fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Anarchizacja szkoły nie przejdzie - Tomasz Pietryga o pogróżkach szefa ZNP

Fotorzepa, Jakub Dobrzyński
Sławomir Broniarz, sugerując, że częścią protestu nauczycieli może być wstrzymanie promocji uczniów do następnych klas, popełnił błąd, który może go kosztować utratę neutralności rodziców w sporze z rządem.

- Strajk to nie wszystko, mamy w ręku potężny oręż, jakim jest promocja uczniów. Jeśli go wykorzystamy, edukacji grozi kompletny kataklizm z rekrutacją albo zakończeniem kolejnych cykli edukacyjnych przez dzieci, uczniów polskich szkół – powiedział w sobotę Radiu ZET Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Czytaj też:

Mimo że wkrótce potem pod wpływem politycznej nawałnicy, jaka przetoczyła się po jego słowach, przeprosił za nie, sygnał dał czytelny: mam potężny oręż i nie zawaham się go użyć.

Na wypowiedzenie takich słów szefa ZNP nie stać byłoby jeszcze miesiąc i dwa miesiące temu. Wydawało się, że upolityczniony przywódca związku nauczycieli rozgrywa swój spór z rządem, mając poparcie jedynie mniejszej części środowiska nauczycielskiego, i przypisuje sobie siłę sprawczą, której w gruncie rzeczy nie posiada.

Referenda strajkowe nawet w szkołach, w których wypływy związków Broniarza są niewielkie, zmieniły wszystko. Zdecydowana większość nauczycieli poparła protest, a najsłabszy wynik uzyskany w jednej z gmin w Zachodniopomorskiem to „jedynie" 82. To świadczy o determinacji nauczycieli. Broniarz poczuł moc, z łatwością odrzucając zarzuty polityków PiS, że reprezentuje jedynie postulaty uzwiązkowionej mniejszości.

Radykalizacji nastrojów nauczycieli pomógł zresztą sam rząd. Rozwijanie kolejnych programów socjalnych i niefortunne wypowiedzi polityków prawicy, takich jak Krzysztofa Szczerskiego o 500+, zrobiły swoje.

Do nauczycielskiego protestu ze zrozumieniem, a nawet pozytywną neutralnością podeszli rodzice. Im też trudno zrozumieć, dlaczego w kraju, w którym uruchamia się wielomiliardowe programy socjalne, tak istotna dla interesów państwa grupa zawodowa, która odpowiada za wykształcenie obywateli, pozostaje na marginesie przemian dokonujących się obecnie w Polsce.

Zrozumienie rodziców plus duża liczba nauczycielskich szabel to sporo, aby pójść na wojnę z rządem. Jednak radykalizm tego rodzaju sporów ma swoje granice. Wytycza ją dobro dzieci i systemowa przewidywalność. Broniarz, licytując się z rządem, przedstawił alternatywę. Biorąc uczniów na zakładników, zapowiedział, że odpowiedzią na niespełnienie postulatów będzie anarchizacja systemu edukacji.

Bo gdy przyjrzeć się wciąż teoretycznemu planowi protestu, który przedstawił Sławomir Broniarz, uderza on właściwie we wszelkie szczeble edukacji - od pierwszej klasy szkoły podstawowej po klasy maturalne. Zapowiedział na 8 kwietnia strajk tuż przed egzaminami gimnazjalistów/ ósmoklasistów. Później kolejny protest komplikujący egzaminy maturalne. Teraz paraliż systemu naboru do szkół i promocji do następnych klas. To z punktu widzenia dzieci, młodzieży, a także ich rodziców Armagedon. Jego skutki mogą być bardzo poważne dla indywidualnych wyborów młodych ludzi. To już za dużo. Taka forma protestu może spotkać się nie tyle z życzliwą czy neutralną reakcją rodziców, ile z otwartym sprzeciwem czy wręcz wrogością.

Trudno bowiem zaakceptować aby nauczyciel, w rezultacie szkoła będąca ważnym elementem społeczności lokalnych, nośnik wartości, a często autorytetu rozbrajał w jednej chwili wszystkie zasady.

Sławomir Broniarz w tym kontekście popełnił ogromny błąd, który nie tak łatwo będzie naprawić. Od tej pory protest który koordynuje będzie traktowany przez rodziców z dużą nieufnością, jako ten który może się obrócić przeciwko ich podstawowym prawom, jakim jest niezakłócona edukacja ich dzieci.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA