fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Skandal w EasyJet. Kazano Szkotce udać się do „ambasady” w Londynie

Fotorzepa, Piotr Guzik
EasyJet popełnił wielkie faux pas na swoim rodzimym rynku. Szkotce, której skradziono dowód osobisty, zabroniono wejść na pokład i kazano odwiedzić jej „ambasadę” w Londynie. Która nie istnieje.

Tani brytyjski przewoźnik znalazł się w ogniu krytyki po tym, jak jego pracownicy potraktowali Szkotkę Carrie Ruxton, która miała wykupiony bilet na lot z Londynu do Szkocji. Kobieta wybrała się w lipcu na wakacje z dziewięcioletnią córką do stolicy Wielkiej Brytanii, gdzie podczas spaceru po Covent Garden skradziono jej torebkę, w której miała wszystkie dokumenty, w tym dowód osobisty i prawo jazdy, a także kartę kredytową i gotówkę.

Jak donosi „The Independent”, Szkotka zgłosiła sprawę policji, która zapewniła ją, że będzie mogła wsiąść do samolotu bez konieczności okazywania dowodu, wystarczy, że poda na lotnisku numer referencyjny przestępstwa. 

Czytaj także:  EasyJet ostro krytykowany za najkrótszy lot w Wielkiej Brytanii 

Kobieta skontaktowała się przed lotem z biurem obsługi klienta EasyJeta, by mieć pewność, że zostanie dopuszczona na pokład. Tam spotkała ją niemiła niespodzianka. Powiedziano jej bowiem, że nie ma możliwości wsiąść do samolotu bez ważnego dokumentu ze zdjęciem i polecono jej, by skontaktowała się ze swoją „ambasadą w Londynie”.

Problem w tym, że nie istnieje coś takiego, jak szkocka ambasada w Londynie, jako że mieszkańcy Szkocji są obywatelami Wielkiej Brytanii. Kiedy kobieta zwróciła na to uwagę pracownikowi EasyJeta, usłyszała tylko w odpowiedzi to samo – by zwróciła się do swojej „ambasady” albo urzędu paszportowego. Nie pomogło jej powoływanie się na słowa funkcjonariuszy policji ani fakt, że była obywatelką Wielkiej Brytanii. Kobieta udała się więc do urzędu paszportowego (choć jej paszport leżał bezpiecznie w jej domu w Szkocji), tam jednak usłyszała, że urzędnicy nie mogą nic zrobić, ponieważ „nie zgubiła swojego paszportu i nie potrzebowała dowodu, by wrócić do Szkocji”. Czego pracownicy EasyJet jednak nie rozumieli.

Zgodnie z polityką przewoźnika, brytyjscy pasażerowie na trasach krajowych mogą wejść na pokład samolotu tylko po okazaniu ważnego dokumentu ze zdjęciem, takiego jak dowód osobisty czy prawo jazdy.

Kobieta ostatecznie kupiła bilet na pociąg do Szkocji dla siebie i swojej córki za 150 funtów pożyczonych od znajomego w Londynie. Po powrocie do domu i ponownym skontaktowaniu się z biurem obsługi klienta EasyJeta, przewoźnik zaoferował jej voucher w wysokości 50 funtów, jednocześnie karcąc ją za to, że nie poszła za radą pracownika linii i nie odwiedziła swojej „ambasady” w Londynie. Szkotka odrzuciła voucher, twierdząc, że nie jest wystarczający i chciałaby otrzymać przeprosiny i pełen zwrot kosztów za bilet kolejowy. Zwróciła przy tym uwagę na „rażące braki w wiedzy” pracowników EasyJeta na temat obywatelstwa w Wielkiej Brytanii.

O sytuacji zrobiło się głośno w mediach i wielu internautów zaznaczało, że zachowanie pracowników przewoźnika było rasistowskie i nieprofesjonalne. EasyJet ostatecznie przeprosił pasażerkę „za niedogodności” i obiecał zwrócić jej koszt biletu lotniczego.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA