fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Frankowicze: ugoda z bankiem to dobre rozwiązanie

Kredyt frankowy
Adobe Stock
Może w reakcji na wezwanie szefa KNF oraz przegrywane sprawy banki wypracują inne stanowisko w sprawie układania się z frankowiczami – uważa Ewelina Stobiecka, radca prawny, partner zarządzający w kancelarii Taylor Wessing w Warszawie oraz koordynator Międzynarodowego Centrum Mediacji.

Szef Komisji Nadzoru Finansowego zalecił frankowiczom polubowne załatwianie sporów z bankami. Czy ma szanse powodzenia?

To zależy od sytuacji konkretnego klienta banku. W mojej praktyce spotkałam wiele osób, które nie mają czasu na spory sądowe, a są dobrymi klientami banku, zależy im, by go nie zmieniać, i chcą ugody. Niestety, na razie skłonność banków do takich ugód jest znikoma.

Czytaj także: Frankowicze: czas na przełom w sprawach kredytów 

Nie chcą się układać, choć coraz częściej przegrywają, zwłaszcza po znamiennym wyroku TSUE?

Na razie tak to wygląda. Może jednak w reakcji na wezwanie szefa KNF oraz przegrywane sprawy i kształtującą się niekorzystną dla banków linię orzeczniczą wypracują wkrótce inne stanowisko. Niektóre mogą też czekać na rozstrzygnięcie w drugiej instancji. Na razie czas pracował dla nich, bo w związku z pandemią rozpatrywanie spraw znacznie się wydłużyło. Niektórzy klienci banków wzywają jednak także do próby ugodowej jeszcze przed złożeniem pozwu. To nie tylko sposób na przerwanie biegu przedawnienia, ale i swoisty akt dobrej woli, świadczący, że klient chce się porozumieć z bankiem. Znam kilka przykładów, kiedy takie zawezwania zostały złożone wraz z konkretną propozycją ugodową, w tym zamiany kredytu na złotowy od chwili jego udzielenia, co sugeruje KNF. Do ugody jednak nie doszło, choć klient chciał dopłacić sporą kwotę do tego, co już zapłacił, a co wychodziło z rachunku, gdyby przyjąć, że kredyt został udzielony jak złotowy. Wiele innych osób z różnych przyczyn na pewno też chciałoby szybko pozbyć się kredytu, nie tylko z powodu jego wysokości, ale np. aby nieruchomość po prostu sprzedać. Zdarza się także, że kredyt spłacają wspólnie byli małżonkowie, którzy nie chcą dłużej tkwić w tym krępującym układzie.

Załóżmy, że bankowi zależy na kliencie i spróbuje ugody. Czy rzeczywiście będzie to szybsze załatwienie sprawy niż w sądzie?

Tak myślę. Można złożyć zawezwanie do próby ugodowej. Wtedy sąd wyznacza specjalne posiedzenie. Jeśli do ugody dojdzie, to sąd ją zatwierdza i ma ona moc wyroku. Druga możliwość to zawarcie ugody poza sądem, np. przed mediatorem. Można tu wykorzystać np. ośrodek mediacji przy KNF. Taką ugodę można też skierować do sądu do zatwierdzenia. Sądy bardzo szybko je zatwierdzają, choćby po to, by poprawić sobie statystyki. Można też zawrzeć zwykłą ugodę pozasądową.

Frankowicze mogą się jednak obawiać, że taka ugoda nie będzie skuteczna.

Wiele zależy od tego, jak się ją sformułuje. Można np. wykorzystać instytucję tzw. zwolnienia z długu. To odpowiednik zrzeczenia się roszczenia w postępowaniu sądowym, kiedy zawierając ugodę, zrzekamy się wszelkich roszczeń na przyszłość. Wtedy strony ustalą, że klient jest winien bankowi określoną kwotę, a same parametry spłaty są modyfikowane. Przy odpowiednim sformułowaniu takich ugód podważenie ich byłoby bardzo trudne, chyba że ktoś dowiódłby nadzwyczajnych wad oświadczeń woli, np. działanie pod wpływem groźby.

Klienci, którzy się zawiedli na bankach, mogą nie ufać różnym podobnym klauzulom...

A ja sobie wyobrażam, że jeżeli bank podejdzie do klienta bardziej indywidualnie i np. poprzez swojego pełnomocnika w sprawach ugód omówi warunki takiej ugody – może zyskać zaufanie, szczególnie jeśli klientowi na takiej ugodzie zależy. Oczywiście inne wrażenie może wywołać, jeśli zadziała urzędniczo i schematycznie, po prostu wysyłając „ugodowy" aneks do umowy kredytowej, odbity w setkach tysięcy identycznych egzemplarzy dla różnych bądź co bądź klientów. Gdy takich kredytów dany bank udzielił tysiące, to oczywiście indywidualne podejście do każdego klienta jest trudne, ale jest jak najbardziej możliwe, bo przecież kredytobiorcy sami się też grupują np. wokół jednego pełnomocnika, który ich reprezentuje w sądzie, czy w ramach różnych stowarzyszeń. Poza tym banki mogą i powinny opracować kilkuwymiarową „macierz decyzyjną" w sprawie ugód, grupując klientów i ich roszczenia według konkretnych kryteriów pomagających wystosować w miarę zindywidualizowaną propozycję ugody. To, co musi być uwzględnione w takiej macierzy, to m.in. data udzielenia kredytu, z czym wiąże się oczywiście kurs oraz wielkość dotychczasowych przepływów, termin, na jaki został udzielony, problem spreadu czy sytuacja osobista kredytobiorców. To leży także w interesie banków, o ile chcą w miarę sprawnej spłaty tych kredytów i pozbycia się ze swojego portfela tych trudnych długów. W obecnej, szczególnej sytuacji kryzysu wywołanego pandemią można się przecież spodziewać, że niejeden klient ogłosi np. upadłość konsumencką. Wtedy odzyskanie od niego pieniędzy jest znacznie trudniejsze, a sprzedawanie takich wierzytelności – też niełatwe.

Gdyby jednak wybrać scenariusz sądowy, to pewnie trzeba się uzbroić w cierpliwość?

Frankowicze rzeczywiście już długo czekają na wyroki we wszczętych sprawach. Na dodatek nawet jeśli sąd wyda wyrok i unieważni starą umowę kredytową, to nie wylicza szczegółowo spłaty kredytu – tu i tak jest potrzebne porozumienie banku z klientem. Trzeba też zauważyć, że na prowadzeniu sprawy sądowej zależy wielu kancelariom wspomagającym frankowiczów i liczącym na premię od wygranej kwoty. Nie zawsze są to uczciwe firmy/praktyki, czym zajmuje się już także UOKiK. Jednak biorąc pod uwagę wyraźne sugestie KNF, myślę, że banki będą skłonne do ugód. To z kolei może prowadzić do szybszej spłaty kredytów i innych korzystnych zdarzeń, np. uwolnienia nieruchomości będącej zabezpieczeniem kredytu klienta i swobodnego nią obrotu. Ugoda może być też korzystna dla banku z punktu widzenia jego pozycji rynkowej i wiarygodnej wyceny aktywów. Szczególnie w dobie pandemii, kiedy wielu kredytobiorców, także innych klientów banków traci zdolność spłaty swoich kredytów, bank musi stosować wyższą wagę ryzyka dla takich zagrożonych kredytów. Jeśli do tego dołożymy tysiące spraw frankowiczów, w których już w zdecydowanej większości wydawane są wyroki unieważniające umowy kredytowe, to grozi to oczywiście destabilizacją systemu bankowego. Uważam, że w historii frankowiczów w Polsce potrzebny jest reset i spojrzenie obu stron tej historii przez pryzmat rachunku zysków i strat przy uwzględnieniu wszystkich okoliczności. Patrząc zaś przez pryzmat takiego rachunku, niejednokrotnie najrozsądniejszym (dla obu stron) rozwiązaniem jest właśnie ugoda, co przyznała już także sama KNF.

Rozmawiał Paweł Rochowicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA