fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Kazimierz Dadak: Plan PiS o wyborach korespondencyjnych ma szansę upaść

Fotorzepa, Robert Gardziński
Prawo i Sprawiedliwość za wszelką cenę prze do przeprowadzenia wyborów prezydenckich w maju, bo słupki są pomyślne i ujemne skutki pandemii jeszcze nie będą w pełni widoczne. Stąd ustawa o głosowaniu korespondencyjnym. Inicjatorzy tej zmiany nie biorą pod uwagę prawa niezamierzonych skutków, które głosi, że plany często nie sprawdzają się w praktyce z powodu nieprzewidzianych wydarzeń. Tak też może być w maju.

Żelazny elektorat prezydenta Dudy to są w wielkim stopniu mieszkańcy wsi, osoby starsze i o stosunkowo słabym poziome wykształcenia. Tego typu osoby źle znoszą nagłe zmiany. Jeśli kontrolowany przez opozycję senat upora się z dyskusją nad nową ustawą dopiero w 30-tym dniu, to wyborcy będą mieć do oswojenia się z nową formą głosowania co najwyżej 3 dni, a może tylko 24 godziny. To nie jest sytuacja komfortowa dla części elektoratu PiS. Co więcej, zamiast udać się do dobrze im znanego lokalu wyborczego, będą musieli wrzucić kopertę do skrzynki pocztowej, co na wsi będzie niekoniecznie rzeczą prostą. Zanim to uczynią, będą musieli zapoznać się instrukcją oddawania głosu, która to czynność w nowych warunkach jest znacznie bardziej skomplikowana niż dotychczasowa metoda.

Głosowanie korespondencyjne burzy dotychczasową rutynę dnia wyborczego elektoratu PiS – najpierw kościół, potem lokal wyborczy. Nie jest jasne, czy do 10 maja zostaną zniesione obostrzenia tyczące się poruszanie się i udziału w Mszach św., zatem grozi, że nie będzie żadnego „po kościele". Przez poprzednie miesiące ludzie z jednej strony słyszeli, że grozi koronawirus i nie wolno im wychodzić z domu, a z drugiej, że do kościoła chodzić nie muszą, bo duchowa komunia jest tak samo ważna.

Głosowanie korespondencyjne eliminuje z udziału w wyborach matecznik PiS jakim są Polacy mieszkający za granicą. Z drugiej strony, art. 17 ustawy grozi karą do 3 lat więzienia za zniszczenie karty, a każdy kto nie weźmie udziału w wyborach na mocy definicji to czyni, więc osoby, które by w ogóle nie głosowały mogą poczuć się w obowiązku zagłosować. Jest wątpliwe, żeby to przysporzyło głosów urzędującemu prezydentowi.

Przy okazji uchwalania ustawy o nowej formie głosowania po raz pierwszy doszło do rozłamu w Zjednoczonej Prawicy i fakt ten zapewne będzie mieć odbicie w wyborach prezydenckich. Aby uzyskać reelekcję, prezydent Duda musi uzyskać istotne poparcie ze strony wyborców reprezentujących centrum. Natomiast, na skutek obecnych przepychanek sejmowych J. Gowin, symbol umiarkowanego skrzydła w PiS, wyszedł z rządu. Nie przypadkiem w październikowych wyborach jego Porozumienie pozyskało więcej mandatów niż miało ich w poprzedniej kadencji, a sam Gowin wszedł do sejmu mimo tego, że startował z ostatniego miejsca na liście PiS. Jeśli A. Duda myśli o ponownej kadencji, to musi utrzymać tych wyborców, a w sytuacji, gdy Pan Prezes na oczach całej Polski traktuje Gowina jak powietrze nie będzie to łatwe.

Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. Prezydent Duda wygra pierwszą turę, ale osiągnie to w mało spektakularny sposób, co zmobilizuje cały „anty PiS" do powszechnego udziału w drugiej rundzie.

W przeszłości prawo niezamierzonych skutków działało niezawodnie. Przed wyborami w 2005 r. wybuchła afera Rywina. Ci, którzy ją nagłośnili wcale nie zamierzali utorować drogi do władzy braciom Kaczyńskim, Lepperowi i Giertychowi. Dwa lata później doszło do afery gruntowej i ponownie, ci którzy ją rozpętali nie mieli najmniejszych chęci ustąpić władzy D. Tuskowi. Tak samo inicjatorzy nagrywania rozmów polityków PO nie mieli zamiaru umościć PiS drogi do ponownego objęcia władzy. Podobnie, PiS rozpoczął wojnę z sądami i w zeszłym roku stracił kontrolę nad senatem. Jedynie przed wyborami w 2011 r. obóz rządowy nie robił poważniejszych ruchów, więc też nie mogło być niezamierzonych skutków i koalicja PO-PSL utrzymała władzę.

Nowy sposób głosowania najbardziej uderza w żelazny elektorat PiS-u. Pozbywając się Gowina PiS spalił jedyny pomost łączący go z umiarkowanym elektoratem. Te niezamierzone skutki istotnie zmieniają matematykę wyborczą i mogą zaważyć na wyniku wyborów prezydenckich.

- Prof. Kazimierz Dadak z Hollins University w Wirginii w USA

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA