Opinie

Lekcja historii dla pana prezydenta

Fotorzepa, Roman Bosiacki
W Leżajsku prezydent wygłosił bardzo ciekawy wykład historiozoficzny. To dobrze, że prezydent sięga do historii – ta jest wszak nauczycielką narodów. Warto jednak nieco uzupełnić jego wywód, z którego wynikałoby, iż sensem istnienia Unii Europejskiej jest nękanie Polski. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie.

Prezydent, oburzając się na, nadmierne jego zdaniem, zainteresowanie jakim w UE cieszy się dokonywana przez PiS reforma sądownictwa, oświadczył m.in. że Polacy „mają prawo mieć swoje oczekiwania wobec Europy, która nas zostawiła w 1945 r. na pastwę Rosjan”. Jako że prezydent wspomina to w przededniu swojej wizyty w Białym Domu, warto mu przy tej okazji przypomnieć, że rozgrywającym w obozie aliantów w latach 1944-1945, kiedy decydowała się nasza powojenna przyszłość, był nie Charles de Gaulle i nie Winston Churchill – ale Franklin Delano Roosevelt, a potem Harry Truman. A to, jak prezydent Duda, jako miłośnik historii doskonale wie, byli prezydenci USA. Ciekawe czy Andrzej Duda przypomni o tym Trumpowi? Podczas wizyty prezydenta USA w Polsce tego argumentu nie używał – a przecież skoro Polacy „mają prawo mieć oczekiwania wobec Europy”, w związku z tym co wydarzyło się w 1945 roku, to jeszcze bardziej mają prawo mieć oczekiwania wobec USA w związku z tamtymi wydarzeniami. Patrioty w prezencie, śmigłowce za pół ceny, dywizje USA na całej wschodniej granicy Polski – czekamy niecierpliwie.

W kontekście słów o 1945 roku znacznie ciekawsze jest jednak to, co prezydent mówił później o „wyimaginowanej wspólnocie, z której niewiele dla nas wynika”. Czyli - o Unii Europejskiej, która, jak chce prezydent, powinna „zostawić nas w spokoju i pozwolić naprawiać Polskę”.

Otóż warto, by pan prezydent Andrzej Duda pamiętał co legło u fundamentu UE. UE – najpierw jako Europejska Wspólnota Węgla i Stali, potem jako EWG i Wspólnota Europejska – nie została stworzona po to, aby nękać Polskę, ale po to, by taki kraj jak Polska miał w Europie coś do powiedzenia – a nie był swobodnie przesuwany po politycznej mapie (tudzież z niej zdejmowany) przez sąsiednie mocarstwa. Kraj, który jest położony między Niemcami a Rosją i który odwraca się od UE przypomina karpia domagającego się szybszego nadejścia świąt Bożego Narodzenia, ponieważ lubi bombki na choince i zapach makowca. Nie bierze jednak pod uwagę, uwagi, że sam wówczas ląduje na talerzu.

Mało tego: skoro dziś prezydent Duda jednym tchem mówi o wyimaginowanej wspólnocie, w tym samym przemówieniu stwierdzając, iż „chce, żeby Polska była normalnym krajem, takim samym, jak bogate kraje Unii Europejskiej, (…) żeby był taki poziom życia”, to powinien spróbować dodać dwa do dwóch. Czy według niego kraje UE stały się bogate mimo UE? Dlaczego w takim razie kraje byłego bloku sowieckiego tak bardzo chcą się dostać do Wspólnoty, a zanim się do niej dostaną jakoś znacząco bogatsze się nie stają. Czy Europa przed Unią, złożona z państw regularnie rzucających się sobie do gardła, była bogatsza czy biedniejsza niż obecnie? Czy na pewno zazdrościmy dziś np. Macedonii tego, że jest poza „wyimaginowaną wspólnotą” i nikt się jej do niczego nie miesza?

Tak, panie prezydencie, przed kolejnym przemówieniem warto odrobić pracę domową z historii. Bo nie rozumiejąc przeszłości, zbudujemy przyszłość, w której po raz kolejny okaże się, że - jak pisał Jan Kochanowski - Polak i "przed szkodą i po szkodzie głupi". Wariant: boso, ale w ostrogach przerabialiśmy już bowiem w II RP. I, jak wynika z pana przemówienia, bez sukcesów.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL