fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Michał Szułdrzyński: Wenezuela – chiński poligon doświadczalny

Studentka z Wenezueli na ulicy w Caracas
AFP
W 1998 r. dzięki obietnicy stworzenia raju Hugo Chavez został prezydentem Wenezueli. Piątego na świecie eksportera ropy naftowej miało być stać na rewolucję. Po nieudanych próbach wyjścia z kryzysu lat 80., gdy recepty przywożone przez doradców spod znaku Międzynarodowego Funduszu Walutowego nie przynosiły rezultatów, Wenezuelczycy uwierzyli w socjalizm na miarę XXI wieku.

Po dwóch dekadach skutki eksperymentu są opłakane. Ponad dwa miliony obywateli wyemigrowało, inflacja w kwietniu wynosiła 14 tys. proc., mieszkańcom brakuje nie tylko jedzenia czy leków, ale również prądu i wody. Dopóki gospodarka jako tako funkcjonowała, Chavez wygrywał wybory oraz dawał radę przetrwać popularne w tej części świata wojskowe przewroty. Ale im gorzej wyglądała sytuacja gospodarcza (czyli gdy taniała ropa), tym życie zwykłego mieszkańca stawało się coraz trudniejsze, a popularność rządzących spadała.

W okolicach 2008 r., w Wenezueli narodził się plan – zaimportować chińskie rozwiązania technologiczne do inwigilacji obywateli. W tym celu zaproszono do współpracy chińskiego giganta – firmę ZTE – do pomocy w budowie systemu „kart ojczyzny" – czipowego dowodu osobistego. ZTE we współpracy z lokalnym operatorem telekomunikacyjnym pomogło zbudować system, który stało się cennym narzędziem. Sposób jego działania opisała Agencja Reutera po wielomiesięcznym śledztwie dziennikarskim. Nowy dowód, do którego wyrobienia państwo zachęca wszystkich obywateli, pomaga władzy zbierać naprawdę potężną porcję informacji: o rodzinie, zarobkach, miejscu pracy, majątku, stanu zdrowia, otrzymanej pomocy państwowej, aktywności w mediach społecznościowych, aktywności politycznej, a nawet o tym, czy ktoś zagłosował, czy nie.

Z jednej strony państwo zachęca do wyrobienia nowych dokumentów specjalnymi bonusami, z drugiej zaś uzależnia przydział leków, żywności czy paliwa od posiadania czipowego dowodu. Dzięki temu będzie zbierać jeszcze więcej informacji na temat obywateli. A połączenie dokumentu z systemem płatniczym sprawia, że wkrótce brak „karty ojczyźnianej" uniemożliwi normalne życie.

Amerykanie oskarżają firmę ZTE o łamanie embarga poprzez dostarczanie teleinformatycznych narzędzi reżimom Korei Północnej czy Iranu. W dodatku firma ta oddaje nieocenione usługi rządowi w Pekinie, pomagając w stworzeniu systemu punktacji obywateli, który w połączeniu z 600 mln kamer ma doprowadzić do pełnej kontroli rządu nad Chińczykami. Doświadczenia zdobyte w Wenezueli pozwolą kierownictwu firmy zapunktować u władz.

Na Zachodzie ceną za rozwój technologiczny jest utrata naszej prywatności. Dopóki żyjemy w demokracji, możemy się uspokajać, że to nic strasznego. W przypadku systemów autorytarnych nie możemy mieć złudzeń – nowe technologie mają nie tyle ułatwiać obywatelom życie, ile dać rządom kontrolę nad nimi. Pytanie tylko jak długo różnica między demokracją a autorytaryzmem będzie wystarczająco widoczna.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA