fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzeum Historii Żydów Polskich

Piotr Wiślicki: Mieliśmy umowę, że wynik konkursu na dyrektora POLIN będzie respektowany

Piotr Wiślicki, szef Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny
materiały Muzeum Polin
Przewodniczący Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny, reprezentujący jednego z trzech założycieli Muzeum POLIN, uważa, że wicepremier Piotr Gliński powinien zaakceptować kandydaturę Dariusza Stoli na dyrektora muzeum POLIN. - Mieliśmy umowę, że wynik konkursu na dyrektora będzie respektowany – mówi Piotr Wiślicki.

– Mieliśmy umowę, że wynik konkursu na dyrektora muzeum będzie respektowany niezależnie od tego, kto nim zostanie – mówi Wiślicki.

Tłumaczy, jakie są konsekwencje braku decyzji szefa resortu kultury: – Dostajemy informacje od darczyńców o wstrzymaniu wsparcia. Przypomina również, że „jedna z najważniejszych instytucji żydowskich na świecie jest bez kapitana". Sytuacja ta „stopniowo przekreśla wszystko dobre, co dla kultury żydowskiej wydarzyło się w ostatnich latach – np. 100 mln zł na kapitał żelazny na rzecz Cmentarza Żydowskiego w Warszawie".

"Rzeczpospolita": Od dwóch miesięcy wicepremier Piotr Gliński analizuje rekomendację komisji konkursowej w sprawie powołania na stanowisko dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN prof. Dariusza Stolę. Jest Pan zaskoczony taką sytuacją?

Piotr Wiślicki, prezes Stowarzyszenia ŻIH: Oczywiście, że jestem zaskoczony i bardzo zasmucony. Ale na wstępie, dla wyjaśnienia kontekstu muszę odwołać się do historii powstania muzeum i dokumentów. Muzeum zostało wymyślone prawie 30 lat temu przez Stowarzyszenie ŻIH – muszę tu wymienić kluczowe nazwiska – Grażyny Pawlak i Mariana Turskiego, choć osób zaangażowanych było oczywiście więcej. W 2005 r. została podpisana umowa pomiędzy miastem st. Warszawa reprezentowanym przez śp. Lecha Kaczyńskiego, ministra kultury Waldemara Dąbrowskiego oraz prof. Jerzego Tomaszewskiego reprezentującego Stowarzyszenie. Było to bodaj pierwsze trójstronne porozumienie o partnerstwie prywatno - publicznym w kulturze. Na bazie tej umowy powstało muzeum. 40 procent wszystkich kosztów inwestycji poniosło Stowarzyszenie, a po 30 procent miasto Warszawa i ministerstwo. Myśmy zebrali 165 mln zł na muzeum i realizowane przez nie programy. To był wielki sukces, 600 darczyńców z całego świata. Dlatego nie można powiedzieć, że jest to tylko państwowe muzeum.

Przeczytaj komentarz Jerzego Haszczyńskiego: POLIN to sukces w dziedzinie, w której nie mamy ich wiele 

Dzisiaj muzeum jest finansowane przez ministerstwo kultury, w takiej samej wielkości przez miasto Warszawa. Stowarzyszenie do dziś bardzo mocno wspiera jego działalność i to w zakresie dużo większym niż wynika z umowy. Po otwarciu muzeum zebraliśmy na ten cel ponad 22 mln zł. Nowy statut podpisany w 2016 roku mówi jednoznacznie, że dyrektora muzeum wybiera i odwołuje minister przy akceptacji wszystkich trzech założycieli. Musi być w tym zakresie jednomyślność. W lutym kontrakt prof. Dariusza Stoli, który jest współtwórcą jego największych sukcesów, skończył się.

I wtedy Stowarzyszenie ŻIH oraz miasto Warszawa jednoznacznie opowiedziały się za przedłużeniem kadencji prof. Stoli. Dopiero po namowach ministra kultury zgodziły się na przeprowadzenie konkursu. Minister zapowiedział wtedy, że będzie respektował efekt pracy komisji konkursowej?

- Od półtora roku działaliśmy w kierunku przedłużenia kontraktu dla prof. Stoli, tak jak się to dzieje w wielu innych instytucjach, np. Muzeum Powstania Warszawskiego. Ale jeżeli jeden z założycieli nie chciał przedłużyć kontraktu, a taka była decyzja wicepremiera Glińskiego, miał do tego prawo.

Nikt tego nie kwestionuje...

- To prawda. Po długich negocjacjach z udziałem wicepremiera oraz pana prezydenta Rafała Trzaskowskiego, zgodziliśmy się na wniosek ministra kultury na międzynarodowy konkurs. Uzgodniliśmy regulamin. Skład sądu konkursowego został wybrany w sposób uczciwy, sprawiedliwy i demokratyczny. W jego skład weszło 15 członków - po dwóch miało stowarzyszenie, dwóch miasto, dwóch ministerstwo, pozostała dziewiątka to związki zawodowe, związki muzealnicze, organizacje żydowskie i społeczne – wiele uznanych autorytetów. W trakcie negocjacji nie było mowy o tym, że ktoś jest nasz, lub wasz, wszystkich wybrano w trakcie wspólnych negocjacji z wicepremierem Glińskim i wiceministrem Sellinem. Konkurs został wygrany 11 głosami na 15 przez prof. Stolę. Na spotkaniu, które miało miejsce pod koniec lutego z udziałem wicepremiera Glińskiego, wiceministra Sellina, prezydenta Trzaskowskiego oraz mnie nie tylko zgodziliśmy się na konkurs, ale też podaliśmy sobie ręce i powiedzieliśmy, że zwycięzca konkursu – niezależnie od tego kto nim zostanie, niezwłocznie zostanie powołany na stanowisko dyrektora. Dla mnie ta deklaracja jest równie ważna, co wszystkie umowy. Dlatego dzisiejsza sytuacja jest tak zadziwiająca. Tym bardziej, że po wyborze prof. Stoli gratulowały nam autorytety z całego świata. Gratulowali głównie tego, że trzy różne środowiska potrafiły się dogadać – słyszeliśmy wręcz opinie, że rozwiązaliśmy gigantyczny problem, który mógł skończyć się kolejną awanturą.

Po ustaleniu reguł tego postępowania w wydanym oświadczeniu Stowarzyszenie ŻIH stwierdziło, że „osiągnięty kompromis jest jeszcze jednym dowodem, że muzeum POLIN zostało zbudowane na idei dialogu i porozumienia". Czy dzisiaj wicepremier Gliński łamie te uzgodnienia?

- Nie lubię ostrych sformułowań. Nie wiem, na czym stoimy, bo wicepremier nic nie podpisał. Nie powiedział: nie zgadzam się z wyborem komisji konkursowej. Przypomnę, że muzeum jest miejscem dialogu. Podczas napięcia związanego z ustawą o IPN muzeum było najwspanialszym ambasadorem polsko-żydowskiego dialogu na świecie.

Dlaczego uważa Pan, że było?

- Bo nagle dostajemy informacje od darczyńców o wstrzymaniu wsparcia, ostatnio na kwotę 1,5 mln zł. Inni mówią - my poczekamy. Tylko dlatego, że jedna z najważniejszych instytucji żydowskich na świecie jest bez kapitana. Żeby było jasne – pełniący obowiązki dyrektora, zresztą rekomendowany przez Stowarzyszenie, Zygmunt Stępiński to świetny, doświadczony manager. Ale jest powołany na tymczasowego zarządzającego. Sytuacja zawieszenia ma natomiast wpływ na wizerunek muzeum na świecie. A sygnał, który idzie z Polski jest taki: nie potrafią się dogadać. Nie wiadomo, co z muzeum. I stopniowo sytuacja ta przekreśla wszystko dobre, co dla kultury żydowskiej wydarzyło się w ostatnich latach - np. 100 mln zł na kapitał żelazny na rzecz Cmentarza Żydowskiego w Warszawie, przejęcie i dokapitalizowanie przez państwo licznych muzeów do niedawna prowadzonych przez lokalne samorządy jak Treblinka, Sobibór czy Bełżec czy ochrona tak ważnych strażników pamięci jak budynek Szpitala Dziecięcego Bersohnów i Baumanów.

Czy sponsorzy planowanych wystaw w muzeum mają rzeczywiste podstawy do obaw?

- Jeżeli trzech partnerów nie potrafi się dogadać – oczywiście. Darczyńcy mówią nam tak: wy zbieracie na instytucję, która nie jest zorganizowana do końca. Oni nie wiedzą, co będzie dalej, jakie będą realizowane programy, tworzone wystawy. A to są programy wieloletnie.

Czy zagrożone jest funkcjonowanie Muzeum w oparciu o formułę trzech filarów - udziału państwa, Stowarzyszenia ŻIH oraz samorządu warszawskiego?

- Wszystko opiera się na statucie muzeum. Nie można go zmienić bez zgody wszystkich założycieli. Ale po co psuć coś, co jest dobre i skuteczne i dobrze służy narodowym interesom? Muzeum jest lokomotywą, która w dobrym kierunku ciągnie dialog polsko – żydowski na świecie. Ja reprezentując środowisko żydowskie gwarantowałem, że jesteśmy w stanie jednak, pomimo dużych różnic, dogadać się i nadal prowadzić dialog. Wciąż głęboko w to wierzę. Ale stanie się to wtedy, gdy wszyscy będziemy respektować statuty i słowa sobie dane. Niepokoję się tą zwłoką. Może są ważniejsze sprawy w ministerstwie niż muzeum POLIN? Nie wiem.

Pana zdaniem jest podstawa, aby wicepremier mógł unieważnić konkurs?

- Nie ma podstawy do nieuznania warunków konkursu. Oczywiście dalej wszystko można sobie wyobrazić, ale uważam, że powinniśmy wszyscy respektować ustalenia, to kwestia i etyki i interesu narodowego. Na dziś - minister kultury nie odrzucił wybranego w konkursie kandydata. To jest dobra wiadomość. Niepokojący jest natomiast upływający czas i napięcie, które wokół tej sprawy powstaje. Aby kontynuowany był dialog polsko – żydowski w najważniejszej na świecie instytucji służącej temu celowi potrzebny jest kapitan. Przypomnę, że prof. Stola jest wybitnym historykiem o międzynarodowej renomie, który stworzył wokół tego muzeum bardzo ważny ośrodek edukacyjny, wystawienniczy, naukowy i wydawniczy. Dzięki temu Muzeum jest wspaniałym ambasadorem Polski na świecie – wszyscy liczymy, że takim pozostanie.

- rozmawiał Marek Kozubal

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA