fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

„Liczby ostatnie” - recenzja. Jedzenie w zamian za krew

Jarosław Maślanek „Liczby ostatnie”. PIW, 2021, Polska Proza Współczesna
Rzeczpospolita
„Liczby ostatnie" Jarosława Maślanka są dystopią w stylu najlepszych filmów Piotra Szulkina.

Z książek Jarosława Maślanka (ur. 1974) układa się historia przemian życia Polaków w ostatnich czterech dekadach. Poprzednia „Góra miłości" o nagłym zaginięciu żony i rozpoznawaniu samotności była nominowana do EU Prize for Literature 2019. „Haszyszopenki" z 2008 r. rozgrywały się w pejzażu stanu wojennego. Teraz Maślanek wyprawia bohaterów w przyszłość.

Ośmieszające memy

Czas w powieści dzieli się na ten przed zarazą („Zet") i po zarazie. A mimo to kraj dalej zatruwają jadowitymi wyziewami tajemnicze rośliny. Kolonizują domy, mieszkania, doprowadzając do ekologicznej katastrofy. Jednak główny bohater nie ma wątpliwości, że jego świat i podwórkową paczkę, którą tworzyli Nina, Kurdebenek, Chudson, zniszczyła „obliczona na wieczność wojna".

Początek może się kojarzyć z „Waiserem Dawidkiem". W powieści Pawła Huelle tytułowy bohater wyparował tajemniczo z PRL, gdzie komunizm łączył się z zabobonami. U Maślanka po ekipie, która „zrobiła dużo złego", władzę przejmują dorośli o mentalności toksycznych dzieci. „Porządkują" kraj jak piaskownicę, usuwając słabszych, innych, niezależnych. Pewnego dnia, podczas urodzin Chudsona, jego rodzice nie stawiają na stole jak dawniej czterech talerzy, tylko trzy. Uruchamia się domino strachu, opisane jak koszmar, tyle że na jawie. Nowy szkolny program uczy, że „fałszywie pojmowana poprawność" to przejaw zagrożenia, które muszą zwalczyć też uczniowie. Miejsce Grubela jest w getcie ławkowym.

Odliczanie końca normalności przyspiesza z prędkością rakiety kosmicznej. Ale bohaterowie nie przenoszą się na Marsa. Obcą planetą staje się ich kraj, gdzie rządzi podłość, przemoc, podstęp. Science fiction wydarza się tylko w sferze socjotechniki. Nowy rząd pacyfikuje instytucje, delegując tam miernych, ale wiernych. Niepokorni szefowie są straszeni audytem, stają się negatywnymi bohaterami mediów. Sieć zalewają memy ośmieszające wrogów ludu. Media z obcym kapitałem są przejmowane przez kancelarie prawne powiązane z władzą.

Ruch w niezależnych portalach słabnie, bo ich użytkownicy mają problemy z wirusami. Rząd monitoruje korespondencje, a za podejrzane znajomości lub zainteresowania karze utratą dotacji, miejsca na studiach lub pracy. Bloki pustoszeją, rozpoczyna się wymuszona migracja.

Maślankowi udaje się zachować wiarygodność uniwersalnej narracji, bo nie szarżuje, co zniszczyło już kilka dystopijnych książek najlepszych nawet autorów. Z czasem książka zaczyna przypominać groteskowe filmy Piotra Szulkina, które poprzez science fiction opowiadały o mechanizmach władzy i propagandy. W „Liczbach ostatnich" też pojawia się szulkinowski wisielczy humor. Tak jak w „Wojnie światów" można oddawać „Krew dla Ojczyzny". „Dojarki" wstawiono do spożywczaków. Pieniądze zastąpiono punktami, które starczają na frytki smażone w starym oleju.

Punktem zwrotnym jest cyberatak na internetowe strony rządu, czyli lansowana oficjalnie spiskowa teoria, która tłumaczy konieczność uzyskania licencji na działalność w sieci. Jej logo to kłódka w narodowych barwach. Walec nacjonalistów przetacza się nawet po małej gastronomii, gdzie pracowała kochanka Kurdebenka. Tytuł rozdziału, w którym płonie bar, mówi wiele: „Won!". Agresorzy są bezkarni. To ich policja przedstawia jako ofiary. Ksiądz samozwaniec, dopiero gdy podjudza przeciwko obcym, zyskuje uznanie wiernych.

Zostaną szkielety

Maślanek, prowadząc historię dalej tym tropem, wysyła swojego bohatera gdzieś na granicę, która w propagandzie rządzących pełni rolę rubieży chroniącej przed obcymi, zwanych nielegałami. Tyle że to mit wykreowany przez Starego, skądinąd autora formuły „ekologia-srogia". Fikcją jest nawet działalność fabryki, która rzekomo utrzymuje miasto – wcześniej sprzedana obcym, teraz odzyskana. Nie ważne, co produkuje, ważne, że kominy dymią, a ludzie mają robotę. Cały kraj przypomina perpetum mobile napędzające zideologizowaną rzeczywistość. Rzecz w tym, że etatystyczna gospodarka nie działa bez zewnętrznych kredytów i wojennych zamówień.

Im bliżej finału, tym bardziej wkraczamy w aurę końca świata. Państwowy Ośrodek Integracyjny dla nielegałów to już przestrzeń z pogranicza Conrada i jego „Jądra ciemności". Zarządzający ośrodkiem Generał Trumienko ma coś z Kurza. Kafkowscy strażnicy sugerują, że decydują o wszystkim w imieniu systemu, choć nikt nad niczym już nie panuje. Za to na pewno, jak u Coetzeego, imigranci i rzekomi barbarzyńcy, przejmują są bliżej życia.

Przyjaciele z dzieciństwa odnajdują się, ale w najbardziej paradoksalnych rolach i koszmarnie pogubieni. Główny bohater zdaje sobie sprawę, że fascynując się liczbami – nieświadomie odliczał finał cyberpunkowego danse macabre, bo ludzie i miasta, jakie pamięta z dzieciństwa, są już szkieletami. Taka jest konstrukcja powieści, której niejednoznaczna treść nie daje spokoju długo po zakończeniu lektury.

Państwowy Instytut Wydawniczy obchodzi 75 lat działalności. Odkrycia, nowe przekłady i klasyka

W marcu i kwietniu ukażą się nakładem PIW takie znakomite książki jak „Eleuteria", nieznana u nas, pierwsza sztuka Samuela Becketta w tłumaczeniu Antoniego Libery, „Obcy" Alberta Camusa w nowym przekładzie Marka Bieńczyka, „Jakob von Gunten. Dziennik" Roberta Walsera w tłumaczeniu Małgorzaty Łukasiewicz, „Głosy góry" japońskiego noblisty Yasunari Kawabaty, „Jak się tworzy powieść" Miguela de Unamuno, „O Prouście" Jeana-Fronçois Revela, trzytomowa edycja dramatów Eugene'a Ionesco (Biblioteka Klasyków), wybory wierszy „Wsłuchać się w szum wód" Adama Mickiewicza, „Słoneczna ruleta" Józefa Barana i „Przejścia" Piotra Mitznera. ?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA