fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Prezes Suchoja nie dzwonił do Putina. Samoloty będą latać

Bloomberg
Zapewne nigdy się nie dowiemy, czy Igor Ozer, prezes Sukhoi Company, po katastrofie SSJ100 na lotnisku Szeremietiewo natychmiast dzwonił do prezydenta Putina. — Prezydent Rosji w tej sprawie nie podejmuje żadnych decyzji — zapowiedział Jewgienij Dietrich, minister transportu.

Rosjanie robią wszystko, żeby nie upolitycznić katastrofy. W przypadku Boeinga prezes Dennis Muilenburg natychmiast dzwonił do prezydenta Donalda Trumpa, bo bardzo chciał zapobiec uziemieniu MAXów przez Federalną Agencję Lotnictwa (FAA). Po świecie latało ponad 370. Prezydent USA wówczas powiedział, że Maxy są zbyt skomplikowane dla niektórych pilotów, bo to „wyższa szkoła jazdy”. W rzeczywistości tak nie jest. To nie jest całkowicie nowa konstrukcja, a niektóre z rozwiązań są technologicznie bardziej zaawansowane w B737 NG.

Uziemienia nie ma

W przypadku Suchojów uziemienia nie ma, ale te maszyny poza Rosją latają jedynie w Meksyku i są we flocie niskokosztowego przewoźnika Interjet. Meksykanie zapewniają teraz, że postępują ze swoją flotą zgodnie z instrukcjami wydanymi przez producenta. Niemniej jednak w kilka godzin po katastrofie w rosyjskiej sieci pojawiła się petycja podpisana przez 50 tys. osób domagających się przynajmniej uziemienia SSJ100 do czasu wyjaśnienia tragedii. Do dnia dzisiejszego SC dostarczył , bądź przyjął zamówienia na 226 SSJ100. 93 z tych maszyn zostało zwróconych do producenta, bądź firm leasingowych, uległo wypadkom, bądź po kilkuletniej eksploatacji nie nadaje się do serwisowania, albo stoi w hangarach, bo nie ma na nie chętnych. 

Postępowanie Rosjan po lotniczej tragedii jest zupełnie inne, niż było to po katastrofach dwóch B737 MAX. Aerofłot nie czekając na odczyt z czarnych skrzynek, które powinny umożliwić ustalenie przyczyn katastrofy, natychmiast zadeklarował wypłacenie odszkodowań: miliona rubli dla tych pasażerów, którzy wyszli z tego nieszczęścia bez szwanku, dwa miliony dla tych, którzy zmuszeni byli szukać pomocy medycznej i wreszcie 5 mln rubli dla rodzin ofiar, które zginęły w wypadku. Boeing, co do którego już nie ma wątpliwości, że zawinił swoimi procedurami, milczy na temat pieniędzy. I tylko media i analitycy finansowi wyśledzili, że szuka pieniędzy.

Zarządzanie kryzysowe

Wiadomo, że zarządzanie kryzysowe w przypadku tragedii rosyjskiej przejęło na siebie Ministerstwo Transportu. I coraz więcej jest głosów, że przyczyną katastrofy na moskiewskim lotnisku był błąd pilota. Podobnie zresztą, jak miało to być 12 grudnia 2012 roku w Indonezji, kiedy Rosjanie zapakowali na pokład potencjalnych azjatyckich klientów, media i indonezyjskich wojskowych, których chieli przekonać, że Suchoje są tak samo dobre, jak Boeingi czy Airbusy, za to o wiele tańsze.

W tle tych tragedii pozostaje prezes Sukhoi Company (SC), Igor Ozer, od 8 lat prezes firmy, która miała odnosić wielkie sukcesy, ale jak na razie nie widać ich na horyzoncie. Nie pomogły nawet dumpingowe ceny SSJ100, które miały zagrozić dominacji Airbusa i Boeinga i odebrać klientów brazylijskiemu Embraerowi. 57-letni dzisiaj Ozer, absolwent moskiewskiej Szkoły Zarządzania, jest związany z rosyjską branżą lotniczą od wielu lat. Z samym Suchojem związany jest od 1999 roku. Zanim awansował na szefa Suchoja (w 2011 roku, właśnie wtedy, kiedy Suchoj wchodził na rynek) , początkowo był wiceprezesem ds. finansowym, a od 2007 roku jako wiceprezes odpowiadał w SC za biuro projektów i finanse. Wszystko wskazuje na to, że pozycja Ozera, tak samo jak i Muilenburga wydaje się niezagrożona. Akcjonariusze Boeinga nie chcą odejścia szefa Boeinga, a nawet dali mu podwyżkę. Rosjanie przekonują, że za Ozera Suchoj miał „tylko” 2 katastrofy. Mimo tego krajowy przewoźnik regionalny, Yamal Airlines w dzień po katastrofie odwołał zamówienie na 10 SSJ100, tłumacząc to wysokimi kosztami serwisowania. Boeing zanotował tylko jeden zerwany kontrakt – na dostawę 49 Maxów dla indonezyjskiej Garudy. Chociaż tak naprawdę nie wiadomo jaki był efekt rozmów Amerykanów z Indonezyjczykami, bo żadnego komunikatu po wizycie ludzi Boeinga w Dżakarcie nie było. Ale od katastrofy Ethiopian Airlines nie wpłynęło żadne nowe zamówienie, co w przypadku tego producenta, nie jest zwyczajną sytuacją. Jednocześnie Aerofłot zapowiedział, że jest gotowy do odwołania swojego zamówienia na Maxy, jeśli nie zostaną wyjaśnione wszystkie wątpliwości związane z bezpieczeństwem tych maszyn.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA