fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga: Temida w wydaniu egzotycznym

Mateusz Morawiecki
Fotorzepa/ Robert Gardziński
Premier Mateusz Morawiecki, odnosząc się w zachodnich mediach do konfliktu wokół sądów, nie po raz pierwszy zachowuje się jak słoń w składzie porcelany.

Uogólnienia i stereotypy nigdy nie służą merytorycznej dyskusji. A te z żelazną konsekwencją stosuje premier, wypowiadając się o sądownictwie. Tworzy obraz skorumpowanej Temidy, której bliżej do republik zakaukaskich niż cywilizowanego świata, lub sięga po porównania z pozostałościami państwa Vichy. Ten ton zastosował też w ostatnim wywiadzie dla niemieckiego „Die Welt". Mówiąc o potrzebie dekomunizacji sądów, wskazał na obecnych sędziów, których w latach 90. szkolili komunistyczni poprzednicy. Morawiecki takimi wypowiedziami raczej nie pomaga PiS w sporze o sądy – ani w kraju, ani w UE. Co więcej, wręcz osłabia narrację prawicy o konieczności zmian.

Argument o potrzebie dekomunizacji był już wielokrotnie obalany. Owszem, państwo nigdy nie rozliczyło się z sędziami – funkcjonariuszami PRL, co jest poważnym zarzutem, jednak po 30 latach zrobił to po prostu czas. Jeszcze bardziej kosmicznym argumentem jest wskazywanie na potrzebę dekomunizacji mentalnej sędziów. Czytaj: ludzi urodzonych również w latach 80., którzy o PRL tylko słyszeli. Czy ktoś na uniwersytetach czy aplikacjach miałby kształtować ich na komunistyczną modłę?

Trudno zrozumieć, dlaczego premier używa tak abstrakcyjnych zarzutów, mając w ręku realne argumenty: przewlekłe procesy, instytucjonalną alienację, czy wyroki, w których więcej jest formalizmu niż sprawiedliwości. To patologie, które uzasadniają zmiany. Morawiecki, stosując swoją argumentację, daje się łatwo punktować nie tylko samym sędziom, ale i opozycji, która wytyka PiS nominację prokuratora Piotrowicza do TK. A kierując przekaz do zagranicznych słuchaczy, pewnie wprawia ich w osłupienie. Dla nich argument „oczyszczenia mentalnego po PRL" jest wręcz kosmiczny.

Na pocieszenie dla premiera niezrozumieniem sytuacji wykazał się też wiceprezes niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego Stephan Harbarth. Były wysoki polityk CDU/CSU, odnosząc się do słów Morawieckiego, wskazywał, że w wielu krajach UE, także w Niemczech, parlamenty mają duży wpływ na wybór sędziów. Przyznał jednak, że różnice są, bo polski rząd „po prostu próbuje wygryźć opozycję, obsadzając sądy według swoich politycznych wyobrażeń". To zdanie pokazuje nie tylko jego kompletne niezrozumienie sytuacji w Polsce, ale też patrzenie na relacje politycy–sędziowie z diametralne innej perspektywy – dla nas mimo wszystko egzotycznej.

Czytaj też:

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA