fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Znakomity aktor spolszczył wieszcza

Fotorzepa, Robert Gardziński
Uchodzący za częściowo zaginiony francuski wiersz Juliusza Słowackiego możemy teraz poznać dzięki świetnemu tłumaczeniu Jerzego Radziwiłowicza.

O istnieniu francuskiego wiersza wiedzieliśmy z korespondencji Słowackiego z matką, ale list nie zachował się w całości, a z cytowanego w nim wiersza pozostała jedynie druga część, i to pisana ręką kopisty. Zainteresowała ona na tyle Leopolda Staffa, że postanowił ją przetłumaczyć na polski. Nie wiadomo było jednak, jak wygląda początek wiersza, a nawet jak brzmi jego tytuł.

Niepublikowany wiersz Juliusza Słowackiego

Dopiero kilka lat temu w paryskim antykwariacie odkryto XIX-wieczny, inkrustowany sztambuch. Wśród licznych wpisów artystycznej bohemy miasta był tam też autograf poszukiwanego wiersza Słowackiego.

– Długie negocjacje z paryskim antykwariuszem zakończyły się sukcesem i sztambuch trafił do naszego skarbca – mówi dr Tomasz Makowski, dyrektor Biblioteki Narodowej. – To niezwykle cenny zakup, bo tylko niewielka część rękopisów Słowackiego zachowała się do naszych czasów. Mamy w zbiorach „Balladynę" czy listy do Joanny Bobrowej, część rękopisów ma Ossolineum. Wiemy o świadomym zniszczeniu lub zaginięciu podstawowych dzieł poety, szukamy autografu „Kordiana", „Snu srebrnego Salomei" czy „Anhellego" .

– To najprawdopodobniej jeden z dwóch wierszy Słowackiego pisanych po francusku – uważa prof. Zbigniew Przychodniak z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Ma tytuł „Le Cimetiere du Pere-Lachaise" i pochodzi z pierwszego roku pobytu 23-letniego Słowackiego w Paryżu. Poznaje Korę, córkę drukarza Jeana Baptiste'a Pinarda, u którego za chwilę wyda dwa pierwsze tomy poezji. Postanawia podarować jej pamiątkowy sztambuch. Poproszony o wpis, dedykuje jej opowieść o Paryżu widzianym oczami polskiego emigranta. Jest na tyle osobista, że nie pojawia się potem w żadnym tomie.

Po odkryciu sztambucha prof. Jacek Brzozowski zaproponował tzw. tłumaczenie filologiczne nieznanej wcześniej części. Wciąż jednak utwór czekał na kogoś, kto podejmie się przekładu całości. Biblioteka Narodowa zwróciła się o to do Jerzego Radziwiłowicza, wybitnego aktora, który dał się poznać jako tłumacz literatury francuskiej, zwłaszcza Moliera.

– Sam pomysł, by Słowackiego tłumaczyć na polski, brzmi nieco absurdalnie – mówi „Rzeczpospolitej" Jerzy Radziwiłowicz. – Na początku długo się wahałem. Ale po pierwszej lekturze wiersz mnie zainteresował i wciągnął. Byłem jak najdalszy od próby stworzenia jakiejś podróbki Słowackiego, ale pewne słowa, sformułowania same się narzucały. Zdecydowałem się na to tłumaczenie także dlatego, że Słowacki nie jest dla mnie poetą obcym. Nie czuje się wnikliwym badaczem jego twórczości, natomiast wielokrotne lektury i granie Słowackiego miały wpływ na polski kształt tego wiersza.

– Francuski wiersz jest opisem mglistego Paryża o zmierzchu – dodaje Jerzy Radziwiłowicz. Utwór wyraźnie dzieli się na dwie części. W pierwszej Słowacki opisuje fragmenty miasta spowite mgłą i zahacza o polskie pejzaże. Druga część także jest o mgle, ale samo słowo już się nie pojawia. Ta mgła zaczyna spowijać pamięć. Słowackiemu zdaje się towarzyszyć lęk, że w tej mgle zaginie wspomnienie ojczyzny.

– W polskiej kulturze, zwłaszcza tej ostatnich lat, pojawiają się aktorzy, którzy tłumaczą literaturę. To dowód, że polski teatr jest gotowy rozumieć z tekstów literackich więcej, niż byśmy sądzili – uważa dyrektor Tomasz Makowski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA