fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Witold Modzelewski: Czas skończyć z naginaniem prawa

Prof. Witold Modzelewski
materiały prasowe
Rejestr podatkowych korzyści, nowe deklaracje, likwidacja interpretacji – o rewolucji w podatkach mówi prof. Witold Modzelewski, współtwórca proponowanych przez PiS zmian, w rozmowie z Przemysławem Wojtasikiem.

Rzeczpospolita: Zapobieganie oszustwom i uszczelnienie systemu – taki jest cel rewolucyjnych zmian w podatkach, które mają obowiązywać w przyszłym roku. Czy podatkowi naciągacze mogą już pakować manatki?

Prof. Witold Modzelewski: Jest potrzeba, a wręcz konieczność, opodatkowania tych, którzy w ostatnich latach uchylali się od płacenia danin. Tak odczytuję werdykt wyborców. Po wprowadzeniu proponowanych zmian tzw. agresywne planowanie podatkowe będzie dużo trudniejsze. Stąd mobilizacja biznesu optymalizacyjnego, również w mediach, przeciwko tym planom.

Patrząc na nowe propozycje, widać, że na celowniku znajdą się duże firmy. Czy to one są czarnym ludem?

Projekty zmian nie dotyczą jakichś mitycznych dużych firm, lecz mogą niepokoić tych wszystkich, którzy przyzwyczaili się do niepłacenia podatków lub uzyskiwania gigantycznych zwrotów. Należą do nich koncerny międzynarodowe, które płacą podatków tyle, ile chcą. A jak nie chcą, to w ogóle. Nie jest też tajemnicą, że przez ostatnie lata największe firmy uzyskały dziesiątki przywilejów, które pomogły im uchylać się od opodatkowania. Wynikało to zarówno z tolerowania ich działań, jak i tworzenia prawa, które na to w dalszym ciągu pozwala.

Sądzę, że w imię uczciwości trzeba z tym skończyć. Jakieś mityczne duże firmy nie są i nie będą wrogiem państwa polskiego. Ale trzeba patrzeć na ręce tym, którzy twierdzą, że unikają legalnie opodatkowania – jeśli tak jest, powinni korzystać z ochrony prawnej.

Czy przy okazji walki z patologiami nie dostaną też uczciwi? Obowiązków im przybędzie, przykładowo w CIT mają wrócić składane w trakcie roku deklaracje. Z tego, co pamiętam, przedsiębiorcy przyjęli z ulgą ich likwidację.

Likwidacja deklaracji zaliczkowych była historycznym błędem, to wie każdy księgowy. Podatek stoi bowiem na deklaracjach. Bez niej władza nic nie wie. Firma w trakcie roku może płacić podatku tyle, ile chce, albo może w ogóle nie płacić. Likwidacja zaliczkowych deklaracji jest jedną z przyczyn spadku wpływów z podatków dochodowych. Konieczne jest ich przywrócenie. Jestem przekonany, że uczciwi podatnicy, a oni stanowią większość, przyjmą to ze zrozumieniem.

Hitem nowych przepisów jest pomysł na informowanie fiskusa o osiągniętych przez firmy korzyściach podatkowych (zarówno w CIT, jak i w VAT). To na pewno nie ułatwi życia przedsiębiorcom. Czy taki obowiązek jest konieczny?

Jest to rozwiązanie znane w wielu państwach, stanowi istotną część kultury podatkowej, gdzie istnieje granica między legalnym zmniejszeniem obciążeń a szarą strefą – u nas skutecznie zaciera się tę różnicę.

Dla większości firm bynajmniej nie będzie to obowiązkiem, tylko prawem. Jedynie podatnicy osiągający duże korzyści (przynajmniej 0,1 proc. rocznego przychodu, nie mniej niż 500 tys. zł) będą musieli zgłaszać je w urzędzie skarbowym.

Czy to nie jest podkładanie się fiskusowi? Będzie miał firmę na talerzu.

Większość firm nie stosuje przecież agresywnego planowania podatkowego. A ten, kto stosuje legalną optymalizację, nie powinien się tego wstydzić. Skoro są to działania legalne, może śmiało przedstawić je władzy, która zobowiązana jest do zachowania tajemnicy skarbowej. Dzięki temu zwiększy swoją wiarygodność. I nic mu się nie stanie, nikt nikomu nie zabroni przecież legalnej optymalizacji.

Z tego rozwiązania będzie mógł skorzystać każdy, kto chce zwiększyć swoją wiarygodność i transparentność działań.

Małe spółki (mające przychody do 1,2 mln euro rocznie) będą płaciły tylko 15 proc. CIT. Większe – 19 proc. Będzie więc pokusa, żeby dzielić przedsiębiorstwo na kilka spółek i odprowadzać niższy CIT. Czy to jest właśnie ta korzyść, którą trzeba będzie zgłosić skarbówce?

Oczywiście nie. Idzie bowiem o korzyści dla konkretnego podatnika. A każda spółka jest odrębnym podatnikiem. Podział przedsiębiorstwa w takiej sytuacji jest korzystny z perspektywy właściciela. Żadna ze spółek nie osiągnie więc korzyści. Tak więc o takim działaniu nie trzeba informować właściwego organu.

Proszę w takim razie o przykład korzyści, która powinna być zgłoszona fiskusowi.

Firma wnosi prawo do znaku towarowego do powiązanej spółki w Dubaju, która udziela jej licencji. Dzięki temu ma wysokie koszty uzyskania przychodów i nie płaci CIT. Tę operację wykonuje wyłącznie lub głównie w celu osiągnięcia korzyści podatkowych.

Z nowych przepisów wynika, że zgłaszanie korzyści dotyczy też wcześniejszych transakcji. Jeżeli więc operację przeniesienia znaku towarowego przeprowadzono w 2015 r., a opłaty licencyjne zostały rozłożone na trzy lata, to po wejściu w życie nowych regulacji trzeba będzie poinformować o tym fiskusa?

Jeżeli podatkową korzyść uzyskaliśmy wcześniej, to nie będzie podlegać tym przepisom. Prawo nie działa bowiem wstecz. Ale jeśli wskutek wcześniejszej transakcji będziemy osiągać korzyści już pod rządami nowych przepisów, można je (a duże trzeba) zgłosić właściwym organom.

Czy urzędnicy mają moce przerobowe do analizowania i weryfikowania wszystkich zgłaszanych transakcji?

Nie mam wątpliwości, że tak. Aparat skarbowy jest ogromny. Problem w tym, że jest fatalnie zarządzany i zdezorganizowany. Czarę goryczy przelało połączenie urzędów skarbowych z izbami. To kompletny nonsens, negatywnie oceniany przez wszystkich z wyjątkiem szefostwa Ministerstwa Finansów. Jeśli zmienimy sposób zarządzania, moce przerobowe się znajdą.

Informować będziemy o korzyściach w VAT i w CIT. A co z przedsiębiorcami płacącymi PIT?

Ujawnianie korzyści podatkowych powinno być zasadą ogólną. Na razie znajduje się w propozycjach zmian w ustawie o CIT i o VAT, ale uważam, że miejsce takiego przepisu jest w ordynacji podatkowej. Docelowo dotyczyć ma też prowadzących działalność gospodarczą osób fizycznych. Kiedyś przyjdzie moment na upowszechnienie tej zasady.

Firma opisze swoje poczynania, a administracja skarbowa oceni, czy są legalne?

Administracja może poznać fakty i poglądy prawne podatników, które musi nauczyć się szanować. Czy uzna, że jest to przesłanką bliższego przyjrzenia się działaniom firmy? Oczywiście może, ale musimy zmienić relacje między władzą a obywatelem, budując wzajemne środki zaufania – bo dziś mamy stan jawnej lub ukrytej wojny. Na pewno zgłoszenie korzyści nie będzie stanowić podstawy do wszczęcia kontroli podatkowej.

Zresztą firmy już teraz informują fiskusa o swoich działaniach. Robią to w postaci opisów stanów faktycznych we wnioskach o interpretacje. Służy to ich legalizacji. Opis sprawy musi być znacznie dokładniejszy niż w proponowanej informacji do rejestru.

Przejdźmy więc do interpretacji. Z projektu ustawy o VAT wynika, że nie będzie już można pytać o ten podatek (wyjątek dotyczy tylko wątpliwości związanych z identyfikacją towaru bądź usługi). Dlaczego?

Nic tak nie zepsuło polskiego prawa podatkowego jak indywidualne interpretacje urzędowe (zwłaszcza od 2007 r.). To jedno z największych nieszczęść naszego systemu. My już nie mamy prawa, tylko poglądy. Przepis może być jednoznaczny, ale i tak ważniejsze jest to, co powie minister finansów w interpretacji na jego temat. W praktyce wygląda to tak, że gdy przychodzi kontrola do firmy, to najpierw mówi: pokaż interpretacje. Jeśli są korzystne, opisanych w nich spraw się nie sprawdza. Pozostałe hurtem są kwestionowane. Dlatego firmy obstawiają się interpretacjami. To nie ma nic wspólnego z państwem prawa. Musimy wrócić do bezpośredniego stosowania przepisów. Nie możemy angażować władzy publicznej w niekończące się spory interpretacyjne.

Czy te interpretacje w VAT, które do tej pory chroniły podatników, przestaną obowiązywać?

Bezpośrednio nie, bo zostały wydane zgodnie z prawem, lecz każda zmiana przepisów powoduje, że interpretacja przestaje obowiązywać. Przedmiotem interpretacji jest już bowiem inny przepis. Jego zmiana powoduje, że staje się nieaktualna.

Dlaczego rezygnujemy tylko z interpretacji VAT?

Setki tysięcy indywidualnych, często sprzecznych interpretacji jest stanem patologicznym. Uważam, że z tą patologią trzeba się pożegnać. Jeśli nie będzie można zrobić tego dla wszystkich podatków, to zróbmy chociaż dla potrzeb VAT, w którym dzieje się naprawdę źle.

Po nowelizacji ustawy o CIT mała spółka zapłaci 15-proc. podatek, a prowadząca działalność gospodarczą osoba fizyczna 18, 19 (stawka liniowa) albo 32 proc. Czy nie należałoby tego ujednolicić?

Mimo obniżki stawki CIT dla małych spółek (chodzi o spółki z o.o. i akcyjne) nadal łączne opodatkowanie działalności prowadzonej w takiej formie będzie wyższe. Najpierw płaci się podatek od dochodu z działalności, a potem od dywidendy.

Generalnie nie ma przeszkód, aby w pierwszej kolejności znowelizować ustawę o CIT, a dopiero później zabrać się za PIT.

Może należy wrócić do propozycji jednej ustawy, w której jest i PIT, i CIT?

Sądzę, że jedna ustawa jest docelowym rozwiązaniem. Nie ma bowiem sensu dzielić podatku dochodowego na dwie ustawy i powtarzać 2/3 przepisów w każdej z nich. Reforma PIT jest zresztą konieczna, bo znajduje się już w stanie agonii legislacyjnej. Ustawa o PIT jest już niepoprawialna.

Czy niepoprawialny jest też VAT i trzeba było przygotować zupełnie nową ustawę?

Naprawianie obecnej ustawy o VAT jest bezcelowe, bo nikt nie zrozumiałby kolejnej kompleksowej nowelizacji każdego przepisu. Byłaby nieczytelna. Zresztą po tylu, moim zdaniem lobbystycznych, nowelizacjach podatnicy przestali ją szanować. Konieczna jest nowa ustawa o VAT – należy przywrócić powagę prawa stanowionego.

I wprowadzić system podzielonej płatności jako sposób na zapobieganie oszustwom?

Uważam, że tak. Na pewno zmniejszy to ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej. Nabywca będzie bowiem mógł (mógł, a nie musiał) zażądać od dostawcy, któremu nie do końca ufa, aby założył rachunek do wpłaty kwoty VAT. Ten rachunek będzie pod nadzorem urzędu skarbowego dostawcy. Jeżeli nabywca wpłaci pieniądze na takie konto, to nawet jeśli dostawca okaże się nieuczciwy, będzie chroniony przed utratą prawa do odliczenia. To dobre rozwiązanie dla tych, którzy chcą się zabezpieczyć przed wplątaniem w karuzelę albo inne przestępstwo podatkowe, i ochroni interes publiczny.

Kiedy nowe przepisy wejdą w życie? Z projektów wynika, że już 1 stycznia 2016 r.

To zależy od polityków i Sejmu. Jest szansa na 1 stycznia 2016 r., ale nie ma też takiej konieczności. Nowa ustawa o VAT może wejść w trakcie roku (z początkiem dowolnego miesiąca). Podobnie jest z ustawami o podatku od banków i hipermarketów. Oczywiście trzeba dać odpowiednie vacatio legis, myślę, że przynajmniej trzy miesiące.

Podsumujmy. Zanosi się na to, że prościej nie będzie. Może więc uczciwiej?

Chyba już warto skończyć liberalne ogłupianie o upraszczaniu podatków, zwłaszcza że obecne są skomplikowane i nieefektywne. Już chyba nikt nie ma nadziei, że po wejściu Polski do Unii Europejskiej możemy mieć proste prawo podatkowe. Jeżeli jednak podatnicy uznają, że jest to poprawa jakości, a nieuczciwi przestaną się czuć bezkarni, to osiągniemy oczekiwany efekt – uszczelnienie systemu i ukrócenie nadużyć.

prof. dr hab.  Witold Modzelewski, Uniwersytet Warszawski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych, członek Narodowej Rady Rozwoju, współtwórca proponowanych przez PiS zmian w prawie podatkowym

Rozmawiał Przemysław Wojtasik

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA