fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Schizofrenia pod kontrolą

Adobe Stock
Zmiany w podejściu do leczenia pacjentów psychiatrycznych oraz nowe osiągnięcia farmakologii mogą pomóc chorym wrócić do ich własnego życia – przekonują eksperci.

Schizofrenia jest chorobą o wielu odcieniach, tajemniczą, niezrozumiałą dla otoczenia chorego i niepojętą dla niego samego. Wypracowanie u pacjenta świadomości, że powinien korzystać z pomocy medycznej, jest traktowane przez specjalistów jako sukces terapeutyczny. Objawy schizofrenii są burzliwe i wpływają na funkcjonowanie w środowisku chorego, prowadzą do izolacji i wykluczenia społecznego.

W związku z tym konieczna jest pomoc najbliższych i ich zaangażowanie w opiekę nad chorym. Według statystyk na każdego pacjenta ze zdiagnozowaną schizofrenią przypada około dziesięć osób z jego najbliższego otoczenia, które bezpośrednio dotknięte są konsekwencjami choroby. Jest ona dziś na pierwszym miejscu w rankingach jednostek chorobowych powodujących niezdolność do pracy oraz na czwartym w wydatkach na świadczenia.

Objawy pojawiają się w młodym wieku i pociągają za sobą stopniowe pogorszenie funkcjonowania pacjenta. Od 80 do 85 proc. osób, u których wystąpił pierwszy epizod schizofrenii, pojawia się on po raz kolejny. Hospitalizacje nie są krótkie. Sama diagnostyka wymaga długich obserwacji. Epizod zwykle trwa od jednego do sześciu miesięcy i po tej burzy następuje okres tzw. objawów negatywnych. W tym czasie obniża się zdolność funkcjonowania w pracy i w relacjach społecznych. – Tymczasem pacjenci niechętnie kontynuują leczenie, więc objawy powracają i podczas kolejnego epizodu ponownie trafiają do szpitala – przyznali eksperci na spotkaniu z dziennikarzami, które odbyło się 8 kwietnia podczas 27. Europejskiego Kongresu Psychiatrii.

– Pomyślmy o sytuacji, gdy lekarz przepisuje nam antybiotyk i mówi, że mamy go brać przez dziesięć dni – mówił profesor Istvan Bitter z Wydziału Psychiatrii i Psychoterapii Uniwersytetu Semmelweis w Budapeszcie. – Czy zawsze zużyliśmy każdą tabletkę przepisanego nam leku? Wyobraźmy sobie, że są ludzie, którzy w ogóle nie wierzą, że są chorzy i z tego powodu porzucają leczenie. A przecież tak długo, jak pacjent będzie przyjmował lek, nie będzie się u niego pojawiał epizod i nie trafi do szpitala - przekonywał.

Profesor Bitter zaprezentował badania przeprowadzone na Węgrzech z udziałem 10 tys. respondentów. Wynika z nich, że zaniechanie leczenia po pobycie w szpitalu jest kluczowym problemem chorych na schizofrenię. – Wiele osób przestaje przyjmować lek już po upływie pierwszego miesiąca – powiedział, prezentując dane. – Po trzech miesiącach połowa pacjentów przerywa terapię, a po roku prawie wszyscy zarzucają leczenie. Te statystyki dotyczą chorych przyjmujących leki w tabletkach. Jeśli spojrzymy na dane fińskie, okazuje się, że ponad połowa pacjentów po przepisaniu leków nie idzie do apteki i ich nie wykupuje. Natomiast znacznie lepiej przedstawia się sytuacja, gdy mówimy o substancjach długo działających, podawanych w postaci iniekcji.

Profesor Bitter podkreślił, że największa liczba pacjentów, u których następuje nawrót choroby, którzy muszą być hospitalizowani, a także umierają z powodu schizofrenii, to są właśnie ci, którzy nie przyjmują leków. Ten wniosek wynika również z badań prowadzonych przez 20 lat w Finlandii. Stan zdrowia osób ze schizofrenią, częstość występowania u nich epizodów wymagających hospitalizacji jest bezpośrednio związana z formą stosowanej terapii. Im mniej jest ona uzależniona od samodyscypliny pacjenta, tym dłuższe okresy dobrego funkcjonowania. Dlatego też, im dłużej działają terapie w iniekcjach, tym lepsze są wyniki leczenia. Badania węgierskie i fińskie potwierdzają, że leki podawane co dwa tygodnie, raz na miesiąc lub nierefundowane jeszcze w Polsce leki aplikowane raz na kwartał są nadzieją dla chorych na schizofrenię i ich rodzin.

Taki kierunek w leczenia wpisuje się w światowe tendencje i zmiany zachodzące w podejściu do pacjenta psychiatrycznego. Profesor Silvana Galderisi, prezes Europejskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, podkreśliła, że współczesne leczenie powinno odbywać się w środowisku pacjenta, a nie łóżku szpitalnym. Prekursorskie programy dają bardzo obiecujące rezultaty. Mają na celu opiekę nad chorym poprzez zwiększenie dostępu do placówek pobytu dziennego, poradni, wyspecjalizowanego personelu, a także transformację świadomości rodzin pacjenta, gdzie nadal wydaje się, że najłatwiej umieścić go w szpitalu. Dostęp do opieki we własnym środowisku i leki długo działające zmniejszają ilość epizodów, poprawiają stabilne funkcjonowanie i przywracają choremu na schizofrenię jego własne życie.

To nie są hipotezy ani pieśń przyszłości. Jak podał profesor Wolfgang Gaebel z Uniwersytetu Heinricha Heinego w Düsseldorfie, dzięki transformacji opieki psychiatrycznej, w Monachium, mieście liczącym 1,2 mln mieszkańców, rocznie hospitalizowanych jest 2,5 tys.pacjentów. Dla porównania w 400-tysięcznym Szczecinie liczba ta wynosi ok. 4 tys.

W Polsce program opieki środowiskowej przyjęło początkowo 10 proc. placówek, po czym 7 proc. wycofało się z projektu. Powodem był brak środków na tę transformację.

Materiał ze spotkania z dziennikarzami podczas 27. Europejskiego Kongresu Psychiatrii w Warszawie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA