fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ochrona środowiska

Projekt PiS nie uratuje drzew przed wycinką

123RF
By stare drzewa nie znikały, gminy muszą mieć prawo sprzeciwić się wycince na prywatnej posesji.

Nie będzie przywracania zezwoleń na usuwanie drzew i krzewów na prywatnych działkach, a jedynie prosta rejestracja planowanej wycinki. W piątek do Sejmu wpłynął projekt nowelizacji ustawy o ochronie przyrody, autorstwa PiS. Jest szansa, że zostanie uchwalony na rozpoczynającym się w środę posiedzeniu Sejmu. Prawnicy i samorządowcy uważają, że nowela nie uratuje drzew.

Posłowie PiS proponują, by właściciel nieruchomości zgłaszał w urzędzie gminy czy miasta planowaną wycinkę. W zgłoszeniu musi podać: datę wycinki, numer ewidencyjny nieruchomości oraz liczbę drzew lub wielkość powierzchni krzewów planowanych do usunięcia. Urzędnik będzie musiał zgłoszenie przyjąć.

– To w zupełności wystarczy, by nie dochodziło do niekontrolowanych wycinek – uważa Wojciech Skurkiewicz z PiS, poseł sprawozdawca.

Kiepski pomysł

Inaczej uważa Stefan Jacyno, adwokat i wspólnik zarządzający w kancelarii Wardyński i Wspólnicy.

– Tego typu zgłoszenie miałoby sens, gdyby gminy otrzymały prawo wniesienia sprzeciwu od wycinki, by jej zapobiec. A tak będą prowadzić jedynie inwentaryzację ściętych drzew – mówi Stefan Jacyno.

Podobnie uważa Michał Olszewski, wiceprezydent Warszawy.

– Ta nowela nie pomoże ani drzewom, ani przyrodzie. To jak leczenie gangreny plastrami – kwituje. – Gminy będą miały tylko więcej pracy. Poza tym nic się nie zmieni. Drzewa jak były wycinane w niekontrolowany sposób, tak będą – dodaje wiceprezydent Olszewski.

Według niego to gminy powinny mieć prawo decydowania, kto może wyciąć drzewo i na jakich zasadach.

– Dziś ustawa o ochronie przyrody pozwala samorządom jedynie zliberalizować ustawowe przepisy. Nie mogą ich zaostrzyć, np. wprowadzić zezwoleń na wycinkę na prywatnej posesji – tłumaczy.

I dodaje, że to gmina najlepiej wie, jakie zasady wycinki są dla niej najodpowiedniejsze.

Kara po wycince

Ponadto zgodnie z projektem PiS pięć lat od daty wycinki na nieruchomości nie będzie można prowadzić działalności gospodarczej.

– Chodzi o to, by prywatni właściciele nie wycinali drzew tylko po to, by później sprzedać nieruchomość deweloperowi – wyjaśnia Skurkiewicz.

I zapewnia, że nie utrudni to życia osobom, które na swojej posesji prowadzą np. warsztat czy gabinet lekarski. Pod warunkiem oczywiście, że wytną drzewo w celach czysto prywatnych.

Będą też kontrole sprawdzające, czy przepisy są przestrzegane. Minister ochrony środowiska ma wydać rozporządzenie, w którym określi, kto i na jakich zasadach będzie je przeprowadzał.

– Dajemy mu pełną swobodę w tym zakresie – mówi Wojciech Skurkiewicz. – Osobie, która złamie zakaz, będą grozić wysokie kary. Wyniosą dwukrotność opłaty z tytułu usunięcia drzewa lub krzewu, jaką płacą firmy.

Są to bardzo wysokie kwoty. Przykładowo za jedno drzewo o obwodzie 150 m trzeba będzie zapłacić karę 150 tys. zł (ustawowa stawka 500 zł razy obwód 150 cm razy 2).

Kary mogą być niższe w gminach, które uchwaliły swoje niższe stawki do wyliczania opłaty za wycinkę. Przykładowo w gminie Powidz w woj. wielkopolskim wynosi ona 60 zł. Tam więc kara za za usunięcie drzewa o obwodzie 150 cm wyniesie 18 tys. zł.

Pierwsze czytanie projektu PiS ma odbyć się we wtorek na sejmowej Komisji Środowiska. Jeśli zostanie uchwalony, wejdzie w życie 14 dni od publikacji w Dzienniku Ustaw.

Na wtorek planowane jest też pierwsze czytanie projektu PO. Posłowie opozycji proponują powrót do zasad obowiązujących przed 1 stycznia br., tj. przywrócenie zezwoleń na wycinkę na prywatnych posesjach. Zlikwidował je PiS, uchwalając 16 grudnia 2016 r. nowelę prawa o ochronie środowiska w Sali Kolumnowej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA