fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Publicysta "Jerusalem Post": Minister zrujnował cel rządu

AFP
"Nie zajmujemy się niuansami, unikamy finezji" - słowa rzecznika izraelskiego MSZ z 2014 roku cytuje w swoim komentarzu do bieżącego kryzysu w relacjach polsko-izraelskich publicysta "Jerusalem Post", Herb Keinon.

Zdaniem publicysty nowo powołany p.o. szef dyplomacji, Israel Katz, udowodnił, że słowa te są prawdziwe, gdy - "12 godzin po objęciu stanowiska najważniejszego dyplomaty państwa zaatakował Polaków, podtrzymując dyplomatyczny kryzys wywołany przypadkowo przez Benjamina Netanjahu w ubiegły czwartek w Warszawie".

Publicysta przytacza następnie słowa ministra, który w rozmowie z lokalnym radiem stwierdził m.in. że "Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki".

Keinon odnotował też, że polski ambasador w Izraelu, Marek Magierowski, nazwał wypowiedzi ministra "rasistowskimi", co jest "całkowicie nieakceptowalne".

Zdaniem publicysty Katz powinien był przed wygłoszeniem takiego komentarza "zatrzymać się na chwilę i spytać sam siebie, co chciałby osiągnąć, jakie są cele Izraela".

"Czy celem powinien być szczyt Grupy Wyszehradzkiej w Izraelu, ponieważ służy interesowi Izraela polegającemu na stworzenie sojuszu w ramach UE, aby neutralizować antyizraelskie rezolucje? Jeśli tak, to minister spraw zagranicznych powinien zrobić wszystko, by zapewnić, że szczyt będzie miał miejsce. Co jest, przy okazji, tym co zrobił Netanjahu w piątek doprecyzowując publicznie swoją wypowiedź o współpracy Polaków z nazistami" - pisze Keinon.

"Jeśli z kolei, celem jest pokazanie nagiej prawdy o współpracy Polaków z nazistami przy każdej możliwej okazji - co jest uprawnionym, a niektórzy powiedzieliby, że honorowym celem - w porządku, ale wtedy trzeba wiedzieć, że płaci się za to dyplomatyczną cenę, w szczególności przy obecnym prawicowym rządzie w Warszawie" - dodał publicysta.

"To, czego nie należało robić, to postawienie sobie jednego celu, a potem podjęcie działań, które go sabotują" - podkreślił Keinon.

Publicysta stwierdza następnie, że obecny rząd Izraela postawił sobie za cel zorganizowanie szczytu V4 w Jerozolimie. "Niektórzy uznają, że cel cel ten nie był wart tego, by poświęcać dla niego historyczną prawdę. Ale to jest cel, który postawił sobie rząd: a działania Katza go zrujnowały" - pisze.

"Pytanie brzmi jednak, czy była to propozycja albo-albo. Czy mogło albo dojść do udziału Polski w szczycie, albo do (mówienia o) prawdzie historycznej? Czy nie było trzeciej drogi?" - pyta.

Następnie publicysta zauważa, że Katz mógł powiedzieć: "Prawda o sprawie jest taka, że niektórzy Polacy - niezbyt wielu z nich - współpracowali z nazistami. Z drugiej strony nie możemy zapominać o tych prawych Polakach, którzy ryzykowali życie, aby ratować Żydów".

"To byłaby droga środka. Byłoby to wierne historii, a także możliwe do przełknięcia dla polskiego rządu - nie byliby zachwyceni, ale nie odwołaliby udziału w szczycie" - podsumowuje publicysta.

"Ale to wymagałoby niuansowania i finezji" - dodaje.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA