fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Benjamin Barber: Polska na łasce i niełasce Kremla

Fotorzepa, Kuba Kamiński
Zmarł prof. Benjamin R. Barber, filozof, teoretyk polityki, autor głośnej książki "Dżihad kontra McŚwiat". Przypominamy styczniową rozmowę z Plusa Minusa.

Gdybyśmy mieli do czynienia z racjonalnym zbliżeniem między rozważnymi przywódcami, należałoby z radością oczekiwać redukcji napięć między USA a Rosją. Niestety, mamy raczej do czynienia z czasowym sojuszem dwóch tyranów, z których każdy ma nadzieję przechytrzyć i wykorzystać drugiego - mówi Benjamin Barber, amerykański politolog.

"Plus Minus": Czy Donald Trump zgodnie ze swoimi zapowiedziami wyborczymi „ponownie uczyni Amerykę wielką"?

Benjamin Barber, amerykański politolog: Nie ma na to nawet cienia szansy. Trump nie rozumie ani Ameryki, ani reszty świata, a jego polityka nie daje żadnych nadziei na stworzenie silniejszych czy lepszych Stanów Zjednoczonych. Jestem przekonany, że ta administracja będzie prawdziwą katastrofą dla dobrobytu i pomyślności nie tylko Amerykanów, ale i wielu innych narodów na świecie. Paradoksalnie w samych USA ofiarami nierozważnej, by nie rzec wręcz głupiej, polityki deregulacji i ulg podatkowych dla najbogatszych w największym stopniu staną się właśnie wyborcy Trumpa. Ironia losu.

Po wygranych wyborach Trump zarzekał się, że „będzie reprezentował wszystkich Amerykanów"...

(Śmiech) Pan raczy żartować. Jak wspomniałem, Trump nie będzie w stanie reprezentować nawet tych, którzy oddali na niego głosy, czyli gorzej wykształconych i mniej zamożnych rodaków, głównie z prowincji. Jego nie interesują biedacy, potraktował ich instrumentalnie. Dla niego liczą się wyłącznie krezusi. Nigdy jeszcze w Białym Domu nie zasiadała osoba w podobnym stopniu dzieląca, polaryzująca społeczeństwo.

A jak ocenia pan jego gabinet?

Z tym zestawem generałów i milionerów nie ma najmniejszych szans na realizację zapowiadanych celów.

Jak to możliwe, skoro ma właściwie pełnię władzy? Przecież republikanie kontrolują nie tylko Biały Dom, ale i obie izby parlamentu (Izbę Reprezentantów i Senat), a wkrótce nadadzą też kształt składowi Sądu Najwyższego.

Dotknął pan sprawy, która wywołuje u mnie prawdziwe dreszcze grozy. Trump i republikańscy senatorowie wybiorą co najmniej jednego, a być może trzech sędziów Sądu Najwyższego USA. To może rzutować na kształt prawa na pokolenia. Ze spadkiem po Trumpie będziemy się więc borykać długo po upływie czterech, a nawet – przy czarnym scenariuszu – ośmiu lat jego prezydentury. Warto przy okazji przypomnieć, że w zeszłym roku Barack Obama zgodnie z konstytucją nominował swojego kandydata na sędziego Sądu Najwyższego w miejsce zmarłego Antonina Scalii, ale republikańscy senatorowie bezczelnie stanęli okoniem. Nie owijając w bawełnę, można powiedzieć, że okradli prezydenta z jego prerogatyw, używając bałamutnej argumentacji, że nie zatwierdzą jego decyzji, bo nie powinien był podejmować takiego kroku w ostatnim roku swojego urzędowania. W efekcie to Trump uzyskał pośredni wpływ na wyroki kształtujące fundamenty prawne USA.

A jak Trump może wpłynąć na świat?

Problem polega na tym, że to nie do przewidzenia.

Czy należy się spodziewać nowej ery w stosunkach USA–Rosja?

Jeśli mielibyśmy do czynienia z racjonalnym zbliżeniem między rozważnymi przywódcami, należałoby z radością oczekiwać redukcji napięć między Stanami Zjednoczonymi a Federacją Rosyjską. A w dobie dzisiejszych wyzwań współpraca na przykład w zakresie walki z terroryzmem jest palącą potrzebą. Niestety, mamy raczej do czynienia z czasowym sojuszem dwóch tyranów, z których każdy ma nadzieję przechytrzyć i wykorzystać drugiego. Dlatego wątpię, by wynikło z tego coś naprawdę owocnego. Nawet więcej, jeśli jeden z nich uzna, że został w tym układzie wykorzystany, może dojść do otwartego konfliktu.

Co to oznaczałoby dla Europy?

Wasz kontynent będzie stratny w każdym ze scenariuszy.

Może wręcz nastąpić koniec NATO?

To możliwe, bo bez silnego zaangażowania Ameryki filary sojuszu północnoatlantyckiego się rozchwieją. Teoretycznie Europa może próbować przejąć cugle. Ale czy stać ją na przejęcie wiążących się z tym kosztów? Czy kanclerz Angela Merkel potrafiłaby przekonać Niemców do takiego kroku? Wydaje się to wątpliwe.

Co więc grozi krajowi takiemu jak Polska?

Prawicowe rządy w Warszawie i Budapeszcie dodatkowo podmywają podstawy spójności i stabilności Unii Europejskiej, a wobec słabości NATO Polska może znaleźć się na łasce i niełasce Rosji.

Ale polskie władze nie wydają się specjalnie przestraszone perspektywą prezydentury Trumpa.

Rzeczywiście, rząd Prawa i Sprawiedliwości zdaje się wręcz mieć fałszywe przekonanie, że Trump jest w gruncie rzeczy ich przyjacielem. Dopiero z czasem ci politycy przekonają się, jak głęboko się mylili. Rządy Trumpa oznaczają dla wschodu Europy czasy niestabilności, niepewności, a tym samym większej podatności na wpływy Rosji. Kreml tylko na to czekał.

Prof. Allan Lichtman, okrzyknięty „profesorem-przepowiednią", ponieważ od ponad trzech dekad bezbłędnie przewidywał wyniki wyborów w USA, tym razem również celnie wskazał na Trumpa. Dodał jednak później, że w trakcie kadencji najprawdopodobniej dojdzie do impeachmentu, czyli usunięcia Trumpa z urzędu. Uważa pan, że to możliwe?

Nadzieja umiera ostatnia! Jednak wobec republikańskiej większości w Kongresie i w silnie spolaryzowanym kraju doprowadzenie do impeachmentu jest raczej wątpliwe. A jeśli nawet by do tego doszło, mogłoby to doprowadzić nawet do czegoś w rodzaju wojny domowej.

Widzi pan przyszłość w czarnych barwach. Naprawdę nie ma żadnych powodów do optymizmu?

Z całą powagą muszę powtórzyć, że wraz z erą Trumpa nadciąga katastrofa dla Stanów Zjednoczonych, Polski i reszty świata. To przełomowy moment w historii. Pewną nadzieją napawa rosnąca siła miast i ich niezależność od władzy centralnej. Wobec dysfunkcjonalnych rządów centralnych samorządy stają się ostoją normalności, postępu, tolerancji, a nawet walki ze zmianami klimatycznymi. I to dotyczy USA, ale też reszty świata, w tym Polski. Nawet jeśli rząd w Warszawie spróbuje wprowadzić najdziksze, najbardziej wsteczne zmiany, to włodarze miast takich jak Gdańsk, Wrocław, Katowice czy Warszawa, które są członkami dynamicznie rozwijającego się Globalnego Parlamentu Burmistrzów [powstanie tej platformy wymiany doświadczeń i koordynacji strategii między miastami zainspirowała książka Barbera „Gdyby burmistrzowie rządzili światem" – przyp. red.], zapewnią przetrwanie wartości postępowych. Miasto jest ostatnią nadzieją demokracji.

Prof. Benjamin Barber to jeden z najważniejszych współczesnych intelektualistów, filozof polityczny i politolog amerykański, były doradca Billa Clintona, autor m.in. książek „Skonsumowani" czy „Dżihad kontra McŚwiat"

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA