydziestolatkowie czerpią z rosyjskiej literatury klasycznej, bardzo często z Osipa Mandelsztama zagłodzonego na osobisty rozkaz Stalina. Wykonują zachodnie utwory w ojczystym języku, poszukują eksperymentów w sowieckim undergroundzie i biorą na warsztat szlagiery popsy (rosyjski odpowiednik disco polo – red.). Ich teksty, choć nie odnoszą się bezpośrednio do polityki, to dotyczą spraw społecznych i codziennej materii życia. Co więcej, wyrażają je kolażem memów, które obok siebie stawiają cytaty z Mandelsztama lub Brodskiego, nagłówki telewizyjne, nazwiska polityków i gwiazd show-biznesu.

Oczywiście to nieprawda, że dzisiejsi wykonawcy są odizolowani od muzyki Zachodu. Natomiast są wobec niej zapóźnieni. Choć rosyjski rap stanowi potężne zjawisko społeczne, to jednak nie nadąża za nowymi trendami, które znacznie szybciej wyłapują polscy twórcy. Friendzona to odpowiednik brytyjskiej piosenkarki Charli XCX, różowy pop elektroniczny dla „gimbazy". Niesamowity duet Aigel to rosyjska M.I.A. Monetoczka to Chvrches i renesans synthpopu ostatnich lat. A prawdziwy towar eksportowy Rosji, koncertujący i kupowany od Europy przez USA aż po Brazylię, Ajspik to późne płyty Portishead i Massive Attack, a po trosze Die Antwoord.

Najważniejszym zespołem jest właśnie Die Antwoord, ponieważ do „konserwatywnej" Rosji zawitała – znowu spóźniona – moda na duety damsko-męskie, którą zapoczątkowały zespoły rockowe takie jak White Stripes czy The Kills, a którą przejął rapowo-rave'owy zespół z Kapsztadu, jedno z najciekawszych zjawisk muzycznych XXI w., chyba najbliższe Rosji. Ponieważ południowoafrykańska subkultura zef, z której wywodzi się Die Antwoord, a która oznacza, że „jesteś biedny, ale fancy; biedny, ale seksowny – masz styl", pasuje do rosyjskich muzyków jak ulał. Być może część z nich nie jest wcale biedna, ale w przeciwieństwie do „europejskich rodziców" nie są też glamour. Nie jeżdżą limuzynami, nie chodzą w futrach, nie uczestniczą w sesjach zdjęciowych „Vogue'a", nie afiszują się z pieniędzmi. Wolą koncertować w klubach niż na stadionie Spartaka lub w CSKA Arena. W internecie czują się jak w domu, a wielu z nich pochodzi hen spoza Moskwy i Sankt Petersburga.

Innymi słowy, są po rosyjsku „zef" – kameralni, ironiczni, zaangażowani społecznie i nawet jeśli czasem tandetni, to stylowi. Dzięki temu tworzą nową jakość w stosunku do swoich „rodziców".

Teraz stałam się gotowa na wszystko
Odsiedziałam swój wyrok w internecie
Wychodzę na ulicę pogłaskać kota
A jego rozjechała policyjna suka

Dwa wampiry na tle moskiewskiego Białego Domu. Kadr z teledysku do utworu „Nie ma śmierci”, który wyrasta na hymn młodych Rosjan
youtube

Hymn pokolenia

Właściwie zjawisko muzyczne, które określić można jako „Europejczycy kontra Rosjanie", nie powinno nikogo dziwić. Pierwsze dwie kadencje prezydentury Władimira Putina przyniosły jego rodakom dumę ze swojego państwa, a tym samym ogromną nadzieję na przyszłość. Ceny ropy poszybowały w górę, społeczeństwo się bogaciło, znienawidzeni oligarchowie zostali ustawieni do pionu, kraj porzucił jelcynowską smutę, wygrał wojnę w Czeczenii i wrócił na należne mu w świecie miejsce. Z Rosją znowu zaczęli się liczyć. A 48-letni, silny i inteligentny przywódca potrafił przemawiać w taki sposób, że „frycom", „brytolom" i „żabojadom" kapcie spadały.

Jednak paradoksalnie towarzyszyła temu nadzieja na zbliżenie z Zachodem. Putin zlikwidował rosyjskie bazy wojskowe na Kubie i w Wietnamie, część rosyjskich polityków i publicystów wyrażała nieuchronność wstąpienia ich kraju do NATO, wciąż krążył pomysł przestrzeni gospodarczej od Lizbony do Władywostoku, w Rosji działały amerykańskie i europejskie organizacje pozarządowe. Bush Junior zobaczył w oczach Putina człowieka honoru, a Barack Obama ogłosił reset, dzięki któremu Rosja zezwoliła na zaopatrywanie amerykańskiego wojska w Afganistanie przez swoje terytorium oraz udostępniła przestrzeń powietrzną dla sił powietrznych USA. W tej sytuacji artyści mogli skierować się ku własnemu wnętrzu i oczekiwać europowstąpienia Rosji. Okcydentalizm był na fali wznoszącej.

Jednak po krótkiej przerwie na Miedwiediewa w 2012 roku stary-nowy prezydent powrócił. I co prawda „odzyskał" dla Rosji Krym, ale też dokręcił śrubę „klasom kreatywnym", ściągnął na państwo sankcje, stagnację gospodarczą, wojnę na Ukrainie i w Syrii, a także groźbę konfliktu zbrojnego ze Stanami Zjednoczonymi. W efekcie kontakty międzyludzkie z Zachodem uległy ograniczeniu, a co najważniejsze, powrócił zimnowojenny strach przed wojną – włącznie z tą nuklearną – oraz obawa o przyszłość własną i Rosji. I co tu dużo mówić, młodemu, wysportowanemu przywódcy zaraz stuknie siedemdziesiątka. Przytył, napchał pod policzki botoksu więcej niż Cher i nieco się zużył – stał się jak brazylijski serial, który nie cieszy jak kiedyś. Niektórych zmęczył, a jeszcze inni chcieliby choćby ujrzeć potencjalnego następcę. Tylko że takiego ani widać, ani słychać.

Pesymistyczne nastroje widać w badaniach opinii społecznej z zeszłego roku. Wzrosła liczba osób, które niepokoją sankcje, brak wzrostu gospodarczego, izolacja Rosji i napięte relacje z Zachodem. Co prawda ta grupa stanowi ledwie jedną trzecią społeczeństwa, ale jeśli sytuacja gospodarcza nie ulegnie poprawie, tendencja się utrzyma. 39 proc. deklaruje pogorszenie sytuacji materialnej, a dochód połowy rosyjskich rodzin wynosi poniżej 30 tys. rubli, czyli mniej niż 1700 zł! Prawie 60 proc. Rosjan boi się o przyszłość własną i dzieci, podobnie jak wybuchu III wojny światowej.

Choć Putin pozostaje wśród młodych najbardziej cenionym politykiem, to zaufanie do niego oraz popularnych Ławrowa i Szojgu spadło niemal o połowę. I nie jest to wyłącznie efekt podniesienia w zeszłym roku wieku emerytalnego oraz stawki VAT, ale zmęczenia dotychczasową elitą, w ogóle nierozumiejącą świata młodych ludzi. Monetoczka urodzona w 1998 r. nie pamięta nikogo poza Putinem, który spokojnie mógłby być jej dziadkiem, i też dziadkowym językiem do niej mówi.

Można to porównać do recesji lat 70. na Zachodzie, która spowodowała narodziny punk rocka. Część młodzieży uciekała w słuchanie przyjemnych glam rockowców, takich jak Queen, David Bowie, T. Rex czy Kiss, ale najbardziej wojowniczy i sfrustrowani właśnie w garażowej, agresywnej muzyce znajdowali odbicie swoich emocji. To właśnie punkowcy z Sex Pistols złamali tabu Wielkiej Brytanii, nazywając monarchię faszystowskim reżimem i krzycząc do królowej: „No future for you!".

W podobnych okolicznościach utwór Ajspik pt. „Nie ma śmierci" wyrasta na hymn młodych Rosjan. Tym bardziej że towarzyszy mu wymowny, świetnie zrealizowany teledysk: dwa wampiry na tle moskiewskiego Białego Domu rozlewają benzynę i podpalają (Rosję), na tle Kremla piją krew (narodu), na tle Mauzoleum Lenina jedzą surowe mięso (martwą ideologię ZSRR), na tle Łubianki siedzą na ramionach omonowców i grają w łapki (władza utrzymywana za pomocą siły), na tle soboru Wasyla Błogosławionego wampir męski ucina głowę żeńskiemu (bezsilna, w istocie półmartwa Cerkiew). W trzy miesiące wideo obejrzało ponad 16 mln osób, a sam utwór w trakcie koncertów wywołuje zbiorowe szaleństwo.

Spaceruję po mieście zakapturzona czarną bluzą
Zazwyczaj jest tu chłodno i kręcą się źli ludzie
Nic dobrego mnie dalej nie spotka
Ale znajdziesz mnie, czekam na ciebie

Bunt, ale z umiarem

W jaki sposób władza zamierza „ukierunkować" rosyjski zef? Przede wszystkim Kreml odrobił lekcję – zakazuje zakazów i aresztowań. Dzięki wypowiedziom Putina i jego administracji każdy polityk, szef FSB, oddziałów prewencji i policji, pomyśli dwa razy, zanim odwoła koncert lub kogoś aresztuje.

Szef Wywiadu Zagranicznego Rosji zaproponował stworzenie systemu grantów dla raperów. Podczas spotkania w Dumie Żiganowi i Ptachowi również oferowano państwowe finansowanie rapu, a dodatkowo udostępnienie miejsc na koncerty, czas antenowy w państwowej telewizji i – uwaga! – możliwość używania przekleństw w czasie koncertów bez konsekwencji prawnych. Bo, wiadomo – do tej pory tego nie robili...

Dmitrij Kisielow w programie „Wiesti Niedzieli" bardzo pozytywnie opisał raperów. Wielu nazwał patriotami i kotami, co chadzają własnymi ścieżkami, podczas gdy działania władz lokalnych określił jako porażkę. Stwierdził, że już Władimir Majakowski tworzył hip hop, po czym włączono bit i redaktor Kisielow zarapował fragment wiersza poety pt. „Dobrze". Niestety, nie był to ostatni występ Dmitrija Konstantynowicza. Niedawno na YouTube pojawił się jego rapowy fleszmob „64" nawiązujący do wieku prezentera. A co ważniejsze, Kisielow został dyrektorem nowego festiwalu hiphopowego, który odbędzie w sierpniu się na Krymie.

Nie ma wątpliwości, że Kreml zlecił objęcie specjalnym nadzorem rapu czy też w ogóle młodej muzyki. Można podejrzewać, że już stworzono zespół, który przygotowuje pulę grantów dla obecnych muzyków i tych, którzy dopiero się pojawią; festiwale, na które będą miały wpływ władza i FSB, oraz przestrzeń w państwowej telewizji dla muzyki zbuntowanej, ale nie do przesady. Wzorcami są obecne kabarety wyśmiewające Putina i Miedwiediewa w sposób umiarkowany lub też stworzony przez KBG w latach 80. rockowy klub Leningradzki, gdzie funkcjonariusze przyglądali się występom Kina i Akwarium, pilnując, by młodzież się buntowała, ale bez tzw. antisowietcziny. Oczywiście na powierzchnię wypłyną także zespoły propagujące patriotyzm, tradycyjne wartości, antyamerykanizm, rosyjską historię itp.

W przeciwieństwie do innych państw próbujących wpłynąć na kształt kultury Kreml może osiągnąć sukces. Rosja posiada długą tradycję tworzenia wielkiej sztuki pod okiem władzy. Po drugie, gdy dzisiejsi dwudziesto- i trzydziestolatkowie dorosną i założą rodziny, mogą dać się skusić. Masowa publiczność i glamour to przecież marchewka, jakiej mało który artysta potrafi się oprzeć. Tym bardziej, że, mówiąc w uproszczeniu, wielu muzyków popiera politykę zagraniczną Władimira Putina.

Jednak Kremlowi nie pójdzie tak łatwo. Putin–Bortnikow–Szojgu z jednej oraz Haski–Aigel–Ajspik z drugiej mówią różnymi językami i wątpliwe, by się w ogóle rozumieli. Gdy podczas dorocznej konferencji prasowej Putina zapytano go o sprawę raperów, ten wskazał na młodzież, która oddawała życie na froncie, i wolontariuszy pracujących w trakcie piłkarskich mistrzostwach świata. Prezydent Rosji nie chce buntowników, ale pionierów szanujących nauczycieli, kochających ojczyznę i zachwyconych wielką rosyjską kulturą, przeprowadzających na pasach staruszki i sprzedających ciasteczka na rzecz weteranów i osób niepełnosprawnych. A te „gnojki"? Seks, narkotyki, rap i jeszcze depresja do tych niemądrych głów przychodzi. Jaka depresja, jakie samobójstwa? Jaka marihuana? Przecież walka o pozycję Rosję w świecie trwa. Tyle jest do zrobienia!

Można również mieć wątpliwości, czy „państwowe" festiwale i telewizja stanowią atrakcyjną ofertę dla młodych muzyków. Przecież oni od początku machnęli ręką na tradycyjny show-biznes i kierują się punkową maksymą „Do it yourself". Sami komponują i kręcą teledyski, a następnie sami je promują w internecie, gdzie osiągają kilkudziesięciomilionową publiczność. Raperzy jeszcze większą. Fakt, że Rosjanie w wieku 50+ czerpią informacje wyłącznie z telewizji, mało ich obchodzi, bo ich publiczność korzysta z internetu, a wymierać będą ci pierwsi. Oczywiście i do tego Kreml się pilnie przygotowuje, ale czy wygra batalię o świat wirtualny, jeszcze nie wiadomo. Zresztą... Część z nich była już na pierwszym kanale, w popularnym show Iwana Urganta (odpowiednik amerykańskiego Jimmy'ego Fallona), więc o co tyle krzyku?

Na razie władza zrobiła krok w tył i, tracąc twarz, zakończyła niekorzystny dla siebie konflikt. Powiedziała: popełniliśmy błąd, zakończmy kłótnie i zacznijmy współpracować. Na co młodzi odpowiedzieli grymasem twarzy i wrócili do swego świata. Są przecież zef.

Tonę w błocie w złotych kajdanach
Moja krew czystsza od czystych narkotyków
Razem z innymi skrępowali cię na placu
A ja skręcam jointy w moim nowym domu

***

Dla polskiej myśli wschodniej i polskich ekspertów od Wschodu sprawa raperów powinna stanowić lekcję. Specjaliści od kultury rosyjskiej nad Wisłą stoją nad trumną i w najlepszym razie pamiętają lata 70. Niektórzy miłośnicy Rosji jeszcze niekiedy biadolą o pierestrojce: że Wiktor Coj i Bułat Okudżawa... Ale potem wpadają w czarną dziurę. Może oprócz Zwiagincewa, bo on przecież „taki antykremlowski". Od upadku ZSRR nikt w Polsce nie bada i nie opisuje tego, co dzieje się w kulturze masowej naszego największego sąsiada. Jak więc mamy rozumieć Rosjan, skoro oprócz suchych liczb z badań opinii społecznej pozbawiamy się żywej socjologii?

Śmierci nie ma
Śmierci nie ma
Śmierci nie ma
Śmierci nie ma

Kuba Benedyczak jest analitykiem ds. Rosji w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych

* - Wszystkie wyróżnione kursywą cytaty z: Ajspik, „Nie ma śmierci"

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA