Mieszkaniowe

Gdzie nie chcemy mieszkać

123RF
Klienci szukający mieszkań w Warszawie najczęściej odrzucają Białołękę. Śródmieście odstrasza ich wysokimi cenami. Lubią Żoliborz, Ochotę, Mokotów.

- W każdym mieście są miejsca, które nie cieszą się szczególną estymą wśród nabywców mieszkań - mówi Marcin Jańczuk, ekspert sieciowej agencji Metrohouse. Agencja po raz dziewiąty przygotowała zestawienie warszawskich dzielnic, które nie są zbyt często pierwszym wyborem osób poszukujących nieruchomości w stolicy.

- W poprzednich edycjach antyrankingu mało zaszczytne pierwsze miejsce przypadało na zmianę Białołęce i Rembertowowi. Tym razem na topie znalazła się ponownie Białołęka (70 proc. wskazań) - podaje Marcin Jańczuk. - Przez wielu potencjalnych nabywców mieszkań ta dzielnica jest bezpodstawnie skreślana na samym początku poszukiwań lokum. Najczęściej zarzucamy jej zbyt dużą odległość od centrum miasta i problemy z komunikacją. Jest to o tyle ciekawe, że jeszcze kilka lat temu klienci podawali te same argumenty. Wtedy jednak nie było jeszcze mostu i tramwaju umożliwiającego szybki dojazd do metra na Młocinach.

Drugie miejsce w zestawieniu zajmuje Rembertów, który uzyskał 57 proc. negatywnych głosów. - Oznacza to spadek o 10 pkt proc. w porównaniu z wynikiem z zeszłego roku. Jest to optymistyczna wiadomość, ale w świadomości nabywców mieszkań nie jest to lokalizacja, która nadaje się idealnie na zakup nowego mieszkania - mówi Marcin Jańczuk. - Powód jest dość prozaiczny. Na terenie dzielnicy przeważają domy jednorodzinne, które zdominowały kierunek rozwoju budownictwa w tej części miasta. Podobnie jest z trzecią w kolejności Wesołą (43 proc. wskazań), gdzie pojawiają się głosy o braku dostatecznej oferty mieszkaniowej oraz odległości dzielącej lokalne inwestycje do centrum miasta. Na czwartym miejscu w zestawieniu znalazł się Ursus, który uzyskał 39 proc. negatywnych głosów, a piąte – Wawer (21 proc.) - podkreśla.

I dodaje, że choć czołówka rankingu nie przynosi zaskakujących rozstrzygnięć, to warto zwrócić uwagę, że odpowiedzi świadczą o tym, jak bardzo zmienia się postrzeganie okolic w zależności od tego, co dzieje się na danych obszarach. - Praga-Północ, która przez wiele lat znajdowała się w ścisłej czołówce niechętnie wybieranych dzielnic, dziś ma bardzo dobry wynik - tylko 11 proc. negatywnych odpowiedzi (w 2017 r. – 37 proc.). Kupujący podkreślają unikatowy charakter dzielnicy, bliskość do centrum miasta, czy coraz bogatszą ofertę kulturalną - opowiada Marcin Jańczuk. - Warto też zwrócić uwagę na Targówek, który jeszcze przed rokiem miał 14 proc. negatywnych odpowiedzi, a dziś „odstrasza" tylko 5 proc. ankietowanych. Z pewnością jest to efekt coraz bliższej daty otwarcia stacji metra w tej dzielnicy, co znacznie ułatwi komunikację i poprawi wizerunek inwestycyjny okolicy. Natomiast zaskakuje wynik Śródmieścia (15 proc. odpowiedzi vs. 2 proc. w 2017 r.). Jak widać, wysokie poziomy cen skutecznie odstraszają potencjalnych nabywców.

Antyranking Dzielnic Metrohouse pokazuje też lokalizacje, które są na liście życzeń potencjalnych nabywców. - Podobnie jak przed rokiem znalazły się tam Mokotów, Ochota, Ursynów, Wola, Żoliborz i Praga-Południe. Ta ostatnia dzielnica po raz pierwszy znalazła się w prestiżowym gronie lokalizacji, które w ostatnim roku były pożądane przez klientów. Duża w tym zasługa intensywnie rozwijającego się segmentu mieszkań deweloperskich, który powoduje, że o Pradze-Południe przestajemy mówić w kontekście blokowisk i starych kamienic - opowiada Marcin Jańczuk.

Jak powstaje antyranking

Każdego roku agenci nieruchomości Metrohouse działający w Warszawie i okolicach otrzymują do wypełnienia ankietę, w której muszą odpowiedzieć na pytanie, które z dzielnic cieszą się najmniejszym zainteresowaniem wśród nabywców mieszkań. Agenci w ankiecie wskazują dowolną liczbę obszarów.

Wysoki odsetek odpowiedzi dotyczący danej dzielnicy oznacza, że jest ona najczęściej odrzucana przez potencjalnych nabywców, podczas gdy brak wskazań oznacza, że agenci nie spotkali się w swojej pracy z kategorycznym wykluczeniem określonych dzielnic z kręgu poszukiwań lokalizacji do zamieszkania.

- Należy pamiętać, że choć klienci deklarują często niechęć do określonych obszarów miasta, nie jest to jednoznaczne z małym udziałem transakcji w danych dzielnicach. Wręcz przeciwnie - często okazuje się, że magnesem „niepopularnej" dzielnicy są ceny, nieosiągalne w innych częściach miasta. Początkowe sceptyczne nastawienie do zakupu w tym miejscu mieszkania może więc zaowocować transakcją - mówi Jańczuk.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL