fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Kto stoi za atakiem na piłkarzy Borussii Dortmund

Autobus Borussii po zamachu.
AFP
Policja i prokuratura w Karlsruhe mają poważne wątpliwości, czy za zamachem na piłkarzy Borussii Dortmund stali islamscy terroryści.

Opinia publiczna, kibice i media wydały wyrok natychmiast po pierwszych informacjach o ataku na autobus wiozący piłkarzy z Dortmundu na mecz Ligi Mistrzów z Monaco. Winą obarczono islamistów, a gdy znaleziono na miejscu zdarzenia trzy listy, nikt już nie miał wątpliwości. Mimo że policja w Dortmundzie i prokuratura w Karlsruhe – zajmująca się terroryzmem – od początku twierdziły, iż listy są „podejrzane" oraz „dziwne". Jednak gdy dzień później aresztowano obywatela Iraku, najprostsza prawda znów wydawała się oczywista.

Pomimo to policja i prokuratura robiły swoje i wątpliwości wokół ataku na autobus piłkarzy BVB gęstniały. Zatrzymany Irakijczyk Abdul Beset A. został wyłączony ze śledztwa w sprawie zamachu na Borussię. Podejrzewany jest o przynależność do tak zwanego Państwa Islamskiego (ISIS), ale o atak na piłkarzy nie.

Już kilkanaście godzin po zamachu prokuratura ustami swojej rzeczniczki Frauke Köhler wyraziła poważne wątpliwości co do autentyczności listów. Pod dość lakonicznym sformułowaniem, że „nie pasują do żadnych wzorów", kryje się stwierdzenie, że prawdopodobnie są fałszywe.

Listy były napisane po niemiecku, zaczynały się od pozdrowień dla Allaha. Zawierały listę żądań, m.in: wycofania niemieckich myśliwców Tornado z ataków na Syrię oraz zamknięcia amerykańskiej bazy wojskowej Rammstein w pobliżu Kaiserslautern.

ISIS – a wcześniej Al-Kaida czy dziś Boko Haram i inne radykalne islamskie grupy terrorystyczne – raczej nie negocjuje, nie stawia warunków. Ataki przez nie dokonywane nie są przeprowadzane, by coś uzyskać, ale wyłącznie po to, by siać strach. ISIS nie zostawiało listów, a po atakach zazwyczaj pojawiały się oświadczenia na stronie internetowej – najczęściej w formie wideo.

Tymczasem w przypadku zamachu na piłkarzy nic takiego nie miało miejsca. Dzień po ataku na stronie Antify – radykalnej bojówki lewicowej – pojawiło się natomiast oświadczenie mówiące o wzięciu odpowiedzialności za zamach, ale zniknęło niemal natychmiast.

Berlińska gazeta „Tagesspiegel" otrzymała z kolei e-mail, w którym do ataku przyznawała się skrajnie prawicowa i narodowa grupa. Można było w nim przeczytać pochwały Adolfa Hitlera i stwierdzenie, że atak był przeprowadzony jako wyraz buntu wobec polityki multikulturowej. Redakcja gazety przesłała e-mail do prokuratury.

I to właśnie hipoteza o radykalnej prawicy jest w tej chwili najuważniej badana przez prokuraturę. Warto pamiętać, że Borussia była pierwszym w Niemczech klubem, który podczas meczów wywieszał bannery z napisami witającymi uchodźców. Gdy pod koniec lat 80. wyrzucono z trybun neonazistów, stała się klubem bez określonej linii politycznej na widowni, za to – zgodnie z niemiecką tradycją klubu piłkarskiego jako ważnego ośrodka życia lokalnego – z kibicami bardzo wyczulonymi na sprawy społeczne. Poszlak, że to nie islamiści stoją za zamachem, jest więcej – materiały wybuchowe użyte do detonacji bomb rurowych wypełnionych gwoździami, śrubami i innym żelastwem pochodziły być może z zapasów niemieckiej armii. Cytowane przez „Die Welt" anonimowe źródło z prokuratury twierdzi też, że do obsługi detonatorów, które odpaliły ładunki, potrzebne było przeszkolenie wojskowe. Detonatory te są nie do zdobycia na wolnym rynku, więc to kolejna poszlaka wskazująca na osobę mającą związki z armią.

Jedynym poszkodowanym w zamachu został hiszpański obrońca BVB Marc Bartra, który do gry wróci najwcześniej za cztery tygodnie. Były zawodnik Barcelony przeszedł w nocy po ataku operację nadgarstka, usunięto też z jego ramienia odłamki szkła.

„Bild" napisał, że w jednym z zagłówków znaleziono wbitą w gąbkę śrubę, która zabiłaby osobę siedzącą na tym fotelu. Bulwarówka sugeruje, że od znacznie większej tragedii dzieliły zawodników Borussii dosłownie sekundy. Gdyby wybuch nastąpił chwilę wcześniej, zniszczenia autokaru byłyby o wiele większe i prawdopodobnie nie obyłoby się bez ofiar śmiertelnych.

Ciekawe, czy wówczas UEFA też kazałaby rozgrywać mecz niecałą dobę po ataku?

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: piotr.zelazny@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA