fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Wojciech Tumidalski: Patrzeć na ręce czy chodzić pod rękę

Trybunał Konstytucyjny
Fotorzepa / Jerzy Dudek
Rozpoczęta po dziewięciu falstartach rozprawa TK ws. wniosku posłów PiS zmierzającego do zakończenia misji Adama Bodnara na funkcji rzecznika praw obywatelskich obfitowała w sceny, które będą długo pamiętane.

Pierwsza scena: reprezentujący Sejm poseł Marek Ast z rozbrajającą szczerością wyznał prawdziwy powód wniosku – rządzący nie mają większości w Senacie, a zarazem nie są w stanie wskazać osoby, która mogłaby uzyskać poparcie opozycji. To najlepiej ukazuje kres myślenia o państwie w kategoriach ponadpartyjnych. Ale być może nie tylko o to tu chodzi, a o to, by następca Bodnara – nawet nieumocowany konstytucyjnie – wycofał kilka złożonych do sądów wniosków. Nieważne, czy legalnie. Ważne, że sąd będzie miał zgryz, czy je rozpoznać, i a nuż uzna, że nie musi.

Pomysłu na obsadę tego stanowiska PiS najwidoczniej nie ma, podtrzymując kandydaturę dr. Bartłomieja Wróblewskiego, nie do zaakceptowania dla opozycji z powodu bezpośredniego zaangażowania we wniosek do Trybunału ws. aborcji. Znamienne, że Wróblewski – wbrew publicznym zapewnieniom rządzących – nie ma nawet znaczącego poparcia wśród sympatyków prawicy, co wprost wynika z publikowanego dziś przez nas sondażu. Obywatele widzą różnicę między patrzeniem na ręce władzy a chodzeniem z nią pod rękę. Jednak Zjednoczona Prawica kandydaturę podtrzymuje, bo podsycanie sporu wokół tej kwestii jest jej na rękę. Rzecznicy urzędowali po zakończeniu swych kadencji, gdy przedłużało się wyłanianie ich następców. I nie było to dotąd problemem ani u RPO, ani w NIK, ani w NBP, gdzie obowiązują te same zasady.

W zbiorową pamięć zapadnie też zapewne kolejna scena z Trybunału, gdy przewodnicząca rozprawie Julia Przyłębska upomina Bodnara, by zwracając się do składu orzekającego, mówił „wysoki Trybunale" – jak to czynił za prezesury Andrzeja Rzeplińskiego. Czemu miało służyć to pouczenie, trudno zgadnąć. Nie stawiałbym na podnoszenie autorytetu sądu konstytucyjnego. A do rangi symbolu urośnie przepytywanie Bodnara przez sędziego Stanisława Piotrowicza. Prokuratorskie doświadczenie na pewno pomaga w przesłuchaniu, ale chce się wierzyć, że współcześnie śledczy potrafią to robić subtelniej niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu i że pytania nie muszą być pod z góry założoną tezę, która staje się aktem oskarżenia lub wyrokiem.

Czytaj także:

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA