fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Załóżmy, że nie jest za późno na pokonanie dżihadystów

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Terroryści wciąż znajdują sposób, by wstrząsnąć światem Zachodu. Przeprowadzić kolejny zamach o przerażającej symbolice, inny niż poprzednie. Tym razem było to uderzenie świadczące o tym, jak bezradna jest stolica Europy.

Nawet w kluczowej fazie walki z terroryzmem - bo trudno inaczej nazwać okres świeżo po złapaniu w Brukseli najbardziej poszukiwanego zamachowcy dżihadysty Saleha Abdeslama - nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa w tak ważnych miejscach jak lotnisko i stacja metra, położona tuż obok instytucji unijnych.

Wiele wskazuje na to, że wtorkowy atak na Brukselę to kolejny etap scenariusza zastraszania Zachodu przez tzw. Państwo Islamskie. Z jego poprzednimi odcinkami mieliśmy do czynienia między innymi w Paryżu, Kopenhadze, a także w odwiedzanych przez turystów zachodnich miastach świata islamu. Wykonawcy byli młodzi, zazwyczaj zradykalizowali się niedawno, a na organizację zamachu musieli wydać niewielkie sumy.

Narzuca się pytanie, jak to możliwe, że grupy prostych młodzieńców z dzielnic imigranckich oraz arabskich miasteczek, tak łatwo mogą wstrząsać potężnym, pewnym siebie Zachodem? Jak zawsze w wypadku terroryzmu - odpowiedź jest wielowątkowa, odwołuje się do nauk społecznych, sytuacji ekonomicznej, psychologii.

Ale ten terroryzm, fundamentalistów muzułmańskich, jest wyjątkowy, jego głównym elementem jest religia czy raczej swoiście rozumiane podejście do islamu. I to zarówno ze strony samych zamachowców, jak i środowiska, w którym się obracają. Organizatorzy listopadowego ataku na Paryż unikali złapania przez policję (Abdeslam przez ponad cztery miesiące), także dlatego że wielu mieszkańców imigranckich dzielnic takich jak brukselski Molenbeek identyfikuje się z terrorystami i z dżihadem, a nie z państwami, które przygarnęły ich przodków.

Nie wiemy, ilu z milionów mieszkających w Europie muzułmanów uważa za bohaterów terrorystów spod czarnej flagi tzw. Państwa Islamskiego, ale jest ich wystarczająco dużo, by strach panował na całym kontynencie. Przerażająca wyjątkowość dzisiejszego terroryzmu islamskiego polega bowiem również na tym, że jego wrogiem jest cały Zachód, a nawet więcej - cały świat, któremu bliżej do Zachodu, niż do skrajnej wersji sunnickiego islamu. Terroryzm Basków uderzał w fundamenty Hiszpanii, Irlandzkiej Armii Republikańskiej - w cele brytyjskie. Dżihadyści mogą się wysadzić wszędzie, pociągając do grobu setki Europejczyków.

Walka z wyjątkowym terroryzmem musi być wyjątkowa, pełna determinacji i czasem bezwzględna. Na to Europa najwyraźniej nie była dotychczas gotowa. A może uważała, że jest już za późno, bo dzielnic imigranckich, czasem w środku starych europejskich miast, nie da się tak po prostu zlikwidować? Podobnie jak przekonać sfrustrowanych młodych muzułmanów, by zajęli się reformowaniem religii, tworzeniem euroislamu, zamiast gloryfikowaniem terrorystów islamskich.

Załóżmy, że nie jest za późno. Czyli że Europa musi wspólnie prowadzić tę wyjątkową walkę. Bo z każdym następnym zamachem terrorystów islamskich rośnie ryzyko rozpadu Unii Europejskiej, począwszy od odłączenia się Wielkiej Brytanii. Wydarzenia w Brukseli i słabość starej Europy wobec radykałów islamskich to poważny argument dla przeciwników przyjmowania imigrantów w nowej Europie. Jak bowiem wytłumaczyć wyborcom, że za jakiś czas obok siedziby rządu będą mieli swój Molenbeek?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA