fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Tadeusz Gajcy: Lekkomyślność i bohaterstwo

Tadeusz Gajcy (1922–1944), poeta czasu wojny, żołnierz AK, zginął w powstaniu warszawskim.
POLONA
Biografia poety Tadeusza Gajcego to pasjonująca, ale i pouczająca lektura nie tylko dla dzisiejszych narodowców.

Tadeusz Gajcy – wybitny poeta, narodowiec, zwolennik imperium słowiańskiego pod przewodem Polski, członek środowiska „Sztuki i Narodu" – przemyślenia na temat ojczyzny następująco podsumował w ostatnim wierszu:

„Wszyscy święci, hej do stołu!/W niebie uczta: polskie flaczki, /Wprost z rynsztoków Kilińskiego!/Salcesonów misa pełna/Świeże chrupkie. Pachną trupkiem:/To z Przedmurza!/Do godów. Święci do godów,/Przegryźcie Chrystusem Narodów!"

Ten wiersz – „***Święty kucharz od Hipciego" – zapisał w sierpniu 1944 roku na papierowej torbie, widząc skutki masakry mieszkańców Warszawy i powstańców na Starym Mieście, gdy eksplodował niemiecki transporter pułapka. „Co za święty patronuje dziś naszej walce?" – pytał dowódcę, który opublikował wiersz po wojnie. „Na ścianach były przylepione mózgi, kawały mięsa. (...). Łopatami zgarniano mięso do kubłów i tam wrzucano" – pisał świadek dramatu.

Trudno się dziwić, że Gajcy szyderczym wierszem postawił krzyżyk na mesjanizmie swojego środowiska, które dziś znowu odżywa. Szanując bohaterstwo poety, trzeba przypomnieć, że syn polskiego imperium do powstania szedł wyposażony w jeden granat. Jego przyjaciel Zdzisław Stroiński – inny poeta „Sztuki i Narodu" – dysponował pistoletem. Bez pocisków.

Swą śmierć opisał następująco: „idę przez powietrze/a za mną miasto moje idzie". Wraz ze Stroińskim zginęli w okolicach dzisiejszego kina Muranów, w kamienicy na ulicy Przejazd, którą szło niemieckie natarcie na Stare Miasto.

Nie oceniając znajdujących się w dramatycznej sytuacji dowódców, trzeba przytoczyć relację o jednym z nich: był „pijany w trupa" i ignorował meldunki na temat odgłosów kucia z oficyny, gdzie przebywali poeci. Niemieccy saperzy użyli eksperymentalnej broni, której działanie oparte było na eksplozji pyłu węglowego.

„Gajcy, Stroiński, byli podniesieni/ W czerwone niebo na tarczy eksplozji" – napisał w „Traktacie poetyckim" Czesław Miłosz. Ale według przyjaciela matki poety Gajcego odgrzebano 6 czerwca 1945 roku w ruinach Arsenału. Z kompletem dokumentów zalanych krwią.

Na początku powstania odwiedzał narzeczoną Wandę Suchecką-Strzelecką, sanitariuszkę w szeregach Armii Ludowej. „Był dziwny, a w jego oczach czaiła się śmierć i lęk" – wspominała sportretowana jako Orchidea w sztuce „Homer i Orchidea". Gdy się poznali w 1940 roku, miała 15 lat.

Jeszcze przed wybuchem powstania, obserwując przejazd pancernych oddziałów niemieckich przez Warszawę, Gajcy powiedział: „I z czym my się na to porywamy". Ale wybrał oddział na pierwszej linii walki, „co było zgodne z całą jego filozofią", jak wspomina przyjaciółka. Zdążył jeszcze w Konstancinie w domu Romana Bratnego napisać słynny poemat „Do potomnego".

W książce Beresia powraca w młodzieńczy sposób wymieszane polskie bohaterstwo oraz karygodna lekkomyślność. Objawiła się w 1943 roku pod pomnikiem Kopernika, gdzie Gajcy asekurował poetę Wacława Bojarskiego.

Akcja złożenia wieńca z napisem „Geniuszowi Słowiańszczyzny – Rodacy" miała być udokumentowana przez fotografa, zaś jej zapis wysłany do Londynu jako dowód aktywności podziemia. Była nieprzygotowana. Czujność policji dzień wcześniej wzmogła podobna akcja Szarych Szeregów. Gajcy jako jedyny miał broń. Gdy z pobliskiego posterunku wyszedł policjant, Gajcy spanikował i strzelił, choć Bojarski prosił, żeby tego nie robił. Nie mogła tego wybaczyć Tadeuszowi wdowa po Bojarskim. Wspominała liczne przykłady jego nerwowości. Jednocześnie dawał dowody brawury.

Jako sceptycznego, a nawet cynicznego, zapamiętał go Andrzej Łapicki. Arogancję tłumaczono rosnącą pozycją, ale i kompleksem: pochodzący z zubożałej rodziny, czuł się niepewnie w inteligenckim środowisku, nosił się biednie. Ale Iwaszkiewicz pisał: „Zgrzytałem zębami z zazdrości, czytając te wiersze".

Tworzył nocami, w kuchni, przy karbidówce, na co dzień krytykowany przez rodziców za brak „poważnego" zajęcia. Pracę zarobkową w firmie dziewiarskiej rzucił.

Pradziadek Zmarzlik był wielkim posiadaczem ziemskim, ale przehulał wszystko poza domem na Marymoncie. Ojciec za cara pracował jako komiwojażer, podczas wojny bolszewickiej był telegrafistą, pisywał amatorskie wiersze. A wuj Stanisław Zmarzlik, uczeń Sergiusza Diagilewa, zdobył rozgłos jak Stanley Barry. Grał w „Blance" Waleriana Borowczyka, był choreografem „Austerlitz" Abela Gance'a.

Gdy Tadeusz nie zmieścił się w limicie miejsc w Liceum Czackiego, pod wpływem niezwykle religijnej babci, która chciała, żeby został biskupem, poszedł do liceum Ojców Marianów na Bielanach, które słynęło z patriotycznego wychowania. Jego kolegą był Wojciech Jaruzelski.

Bereś zauważa, że nie wszystkie ataki liberała Czesława Miłosza na Gajcego i jego środowisko miały sens. Gdy został naczelnym „Sztuki i Narodu", usunął z łamów publicystykę dyktowaną strategią dawnych działaczy ONR-Falanga. Zależało mu na tekstach wysokiej jakości i porozumieniu środowisk twórczych. Zorganizował wieczór poetycki Krzysztofowi Kamilowi Baczyńskiemu, związanemu z lewicującą „Drogą" i mającemu żydowskie korzenie. Integrował współpracę „Drogi" i chrześcijańsko-narodowych „Dźwigarów" Romana Bratnego, czego wyrazem były wspólne mecze piłkarskie i wieczory artystyczne. W tajnych kompletach brał udział z poetą Tadeuszem Borowskim i Władysławem Bartoszewskim.

Mama Gajcego przyjaźniła się z Jadwigą Kaczyńską. Była akuszerką. Przyjęła na świat braci-bliźniaków: Lecha i Jarosława.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA