fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Za wcześnie otrąbiony sukces ekorewolucji - komentuje Tomasz Pietryga

Tomasz Pietryga
Waldemar Kompała/Fotorzepa
Może warto odpowiedzieć sobie na pytanie, jak to jest z tą ekologią. Przepisy są, gminy mają teoretycznie obowiązek zorganizować wywóz lub odbiór śmieci wielkogabarytowych spod naszych domów, a problem nie zniknął.

Przed laty byłem w małym przytulnym pensjonacie w Alpach Salzburskich. Zaraz po wprowadzeniu się do pokoju właścicielka wręczyła mi regulamin segregacji śmieci, dając do zrozumienia, że jest to sprawa dla niej niezwykle ważna. Trochę mnie przerażała perspektywa segregowania odpadów do pięciu, a może siedmiu odrębnych worków wedle niezrozumiałej instrukcji, do tego właścicielka przez kolejne dni ciągle wywierała presję, przypominając o tym obowiązku.

Można powiedzieć, że segregacja śmieci stała się motywem przewodnim tego wyjazdu na narty. Czułem się zakłopotany, że przez brak znajomości niemieckiego może nie rozdzielam odpadów zgodnie z regulaminem. Przez to zrodziła się raz w mej głowie nawet rozpaczliwa myśl, aby śmieci zabrać ze sobą do Polski...

Było to oczywiście jeszcze przed rewolucją ekologiczną w Polsce. Dziś segregowanie odpadów stało się codziennością również dla nas, a podział odpadów na frakcje nie budzi przerażenia. W Austrii problem śmieci rzeczywiście wyeliminowano i jest to dziś kraj niezwykle czysty. W Polsce, owszem, dużo mówi się o ekologii, a niebycie „eko" jest po prostu mało trendy. My też musimy segregować odpady do pięciu odrębnych worków, myjąc przy tym dokładnie każde plastikowe opakowanie po serku czy jogurcie. Jednak ta ekosatysfakcja szybko mija, gdy pojedziemy do pierwszego lepszego podmiejskiego lasu. Pełno tu dzikich wysypisk mebli, wersalek, starych telewizorów i wszystkiego, co już niepotrzebne w domach, a nie da się upchać w ekologicznym worku.

Bo do lasów miejska rewolucja ekologiczna ciągle nie dotarła. A ekostratedzy, kreśląc kolejne etapy walki ze śmieciami, dzieląc je na kolejne frakcje, zapomnieli, że problem śmieciowy nie ogranicza się do opakowań po serkach.

Może warto odpowiedzieć sobie na pytanie, jak to jest z tą ekologią. Przepisy są, gminy mają teoretycznie obowiązek zorganizować wywóz lub odbiór śmieci wielkogabarytowych spod naszych domów, a problem nie zniknął. Mieszkańcy ciągle wolą wywozić stare meble do lasu. Czy winny jest teoretyczny, życzeniowy system, a może brak konkurencji na rynku wywozu odpadów, przez co ceny usług nie skłaniają mieszkańców do legalnego pozbywania się śmieci?

Może, zamiast tworzyć kolejne kolory worków na odpadki, warto pomyśleć również o tym problemie. Bo chyba za wcześnie otrąbiono sukces ekologicznej rewolucji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA