fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Apartament na 5 metrach kwadratowych

Wola Kwadrat - minimieszkania na warszawskim osiedlu mają kilkanaście mkw.
materiały prasowe
Szafa, łóżko, miniłazienka i aneks kuchenny. Moda na mikromieszkania nie mija.

- Projektanci liczą, że powiedzenie "ciasne, ale własne", znajdzie odzwierciedlenie w statystykach sprzedaży. Na takie lokale często decydują się dużo podróżujący biznesmeni i inwestorzy, którzy przeznaczają mikroapartament na wynajem krótkoterminowy - opowiada Barbara Bugaj, analityk Cenatorium i urban.one. - Trend dotarł już do Polski.

Analitycy sprawdzili, gdzie sprzedają się najmniejsze - i najdroższe - mikromieszkania w naszym kraju. - Jak w 2010 r. informował The Telegraph, jedno z najmniejszych mieszkań świata znajduje się w Rzymie. Jest położone w budynku przy placu świętego Ignacego, kilkaset metrów od Panteonu - opowiada Barbara Bugaj. - O jego wyjątkowości nie świadczy jednak doskonała, turystyczna lokalizacja... lecz powierzchnia: nieco ponad 5 metrów kwadratowych. Na takim metrażu udało się zmieścić łazienkę z prysznicem i umywalką oraz - poziom wyżej - platformę z jednoosobowym łóżkiem. W mieszkaniu znalazło się nawet okno, ale by je otworzyć, trzeba wspiąć się na łóżko. Kuchni niestety nie przewidziano, co - biorąc pod uwagę kulinarne bogactwo Rzymu - może wcale nie być wadą. Cena takiego lokalu była jednak kosmiczna. W 2010 roku został wystawiony na sprzedaż za równowartość 200 tys. złotych - podaje.

Jeszcze dalej próbują pójść Chińczycy, którzy w obliczu kryzysu mieszkaniowego w mieście Wuhan postanowili stworzyć kilkadziesiąt kapsułowych mieszkań o powierzchni 4,6 mkw. Każde jest przeznaczone dla dwóch osób. - Podobny trend, choć nie na taką skalę, można też zaobserwować w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej. Gęstniejące centra miast i rosnąca liczba singli sprawiają, że pojawił się popyt na miniaturowe mieszkania, w bardzo dogodnych lokalizacjach - mówi Barbara Bugaj. - Ta moda dotarła też do Polski. W niektórych miastach powstały już nawet aparthotele, całe budynki z takimi minimieszkaniami, które przypominają bardziej hotele niż bloki mieszkalne. To umożliwia obejście rozporządzenia Ministerstwa Infrastruktury, które zakazuje budowania mieszkań o powierzchni mniejszej niż 25 mkw. W aparthotelach takie lokale są sprzedawane lub wynajmowane jako przestrzeń użytkowa, a nie mieszkaniowa.

Jak podaje urban.one, w kilku miastach Polski mikromieszkania to jednak nie nowy wynalazek. Wiele takich lokali można bowiem znaleźć nawet w kilkudziesięcioletnich - i starszych - budynkach. Według danych zebranych przez urban.one, najmniejsze zarejestrowane mieszkanie w Warszawie znajduje się na warszawskim Targówku, przy ul. Barkocińskiej. - Ma niespełna 13 mkw. Lokal kosztował 85 tys. zł. Z kolei najdroższe minimieszkanie w stolicy znajduje się w odrestaurowanej, luksusowej kamienicy przy ul. Waliców. 13-metrowy lokal sprzedano tam za prawie 172 tys. zł - podaje Barbara Bugaj.

Dodaje, że większymi mieszkaniami może się pochwalić Trójmiasto. - Najmniejsze mieszkanie ma tam nieco ponad 15 mkw. Znajduje się w Gdańsku przy ulicy św. Ducha. Kosztowało jednak aż 186 tys. zł. Najdroższe z małych mieszkań w Trójmieście znajduje się przy samej Bazylice Mariackiej. Nowy właściciel, za mieszkanie o powierzchni przekraczającej nieco 17 mkw. zapłacił aż 330 tys. zł - podaje urban.one.

Najmniejsze mieszkanie w Krakowie przy ulicy Szenwalda również ma powierzchnię nieco ponad 15 mkw. Kosztowało ponad 120 tys. zł. - Z kolei prawie 19-metrowy lokal przy al. Słowackiego, w wyremontowanej kamienicy z mikroapartamentami, kosztował 246 tys. zł - podaje Barbara Bugaj. Najmniej małych mieszkań jest we Wrocławiu. Najmniejsze znajduje się przy ul. Dąbrowskiego. Za 14,5 mkw. lokalu z antresolą nowy właściciel zapłacił 140 tys. zł. Z kolei najdroższy wrocławski minilokal to prawie 20-metrowe mieszkanie przy ul. Dembowskiego. Kosztowało 172 tys. zł.

- Minimieszkanie może być interesującym rozwiązaniem zarówno dla młodych osób przyjeżdżających do dużego miasta na studia, jak i dla kadry menadżerskiej - komentuje Barbara Bugaj. - To alternatywa dla rodziców tych pierwszych, zamiast opłacania wynajmu przez pięć lat studiów. Mikroapartamenty mogą być też ciekawą propozycją dla pracowników wyższego szczebla, którzy w tygodniu mieszkają w mieście, a w weekendy wracają do domu w innej części kraju - dodaje.

Nie można też zapominać o tych singlach, którzy nie potrzebują więcej przestrzeni. - Jeśli nie pojawią się żadne odgórne ograniczenia, rynek najmniejszych mieszkań powinien tylko rosnąć. Mamy tylko nadzieję, że nie skończy się jak w Matrixie, w malutkich kapsułach, które będą całym naszym życiem - podsumowuje przedstawicielka Cenatorium.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA