fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Z przetargami śpieszmy się powoli - komentuje Marek Kobylański

Marek Kobylański
Fotorzepa / Robert Gardziński
Nowe prawo zamówień publicznych, przygotowywane przez rząd premiera Morawieckiego, może się odbić czkawką po jesiennych wyborach. Niedopracowane przepisy to zawsze problem.

Dzięki procedurze zamówień publicznych daje się przekuć na konkretne inwestycje fundusze polskich samorządów, instytucji publicznych, te w dyspozycji rządu, a także te, które możemy spożytkować dzięki funduszom unijnym. W związku z tym kwestia ta powinna być należycie uregulowana.

Czytaj także:

Projekt nowego prawa zamówień publicznych rodził się długo, bo od czerwca 2018 r. Ma ono ułatwić życie małym i średnim przedsiębiorstwom, wyrównać pozycję wykonawcy (firmy) i zamawiającego, zakłada też zmiany w postępowaniu odwoławczym.

Jedną z ciekawszych propozycji jest powołanie Izby Koncyliacyjnej w Krajowej Izbie Odwoławczej. Ma rozpatrywać spory między firmami prowadzącymi już inwestycje a podmiotami publicznymi. Dogadywanie się przed komisją miałoby trwać do sześciu miesięcy.

Wszystko dlatego, że strona rządowa uważa, iż nie wystarczą przepisy pozwalające sprawnie wyłonić wykonawcę publicznej inwestycji. Partnerom takiego przedsięwzięcia trzeba też pomóc w razie sporu. Takie uzasadnienie nie wzięło się z kosmosu, bo co jakiś czas słyszymy o tego typu sporach. Szukanie drogi do ugody może pomóc inwestycji. Oczywiście nie załatwi to sprawy, gdy wykonawca ma np. kłopoty finansowe. Wtedy – już tak się zdarzało – potrzebna będzie wyciągnięta publiczna ręka z pieniędzmi.

Gdy do ugody przed Izbą Koncyliacyjną nie dojdzie, partnerzy zamówienia publicznego – tak jak dziś – spotkają się w sądzie. Eksperci zwracają uwagę, że koncyliacja może więc wydłużyć rozstrzygnięcie sporu, a to nie pomoże inwestycji z kłopotami.

Nowe prawo zamówień publicznych nakazuje się też liczyć z innym problemem. Miałoby obowiązywać od 2020 r., żeby firmy i sektor publiczny oswoiły się z nowymi przepisami, szczególnie że od 2021 r. do wykorzystania będzie kolejna transza funduszy unijnych i procedury przetargów publicznych będą w nich ważne. Trzeba się więc śpieszyć, bo w tym roku wybory do Sejmu, a w przypadku nowego rozdania priorytety mogą być już inne. Pośpiech to jednak zły doradca. Jeśli wziąć jeszcze pod uwagę spore zastrzeżenia, jeśli chodzi o prowadzenie konsultacji przy wcześniejszych pomysłach PiS, to niewykluczone, że rynek zamówień publicznych dostanie przepisy niedoskonałe, a do tego na ostatnią chwilę. To nie jest dobry scenariusz. Jeśli się ziści, może negatywnie zaskoczyć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA